Zamknij
REKLAMA

Mieszkańcy Dąbia stracili jezioro. Odgrodzono je płotem

22:30, 25.07.2020 | M.W
Skomentuj
REKLAMA

Mieszkańcy Dąbia pod Bytowem stracili jedyne we wsi jezioro. Akwen nie zniknął. Nadal jest w tej miejscowości, ale teraz już za wysokim płotem. Nie wszystkim to się podoba, jednak niewiele mogą zrobić. Jezioro od komornika kilka lat temu kupił przedsiębiorca Jerzy Koska. To jego własność, więc akwen ogrodził, ale radny Tomasz Franciszkiewicz ma pretensje do władz gminy, bo uważa, że w odpowiednim czasie samorząd powinien jezioro kupić, aby ludzie mieli popularne niegdyś kąpielisko. Najbliższym sąsiadem przedsiębiorcy jest Maciej Skoneczny, któremu ogrodzenie jeziora też bardzo się nie podoba.

- Mieszkam tu ponad 50 lat. Jestem zbulwersowany, że nie dość, że zabrali nam jezioro, to jeszcze dostęp do niego - narzeka Maciej Skoneczny. - Kiedyś nie tylko mieszkańcy korzystali z tego jeziora, ale zatrzymywali się również na chwilowy odpoczynek przyjezdni jadący na przykład w kierunku morza. Najbardziej jednak straciliśmy my, mieszkańcy, bo wszyscy płacimy podatki, a gmina nie zadbała, aby wieś nadal mogła korzystać z jeziora. 

<iframe src="https://www.facebook.com/plugins/video.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fibytow%2Fvideos%2F304464833940332%2F&show_text=0&width=560" width="560" height="315" style="border:none;overflow:hidden" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" allowFullScreen="true"></iframe>

On też uważa, że działkę z jeziorem na licytacji komorniczej kupić powinna była gmina, ale tego nie zrobiła. Teraz w miejscu, gdzie kiedyś była plaża, znajduje się drugi zbudowany nad jeziorem przez Jerzego Koskę dom. Mieszka tam najprawdopodobniej jego córka. 

- Trzeba zaznaczyć, że jezioro nie jest ogrodzone w całości. Pozostawiono krótki odcinek z bezpłatnym dostępem do akwenu naprzeciwko posesji naszego sołtysa. Nie wiem na jakiej zasadzie to się stało, ale sołtysowi dojście do jeziora zostawiono, jednak plaża została zabrana. Tam naprzeciwko posesji sołtysa nie jest brzeg dogodny do kąpieli - wyjaśnia Maciej Skoneczny. 

Podkreśla on jeszcze jedną rzecz. Wskazuje na znak ograniczenia tonażu samochodów na drodze w kierunku posesji sołtysa i właściciela jeziora. Postawiono tam znak ograniczający masę pojazdów do 10 ton. Skoneczny podejrzewa, że zostało to zrobione bez uzgodnienia z gminą. 

- Uważam, że w tej sprawie zawalił również nasz sołtys. Jak ludzie na zebraniach pytali go, dlaczego plaża została zabrana, to tylko głowę na dół spuszczał - krytykuje Skoneczny. - Dąbie bez jeziora to już zupełnie inna wieś. Na wodę popatrzeć możemy sobie tylko przez płot. Możemy też zapomnieć o kąpaniu się w ciepłe dni. 

Trzeba zaznaczyć, że jezioro w Dąbiu zawsze było własnością prywatną, przynajmniej w ostatnich latach. Wcześniej należało do nieistniejącego Hotelu Bismarck. Wtedy jednak nie było płotu i każdy mógł z plaży korzystać.

Skoneczny zaznacza, że nie ma pretensji do nowego właściciela jeziora. Twierdzi, że normalnie można z nim porozmawiać, ale pretensje ma do gminy, która jeziora w odpowiednim czasie nie kupiła. Do sołtysa też ma pretensje, że odpowiednio wcześnie nie zareagował. Próbowaliśmy się do niego dodzwonić, ale nie odbierał telefonu i nie odpowiadał też na sms-y. 

