Mieszkaniec Borowego Młyna, Stefan Szulc, z pewnością nie spodziewał się takiego widoku, zaglądając do swojej woliery dla kur. Zamiast gdaczącego drobiu, zastał tam wyczerpanego, ale wciąż majestatycznego drapieżnika. Niezwykłym gościem okazał się myszołów, który pilnie potrzebował ludzkiej pomocy.