Zamknij
REKLAMA

NASZ REPORTAŻ. STRACONE HEKTARY Romana Żarskiego [WIDEO]

23:50, 01.09.2021 | M.W.
Skomentuj
REKLAMA

Najpierw pół hektara, a później ponad hektar, bo cena wzrosła. Rolnik z Mądrzechowa, Roman Żarski, do dziś nie może przeboleć niekorzystnego jego zdaniem interesu. Firmie dwóch bytowskich projektantów oddał w sumie 6 działek budowlanych. Było to wynagrodzenie za usługę podziału jego ziemi w Mądrzechowie. Do projektantów skierować go miała była już kierownik Wydziału Gospodarki Przestrzennej Urzędu Miejskiego w Bytowie. Z czasem w tej sprawie zaczęły pojawiać się ciekawe informacje. Po latach Roman Żarski uważa, że skłoniono go do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Na równi wini projektantów i urzędniczkę, która miała go do nich skierować. 

Roman Żarski w tym roku skończył 69 lat i najchętniej cofnąłby tę transakcję. Uważa, że został zmanipulowany przez urzędniczkę i projektantów. W Mądrzechowie pod Bytowem miał 18 hektarów ziemi. Zlokalizowana była w bardzo atrakcyjnym miejscu, po lewej stronie, przy drodze krajowej nr 20, zaraz przy wyjeździe z Bytowa w kierunku Kościerzyny. W życiu Romana Żarskiego nadszedł wtedy taki moment, że potrzebne były mu pieniądze, więc postanowił podzielić ziemię na działki i część z nich sprzedać. 

- Najpierw poszedłem do pana Fijałkowskiego. On porozmawiał z urzędniczką na temat przekształcenia i podziału mojej ziemi. Rok mnie przetrzymał i przyszedł, mówiąc w końcu, że nie może sobie z nią poradzić. Twierdził, że działek nie da się wydzielić - opowiada Żarski. 

Według wstępnych wyliczeń na jego ziemi miało powstać 35 działek budowlanych, z których uzyskałby konkretne pieniądze, bo to bardzo atrakcyjne miejsce. 

- Fijałkowski zrezygnował. Wtedy poszedłem do niej, do tej urzędniczki. Skierowała mnie do tej firmy. Zgodnie ze wskazaniami, poszedłem do nich i oni się za to wzięli. Trwało to ze 2 czy 3 lata. W międzyczasie jeszcze dopisali się do mojego gospodarstwa jako współwłaściciele. W ten sposób zabezpieczyli się na wypadek, gdybym nie chciał oddać im swojej ziemi jako wynagrodzenia - opowiada Żarski. 

Dowodem są akty notarialne, z których faktycznie wynika, że Roman Żarski nie dość, że oddał projektantom ponad hektar ziemi, jako wynagrodzenie, to jeszcze - na czas wykonywania podziału - stali się współwłaścicielami całego gospodarstwa.

- Tak to zrobili, że przez kolejne 5 lat nie mogłem nic sprzedać - podkreśla Żarski. 

Zaznacza on, że w tamtym czasie zgodził się na taki układ, aby oddać hektar projektantom, ponieważ nie miał dla nich pieniędzy na wynagrodzenie.

- Najpierw mówili, że wezmą około pół hektara, ale później stawkę podwyższyli i w końcu wyszło, że ponad hektar ziemi sobie biorą. Wzięli najlepsze działki. W najlepszej lokalizacji - zaznacza rolnik z Mądrzechowa. - Najgorsze, że później te działki sprzedawali po 10 zł za m2. 

Wylicza on, że łącznie wzięli od niego 6 działek, a on nie mógł niczego sprzedać tak długo, aż oni zbyli wszystkie przejęte od niego parcele. Mówiąc, że nie mógł nic sprzedać, rolnik ma na myśli fakt, że stanowił dla projektantów konkurencję. 10 zł za m2, to była już bardzo niska stawka. Roman Żarski, aby sprzedać działki, musiałby zaoferować jeszcze niższą cenę. 

Wydarzenia te miały miejsce w latach 2002 - 2003, czyli jeśli nawet doszłoby wówczas do przestępstwa, teraz mamy przedawnienie sprawy. Rolnik postanowił o tym opowiedzieć, bo bardzo leży mu to na sercu. Twierdzi, że wykorzystana została jego niewiedza i naiwność oraz ciężka sytuacja życiowa. Został teraz ze skrawkiem ziemi - podwórkiem, a cała reszta została przez lata sprzedana. Nie może odżałować tych 6 działek, które oddał za bezcen. Z czasem dowiedział się, że za projekt podziału ziemi projektant może wziąć kilka tysięcy złotych, ale nie ponad 100 tys. zł i to jeszcze w tamtych czasach, gdy ceny tego rodzaju usług były niższe niż są obecnie. 

Co ciekawe, według relacji Romana Żarskiego, projektanci zapakowali go do samochodu i zawieźli do Kościerzyny, gdzie notariuszem jest małżonka jednego z projektantów.

- To właśnie u niej podpisywałem wszystkie dokumenty. Przyjechali po mnie limuzyną. Zawieźli i przywieźli z powrotem do domu - opowiada Żarski. 

Warto zwrócić uwagę, że - według jego wiedzy - nie tylko on został namówiony na taki interes. Podobno w analogiczny sposób interes został ubity z nieżyjącym już rolnikiem z Rzepnicy. Roman Żarski wymienia tu imię i nazwisko Andrzeja J. Był on właścicielem ziemi po prawej stronie ulicy Styp-Rekowskiego, w miejscu, gdzie teraz stoją domy jednorodzinne.

- Później dopiero się przyznał i mówił, jak oni go “w ciula zrobili” - komentuje Żarski.

Na jakich zasadach została przejęta ziemia w Rzepnicy przy ulicy Styp-Rekowskiego? Nie wiadomo. Do dokumentów źródłowych nie ma dostępu, ale Żarski podejrzewa, że projektanci mogli zrobić podobny interes, jak z nim i w analogiczny sposób rolnik z Rzepnicy mógł zostać skojarzony z nimi za pośrednictwem wcześniej wspomnianej urzędniczki z bytowskiego ratusza. 

- Żałuję, że dałem się wtedy tak “zrobić”, ale byłem w trudnej sytuacji. Już wtedy działki w okolicy sprzedawano po 70 zł za m2, a teraz są już po 200 zł za m2 - wylicza. - Z czasem dotarło do mnie, że oni skasowali mnie tyle za usługę, która w warunkach rynkowych kosztowała kilka tysięcy złotych. Przecież to było tylko dokonanie podziału, przy akceptacji ich znajomej urzędniczki. 

Po sprzedaży 6 przejętych od rolnika działek, podobno jeden z projektantów pytał go czy jest możliwość przejęcia następnych?

- Powiedziałem do niego: “Człowieku, Ty żeś mało ode mnie nabrał?”. Powiedziałem mu także, że nawet gdybym miał, to kolejnych działek i tak bym im nie oddał - opowiada Żarski. 

Jego zdaniem w tej sytuacji zawiniła również gmina. Uważa on, że idąc do ratusza, do urzędniczki, powinien od niej usłyszeć dobre rady, zmierzające do korzystnego dla niego rozporządzenia mieniem, a nie na odwrót. 

- Oni obrabiali biedaków. Tak to należy nazwać! - wykrzykuje Roman Żarski. - Tak samo było z Andrzejem J., który oddał im ziemię przy ulicy Styp-Rekowskiego.

To nie jedyny przypadek, bo Żarski wskazuje jeszcze na rodzinę rolników z Mądrzechowa, mieszkającą kawałek dalej, którzy też podobno oddali sporą połać ziemi w zamian za jej przekształcenie. 

- Swego czasu siedzieli u niej i wspólnie z nią grillowali, aby pozyskać ziemię. Teraz na jednej z tych działek mieszka była urzędniczka. Działkę ma też jeden z sędziów i jeden projektant - wylicza Żarski. - Porównałbym ich wszystkich do zbirów, którzy pozyskali majątek, wykorzystując biedę oraz niewiedzę ubogich rolników. Działki, które ode mnie wzięli, byłyby teraz warte ponad 1 mln zł. Jednak już wtedy, jeśli sprzedawali je nawet tylko po 10 zł za m2 i jeżeli wzięli tym samym ponad 100 tys. zł za podział gruntów, to na tamte lata było to wysoka cena. Ja wówczas o tym nie wiedziałem. 

Czy urzędniczka odnosiła z tego powodu jakieś korzyści? Nie wiadomo. Jej stan posiadania nie jest znany, ponieważ jako jedyna kierowniczka pracująca w Urzędzie Miejskim w Bytowie nie publikowała oświadczeń majątkowych. Władze Bytowa tłumaczyły to tym, że oficjalnie nie wydawała decyzji z upoważnienia burmistrza, więc nie miała takiego obowiązku.  

ŚWINKI TEŻ BYŁY

Krytykowani przez Romana Żarskiego projektanci, dziś już wspólnie nie prowadzą działalności. Rozdzielili się jakiś czas temu. Teraz każdy prowadzi własną firmę, ale obaj są zgodni co do tego, że zarzuty rolnika z Mądrzechowa są nieprawdziwe. Prawdziwy jest fakt, że zapłacił im za usługi, ofiarowując ziemię, ale obaj projektanci nie widzą w tym niczego niestosownego.

- Z tego, co pamiętam, on nam rzeczywiście przekazał jakiś grunt. Jeśli teraz pan Żarski ma jakiś problem, to powinien udać się do sądu - odpowiada jeden z projektantów. - Zresztą, gdyby pan Żarski podawał publicznie moje imię i nazwisko, to ja go do sądu mogę podać za szarganie wizerunku. 

Projektant zauważa też, że mówimy o sytuacji sprzed około 15 lat, gdy cena ziemi była znacznie niższa, niż jest aktualnie.

- Ponadto było dużo ziemi do wzięcia w okolicy. Nie można tego porównywać do obecnych czasów - komentuje projektant. 

Zauważamy, że według wyliczeń rolnika, skoro brali wówczas 10 zł za m2, całkowite wynagrodzenie jego firmy wyniosło około 100 tys. zł. Projektant broni się, że nie można tego w ten sposób liczyć, ponieważ była to skomplikowana operacja przerobienia ziemi rolnej na użytki budowlane. Uważa on, że mówienie jakoby ziemia ta mogła kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych jest nieprawdą, bo nie była to nawet wartość 20 tys. zł w tamtych czasach. Jednocześnie przyznał, że od strony notarialnej transakcja była przygotowana przez żonę jego wspólnika, która jest notariuszem w Kościerzynie. 

- Nie wiem czy to jest niezgodne z prawem, ale skoro małżonka wspólnika prowadzi taką działalność gospodarczą, to chyba może świadczyć takie usługi? - komentuje projektant. - Warto też podkreślić, że w tamtych czasach i w latach 90. zdarzało się, że oferowano nam nawet tusze wieprzowe za usługi. Pamiętam, jak jechałem odebrać świnkę. Wykonałem wówczas wycenę nieruchomości. Takie to były czasy. Różnica jest taka, że być może cena wieprzowiny aż tak bardzo nie wzrosła, natomiast znacznie wzrosła cena ziemi. 

Nie uważa on też za niestosowne i niewłaściwe wskazywanie petentom Urzędu Miejskiego jego firmy przez urzędniczkę z Bytowa. 

- To jest takie wskazywanie, jak w przypadku mechaników. Często mówi się gdzie jest dobry mechanik i gdzie jest zły mechanik. My wykonywaliśmy swoje usługi na wysokim poziomie i bardzo rzetelnie. Być może z tego wynika wskazanie akurat naszej firmy? - komentuje jeden z projektantów. - Teraz niestety jest tak, że wszyscy szargają się od góry do dołu i najwidoczniej pan Żarski pomyślał sobie, że też trochę nas poszarga.  

Drugi wspólnik wypowiada się w podobny sposób. Jego zdaniem Roman Żarski dobrowolnie zgodził się na taki interes, więc nikt do nikogo nie powinien mieć pretensji. Jednocześnie zastrzega on, że wbrew sugestiom Żarskiego nie jest on krewnym byłej już urzędniczki. 

- Moja żona nie przygotowywała aktów notarialnych. Pan Żarski był zawieziony do notariusza, do znajomego mojej żony, aby koszty były niższe. Moja żona aktu notarialnego, gdzie ja jestem stroną, nie mogła przygotować - zastrzega drugi projektant. - Co do kosztów wykonania tej pracy, była ona bardzo skomplikowana i czasochłonna. Jeśli nawet zyskaliśmy z tego około 100 tys. zł, to należy podkreślić, że nastąpiło to po dłuższym czasie, gdy udało się nam sprzedać te działki. Ponadto nie można mówić, że ja kogoś wykorzystałem, bo po drugiej stronie była wolna wola. Żeby oceniać czy stawka była za duża, czy za mała, trzeba wiedzieć jaki był zakres spraw, a w tym przypadku pan Żarski nawet mapy nie miał. Musieliśmy ponieść najpierw jakieś koszta, opłacić składki ZUS i tak dalej, a pieniądze zyskaliśmy dopiero po kilku latach. Jeden za projekt zapłaci 1 mln zł, a drugi 100 tys. zł i zarówno jeden, jak i drugi może powiedzieć, że to za dużo czy też za mało. 

Jednocześnie przyznaje on, że na podobnych zasadach odbyło się wykonanie usługi dla nieżyjącego już rolnika z Rzepnicy, który oddał projektantom kawałek ziemi. Roman Żarski podobno sam się zgłosił, gdy dowiedział się od tamtego rolnika, że można bez pieniędzy zrobić podział ziemi na działki. Taka jest wersja drugiego projektanta. 

- Ja rozumiem, że rolnik może być rozżalony, bo sprzedał w tamtych czasach wszystkie działki, a gdyby je przetrzymał do obecnych czasów, zarobiłby znacznie więcej. Nie może mieć teraz do nas o to żalu, skoro w tamtych latach sprzedawał działki za 8 czy 10 zł za m2 - komentuje drugi projektant. - Dla porównania, warto wskazać aktualne ceny, które są znacznie wyższe. Nie nasza wina, że pan Żarski wydzielone działki sprzedał 18 lat temu w dużo niższych cenach. Teraz pewnie widzi, że ktoś sprzedaje ziemię w cenie 100 zł za m2 i żal go ściska. Kiedyś szło się z takimi sprawami do pierwszego sekretarza partii, a teraz idzie się do dziennikarza, aby się wyżalić. Jeśli w swoich zeznaniach pan Żarski przesadzi, skierujemy sprawę do sądu. Prawdą jest, że pobraliśmy wynagrodzenie w formie ziemi, ale tylko dlatego, że chłop nie miał pieniędzy. Ja rozumiem, że tak, jak kiedyś sprzedawali działki budowlane po 8 zł za m2 i teraz za 100 zł, to jak pan Żarski wódkę pije i o tym pomyśli, to “się mu scyzoryk w kieszeni otwiera”. Krytyka jest jednak nieuzasadniona, bo każdy ma wolną wolę. Rozmawiamy o zupełnie innych czasach. 

BRAK ODPOWIEDZI

Do Urzędu Miejskiego w Bytowie wysłaliśmy zestaw pytań w tej sprawie. Pytaliśmy między innymi czy urzędniczka miała prawo wskazać petentowi konkretną firmę, która dokona podziału gruntów? Czy takie postępowanie jest zgodne z prawem i czy jest etyczne? Pytaliśmy również czy etyczna lub zgodna z prawem jest współpraca na linii urzędniczka - projektant? Dopytywaliśmy również o fakt, że w podobny sposób wskazana firma projektowa weszła w posiadanie ziemi nieżyjącego już rolnika z Rzepnicy w miejscu, gdzie teraz stoją domki jednorodzinne? Roman Żarski zeznał, że w tym przypadku również projektanta i właściciela ziemi skojarzyła ze sobą pracująca dotychczas w ratuszu urzędniczka. Dopytywaliśmy także czy Roman Żarski, załatwiając sprawę w Urzędzie Miejskim, powinien w ogóle słyszeć dobre rady, zmierzające do rzekomo korzystnego dla niego rozporządzenia jego własnym mieniem i czy urzędnik powinien albo czy w ogóle może wręczać petentowi wizytówki z adresami i telefonami konkretnych firm projektowych? Zapytaliśmy wprost czy w związku z takimi przypuszczeniami władze Bytowa skierują doniesienie do prokuratury przeciwko byłej urzędniczce, w związku z podejrzeniem niekorzystnego dla Romana Żarskiego rozporządzenia jego mieniem?

Na odpowiedź Urzędu Miejskiego czekaliśmy około miesiąca, ale jest ona bardzo ogólnikowa, a przede wszystkim nie ma tam żadnych konkretnych odpowiedzi na zadane przez nas pytania. 

- W świetle obowiązujących przepisów i orzeczeń sądów administracyjnych informacją publiczną jest każda wiadomość wytworzona przez organy publiczne w zakresie wykonywania przez nie zadań władzy publicznej i gospodarowania mieniem komunalnym. Zatem jest nią treść dokumentów, wytworzonych przez organy władzy publicznej w razie wystąpienia opinii czy ocen przez nie dokonywanych, które są w posiadaniu tych organów. Ponadto, aby konkretna informacja posiadała walory informacji publicznej, musi się odnosić do sfery udokumentowanych faktów, będących w posiadaniu Urzędu Miejskiego - napisał burmistrz Ryszard Sylka, co oznacza, że nie ma zamiaru odnieść się do zarzutów wobec podległej mu do niedawna urzędniczki. 

Do Urzędu Miejskiego w Bytowie wysłaliśmy również pytania odnośnie obszaru Natura 2000 w miejscowości Mądrzechowo. Podobno został wytyczony on w taki sposób, aby nie objął działek, należących między innymi do byłej już urzędniczki oraz jej sąsiadów. Dzięki temu oni sami mogli postawić tam swoje domy. Jeden z nich zbudował nawet bytowski sędzia. Natomiast wokół tych działek wprowadzono obszar Natura 2000, uniemożliwiając zabudowę tego terenu. Taką informację przekazał nam, znający doskonale historię obrotu gruntami w tamtym obszarze, Roman Żarski. Czy była szefowa jednego z wydziałów w Urzędzie Miejskim załatwiła sobie tym sposobem brak sąsiedztwa na dziesiątki lat, a więc bardzo atrakcyjne warunki zamieszkania? Na te pytania Urząd Miejski również jednoznacznie nie odpowiedział.

- Kształt obszaru Natura 2000 w granicach gminy Bytów na wniosek przedłożony przez ministra środowiska został pozytywnie zaopiniowany uchwałą Rady Miejskiej z dnia 27 grudnia 2006 roku. Natomiast uchwała Rady Miejskiej z dnia 31 stycznia 2007 roku została pozytywnie zaopiniowana, jak i przedłożony przez ministra środowiska projekt listy proponowanych specjalnych obszarów ochrony siedlisk Natura 2000 w granicach gminy Bytów - tymi słowami odpowiedział burmistrz Ryszard Sylka. 

Żadnego dodatkowego komentarza nie ma, ale z naszych informacji wynika, że sprawa zostanie skierowana do rozpoznania przez Prokuraturę Krajową. Jeśli macie jakiekolwiek informacje, potwierdzające słowa Romana Żarskiego, zapraszamy do kontaktu pod nr tel. 513 313 112. 

(M.W.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (4)

bytowiak bytowiak

7 2

Pani K..... wesołej emerytury
oby tylko nikt z twojej rodziny nie zasiadł na twoim stołku bo dalej bytowska "ośmiorniczka " będzie się miała jak pączek w maśle ....
A może by tak spalic archiwum aby następne pokolenia nie musiały się wstydzić ????? 10:54, 02.09.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

ObserwatorObserwator

3 1

No, niezle nieźle, trzeba by przypatrzyć się i zweryfikować działania tychże ludków, może wyjść bardzo ciekawa historia 09:26, 05.09.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

MeskarMeskar

0 1

Standard w bytowie.
Klicha dziala nadal... Ale komu zglosisz skoro burmistrz to jedna wielka *%#)!& co sie boi pewnej pani.
Nie dostaniesz zjazdu ani podzialu etc.

Tylko "nielicznym" wolno wszystko...
A potem ludki z Bytowa placza ze ceny mieszkan po 5000zl za metr, albo dzialki po 200 000zl.... sami sobie jestescie winni...

Z tego co slyszalem pewna pani odpowiedzialna za dzialki idzie na emeryture ale Bytow i tak podpisze z nia umowe aby na emeryturce trzymala wodze. Prawda to? 17:42, 06.09.2021

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

Działki za przysługęDziałki za przysługę

0 0

Niech Pan redaktor nagłośni sprawę z tą Panią, wystarczy popytać przedsiębiorców i rolników a zaraz znajdzie się ktoś kto chętnie opowie jej karierę w urzędzie!!! 23:33, 06.09.2021


REKLAMA
0%