- Z właścicielami na ten temat nie rozmawiałem, ale to również dlatego, że rzadko tu jestem, bo pracuję jako kierowca zawodowy i często mnie nie ma. Powtarzam jednakże: największe pretensje mam do władz gminy i do sołtysa - podkreśla Maciej Skoneczny. - Naszego sołtysa prosiłem też o naprawę drogi w kierunku mojej posesji. Nigdy wcześniej nie udało się tego wyprosić, a jak znalazł się nowy właściciel jeziora, to od razu płyty betonowe do jego posesji położono. Mamy sołtysa, ale tak naprawdę nie wiadomo w czyim interesie on działa. Co innego w Gostkowie, bo tam sołtys jest dla całej miejscowości i wiele dla wsi zrobił. W Dąbiu gospodarza nie ma, a teraz jeszcze straciliśmy jezioro. 

Przedsiębiorca Jerzy Koska potwierdza, że to on jest właścicielem jeziora i terenu wokół niego w Dąbiu. Podkreśla, że nieruchomość jakiś czas temu kupił na sprawiedliwych zasadach w drodze licytacji organizowanej przez komornika.

- Zwrócili się do mnie mieszkańcy Dąbia i dlatego od strony nieruchomości sołtysa zostawiliśmy nieogrodzony fragment, bo ludzie chcą zrobić tam sobie plażę. Jestem człowiekiem, który zrobi wszystko, co możliwe, aby dla wszystkich było okej - podkreśla Jerzy Koska.

Zaznacza, że wskazywany przez Macieja Skonecznego znak ograniczenia tonażu do 10 ton został na jego wniosek zamontowany przez gminę. Wbrew podejrzeniom ustawiono go legalnie.

- Pan Skoneczny ma pretensje, a ja przypomnę, że na mojej działce stoi jego budynek gospodarczy. Z dobrej woli przesunąłem swoje ogrodzenie, aby mu tego obiektu nie burzyć - podkreśla Jerzy Koska. 

W dyskusję na temat ogrodzenia jeziora w Dąbiu włączył się radny Tomasz Franciszkiewicz. Potwierdził, że pretensje Macieja Skonecznego mogą być słuszne. Dziwi się, że gmina w odpowiednim momencie nie zadbała o zakup tego terenu. 

- Pamiętam, że mieszkańcy Dąbia od dawna korzystali z tego jeziora i ja również tam nie raz pojechałem, a nawet uczestniczyłem w akcji ratowniczej, gdy tonął człowiek. Dziwię się, że gmina nie zadbała o przejęcie tego akwenu dla dobra wszystkich mieszkańców - mówi radny Tomasz Franciszkiewicz podkreślając, że przecież burmistrza Ryszard Sylka jest mieszkańcem Dąbia, co powinno podwójnie dopingować go do przejęcia jeziora. 

Jego zdaniem gmina mogła o to zadbać, podejmujące na przykład rozmowy z komornikiem.

- Chciałbym przypomnieć, że jeśli chodzi o przejmowanie nieruchomości, to pan burmistrz i ówczesny sołtys Dykier potrafili o swoje interesy zadbać w relacjach z obecnym Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa. Słabo to wygląda, ale dzisiaj możemy sobie już tylko na ten temat pogadać - komentuje Franciszkiewicz. - Komentarz jest zbędny, bo jasno widać jak dba się o własny interes, a jak dba się o interes gminy i mieszkańców. Oczywiście nie ma co tu wymieniać pana Koski, bo on to jezioro legalnie kupił i jest ono jego własnością. Zainwestował tam pieniądze, uporządkował teren i za to należą się brawa, co nie zmienia faktu, że gmina powinna inaczej tę sprawę rozegrać, aby mieszkańcy nadal mieli swobodny dostęp do jeziora. 

Mieszkaniec Dąbia, burmistrz Ryszard Sylka wyjaśnia, że jezioro sprzedawane było przez komornika.

- Mieliśmy przygotowane pieniądze, ale później nastąpiła wątpliwość prawna, bo naszym zdaniem są to wody płynące, a w ewidencji określone zostały jako wody stojące. W przypadku wód płynących zachodziła obawa, że zostaną one odebrane na rzecz Skarbu Państwa, jeśliby jezioro zakupiła gmina. Dogłębną wiedzę na ten temat ma były wiceburmistrz, a teraz radny Adam Leik - komentuje burmistrz Sylka. 

Radny przypomina sobie, że w budżecie była zarezerwowana nawet kwota rzędu kilkuset tysięcy złotych na zakup jeziora.

- W 2012 roku wybrałem się nawet na tę licytację jako przedstawiciel Urzędu Miejskiego, ale została ona odwołana. Później okazało się, że jest to jezioro przepływowe, a wszystkie takie akweny są własnością Skarbu Państwa. Istniało zagrożenie, że po zakupie jezioro przejdzie na rzecz Skarbu Państwa, więc wydatkowanie przez gminę pieniędzy na coś, co i tak ostatecznie będzie państwowe, mija się z celem. Dlatego miasto od tego później odstąpiło - wyjaśnia radny Leik. 

Zaznacza, że jeśli to jezioro jest faktycznie przepływowe, to można kwestionować zakup akwenu przez prywatną osobę. Sprawdziliśmy to bezpośrednio w Państwowym Gospodarstwie Wodnym Wody Polskie. Z odpowiedzi na pytanie wynika, że jezioro w Dąbiu nie jest akwenem przepływowym. 

- Jezioro w miejscowości Dąbie nie jest zbiornikiem przepływowym - potwierdza Bogusław Pinkiewicz z gdańskiego oddziału Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. 

Taką wiadomością zdziwiony jest radny Tomasz Franciszkiewicz. Jego zdaniem gmina w tamtym czasie źle rozpoznała sprawę i nie przyłożyła się po prostu do tego, tracąc bezpowrotnie możliwość przejęcia jeziora w Dąbiu. 

- To dziwna sprawa, bo przecież burmistrz mieszka w Dąbiu, choć nie jest gospodarzem gminy od 2006 roku. Wychodzi jednak na to, że nie zadbał o interes gminy i mieszkańców, bo nie można od licytacji odstępować tylko na takiej zasadzie, że być może jest to jezioro przepływowe, bez sprawdzania tego choćby w ówczesnym Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej - komentuje radny Franciszkiewicz. - Moim zdaniem pojawia się tu za dużo niejasnych faktów. Dziwna jest tu postawa władz miasta, bo aby odstąpić od takiej licytacji trzeba mieć 200% pewności, że po zakupie jezioro trafi do gminy od Skarbu Państwa, jako jezioro przepływowe. Tłumaczenie władz miasta “kupy się nie trzyma”. 

Zamierzam tę sprawę drążyć jako członek Komisji Skarg, Wniosków i Petycji. 

Burmistrz tylko potwierdza, że w dokumentach jezioro w Dąbiu to woda stojąca, ale kieruje tu znowu do radnego Adam Leika.

- Pamiętam, że on to w dokumentach sprawdzał i nabrał wątpliwości czy faktycznie jest to woda stojąca, bo mogłoby się okazać w przyszłości, że jezioro to zostanie określone jako przepływowe i wtedy automatycznie przejmuje je Skarb Państwa - odpowiada burmistrz Sylka. - Jeśli chodzi o słowa radnego Franciszkiewicza, nie będę publicznie odpowiadać. Jak będę miał taką wolę, to po prostu do niego zadzwonię. 

Do tematu wrócimy. 

[ALERT]1595708999259[/ALERT]

 

(M.W)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (6)

Andy11163Andy11163

5 7

Sprawa jest krótka tu rządzą miejscowi kacykowie .Jezioro zostało kupione za śmieszne pieniądze.
Dlaczego nikt nie pyta się o park który został wycięty drzewa ,pomniki przyrody. 06:48, 26.07.2020

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

Mario1977Mario1977

11 0

Skoro zostało kupione za śmieszne pieniądze to dlaczego mimo publicznych licytacji przez długi czas nie było chętnych na zakup? Jeśli cena rzeczywiście była tak „śmieszna” to było trzeba samodzielnie je wylicytować i rozporządzać nim według własnego uznania. Z tego co można sprawdzić w Urzędzie to jezioro zostało wylicytowane za kwotę ponad 3-krotnie wyższą niż cena wywoławcza i sporo powyżej wyceny rzeczoznawcy. Polecam opierać się na faktach a nie domysłach czy plotkach. 12:50, 26.07.2020


Bez komentarzaBez komentarza

14 3

Mój dom, który jest moją własnością prywatna też jest ogrodzony. 19:00, 26.07.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Mieszkanka od 20 latMieszkanka od 20 lat

6 0

A ten pan na żadnym zebraniu wiejskim nie był przez kilkanaście ostatnich lat. On w Dąbiu mieszka? 19:39, 26.07.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

BytowiakBytowiak

4 5

Ta "mafia" to samo zrobiła w Udorpiu .Pamiętaćie impreze Watra ? jedzcie tam i zobaczcie jak można zniszczyć tak piekne jezioro
jeden wielki sciek i prywata 08:24, 27.07.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

777987777987

3 5

Są tzw. klany rodzinne w Bytowie które rządzą w Bytowie i za kase mogą wszystko-robic,kupic itd..... 19:12, 28.07.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA