Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

Skarga od sąsiadów, nerwowa reakcja w Bytowie. Poszło o zimowe utrzymanie

Mateusz Węsierski Mateusz Węsierski 07:00, 02.04.2026 Aktualizacja: 22:39, 01.04.2026
3 Skarga od sąsiadów, nerwowa reakcja w Bytowie. Poszło o zimowe utrzymanie Radny Marcel Formela po złożeniu skargi rozpętał dyskusję na temat zimowego utrzymania dróg w dwóch sąsiednich powiatach

To nie była zwykła interwencja mieszkańca, telefon do urzędu ani kolejny wpis w internecie. Radny gminy Dębnica Kaszubska z powiatu słupskiego złożył oficjalną skargę na działalność Zarządu Dróg Powiatowych w Bytowie. Poszło o zimowe utrzymanie drogi powiatowej na odcinku Gogolewo – Podkomorzyce. Skarga została odrzucona, ale temat nie zniknął. Przeciwnie – właśnie wtedy zaczęła się naprawdę ciekawa dyskusja o pieniądzach, standardach, sprzęcie, politycznych priorytetach i o tym, dlaczego na granicy dwóch powiatów kierowcy mieli wrażenie, że wjeżdżają do zupełnie innego świata.

::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}

::event{"type":"landscape","item":"928"}

SKARGA Z ZEWNĄTRZ

Już sam punkt wyjścia tej historii jest nietypowy. Nie chodzi o mieszkańca powiatu bytowskiego, lecz o samorządowca z sąsiedniej gminy i sąsiedniego powiatu. Marcel Formela, radny gminy Dębnica Kaszubska, postanowił formalnie uruchomić procedurę w Bytowie, bo – jak tłumaczy – mieszkańcy sygnalizowali mu problem i oczekiwali reakcji.

Komisja Skarg, Wniosków i Petycji Rady Powiatu Bytowskiego rozpatrzyła jego pismo i ostatecznie uznała je za bezzasadne. W uzasadnieniu wskazano, że droga była utrzymywana zgodnie z przyjętym 5. standardem zimowego utrzymania, a warunki pogodowe były trudne – z intensywnymi opadami śniegu i okresem silnych mrozów.

Powiat tłumaczył, że przy tym standardzie dopuszczalne są zajeżdżony śnieg, śliskość i działania o charakterze interwencyjnym, a nie pełne doprowadzanie nawierzchni do czarnego asfaltu w każdych warunkach. Podczas posiedzenia komisji odczytano projekt uchwały, po czym został on zaopiniowany jednogłośnie. Trzy głosy były za, głosów przeciwnych i wstrzymujących się nie było.

Formalnie sprawa została więc zamknięta. Tyle że politycznie i społecznie dopiero się otworzyła.

::addons{"type":"alert"}

FORMELA: TO NIE JEST SKARGA DLA SAMEJ SKARGI

Marcel Formela nie ukrywa, że decyzja komisji go nie zaskakuje.

Spodziewałem się tego – mówi.

Nie przedstawia tej sprawy jako osobistej wojny z bytowskim powiatem. Wręcz przeciwnie. Podkreśla, że jego intencją nie jest złośliwość, ale zwrócenie uwagi na realny problem mieszkańców pogranicza.

Nie piszę tej skargi po to, żeby się skarżyć dla samego skarżenia. Chodzi bardziej o to, żeby podnieść temat. Mieszkańcy mi mówią, żebym interweniował, wysyłają zdjęcia, dzwonią, proszą o reakcję. Działam więc w ich imieniu – tłumaczy.

I właśnie w tym miejscu sprawa przestaje być zwykłą procedurą administracyjną. Bo Formela nie mówi o papierze, tylko o drodze, z której ludzie naprawdę korzystają. O trasie, którą codziennie jadą do sklepów, do pracy, do szkoły. O odcinku, który zimą – według relacji mieszkańców – staje się nie tylko niewygodny, ale zwyczajnie niebezpieczny.

Radny z Dębnicy Kaszubskiej podkreśla, że jego pismo ma szerszy sens niż tylko ocena zimowego utrzymania.

To pismo ma zwrócić uwagę radnych, Zarządu Dróg Powiatowych i starosty na ten odcinek. To jest sprawa szersza niż tylko samo zimowe utrzymanie – zaznacza.

Po kolejnych rozmowach Formela idzie jeszcze dalej i mówi już nie tylko o samej zimie, ale również o brutalnej logice lokalnej polityki.

Ja zdaję sobie sprawę, że to jest brutalność polityki – mówi wprost.

Jednocześnie nie zamierza odpuszczać tematu.

Będziemy ze swojej strony dalej przypominać się o tej drodze – zapowiada.

DWA POWIATY, DWA RÓŻNE OBRAZY TEJ SAMEJ ZIMY

Najmocniejszy obraz tej sprawy nie wybrzmiewa jednak w sali komisji, ale na samej drodze. Marcel Formela przekonuje, że zimą różnica pomiędzy drogami po stronie powiatu słupskiego i bytowskiego była widoczna natychmiast.

U nas są czarne drogi. Wystarczy wyjechać z tej trasy i od razu widać inną nawierzchnię. To są po prostu dwa światy – mówi.

To zdanie wraca w tej sprawie jak refren. Bo właśnie ono uruchamia najważniejsze pytanie: dlaczego po jednej stronie granicy powiatu da się jechać normalnie, a po drugiej trzeba walczyć z lodem, koleinami i śniegiem?

Formela nie twierdzi, że zna wszystkie techniczne szczegóły. Ale podkreśla, że mieszkańcy nie analizują procedur, tylko widzą efekt końcowy. A ten, ich zdaniem, był bezlitosny.

BYTÓW BRONIŁ SIĘ PROCEDURĄ I STANDARDAMI

Podczas posiedzenia komisji odczytano uzasadnienie uchwały, z którego wynikało, że Zarząd Dróg Powiatowych w Bytowie podejmował działania zgodnie z procedurami. Wskazano używany sprzęt, w tym piaskarkę z pługiem lemieszowym i ciągnik wyposażony w pług czołowy. Mówiono o stosowaniu mieszanki piaskowo-solnej, materiałów uszorstniających i ręcznym posypywaniu nawierzchni w uzasadnionych przypadkach.

Komisja przyjęła, że działania były prowadzone zgodnie z przyjętym standardem utrzymania tej kategorii drogi. Podkreślono też, że obowiązek zarządcy drogi nie oznacza możliwości całkowitego usunięcia śniegu i śliskości z nawierzchni w każdych warunkach atmosferycznych, a kierowcy mają obowiązek dostosowania prędkości do sytuacji panującej na jezdni.

To była odpowiedź urzędowa, logiczna i formalnie spójna. Ale dla mieszkańców i kierowców nie to było najważniejsze. Dla nich liczyło się przede wszystkim to, czy dało się tam bezpiecznie przejechać.

WOJCIECH DUDA BRONI PRADELLI

Jednym z ciekawszych momentów całej historii jest głos radnego powiatowego Wojciecha Dudy. To ważne dlatego, że Duda pozostaje w opozycji, a mimo to w tej sprawie wyraźnie staje po stronie dyrektora Zarządu Dróg Powiatowych w Bytowie, Aleksandra Pradelli.

Nie udaje, że problemu nie było. Nie mówi też, że wszystko działa idealnie. Przeciwnie.

Ja jako radny powiatowy też mogę mieć wiele do życzenia, jeśli chodzi o utrzymanie dróg. Jasne, że są uwagi. Ale trzeba patrzeć na realia i na możliwości finansowe – mówi.

To ważne, bo Duda nie wybiela rzeczywistości. Zaznacza jednak, że ocenianie Bytowa wyłącznie przez pryzmat porównania do sąsiedniego powiatu jest uproszczeniem.

To wiąże się z budżetem. Trzeba patrzeć na zasoby finansowe poszczególnych powiatów. To nie jest tak, że wszędzie sytuacja wygląda identycznie – dodaje.

W obronie dyrektora Pradelli staje bardzo wyraźnie.

Mam bardzo wiele telefonów w tym temacie. Działamy natychmiast z dyrektorem Pradellą. Można mieć wiele do życzenia, ale temat jest nam znany i nie jest zostawiony sam sobie – podkreśla.

Najmocniej wybrzmiewa jednak jego odpowiedź skierowana do radnego z sąsiedniego powiatu.

Niech każdy zajmie się swoim powiatem. My w powiecie bytowskim naprawdę bez niczyjej pomocy sobie poradzimy, nawet kiedy jest ciężko – mówi.

I zaraz dopowiada jeszcze mocniej:

Błędy są, były i będą. Ale naprawdę nie potrzebujemy, żeby ktoś nas pouczał z obcego powiatu, jak mamy prowadzić nasze sprawy.

PAWEŁ LISOWSKI NIE CHCE WOJNY MIĘDZY POWIATAMI

Do sprawy odnosi się też starosta słupski Paweł Lisowski. To ważny głos, bo to właśnie jego powiat w całej tej historii został postawiony jako przykład lepszego zimowego utrzymania dróg. Lisowski jednak nie idzie w triumfalizm. Nie próbuje budować politycznego kapitału na słabości sąsiada. Wręcz przeciwnie – tonuje emocje.

My się do nikogo nie porównujemy. Utrzymujemy stan dróg na miarę możliwości, które mamy – mówi.

I dodaje rzecz kluczową:

Dofinansowanie systemowe do dróg powiatowych jest niewystarczające samo w sobie.

To zdanie wyciąga tę historię z poziomu lokalnej utarczki i pokazuje jej głębszy sens. Bo Lisowski nie mówi: „my jesteśmy lepsi”. Mówi raczej: każdy samorząd działa w granicach swoich możliwości, a problem z pieniędzmi na drogi jest systemowy.

Starosta słupski zaznacza też, że tegoroczna zima bardzo szybko pochłaniała środki przeznaczone na bieżące utrzymanie dróg.

Ta zima swoją skalą spowodowała, że pieniędzy na bieżące utrzymanie zimowe drogi szybko się kończą. Robimy, co możemy, żeby w tych trudnych warunkach drogi były przejezdne – podkreśla.

I wyraźnie zastrzega, że nie chce, by jego wypowiedź była odczytana jako recenzowanie Bytowa.

Nie chciałbym, żeby to szło w takim kierunku, że my się do kogokolwiek porównujemy albo że mówimy, że robimy coś lepiej – zaznacza.

MARIUSZ OŻAREK: TO KWESTIA PIENIĘDZY, SPRZĘTU I LICZBY WYJAZDÓW

Najbardziej konkretna i jednocześnie najbardziej odsłaniająca kulisy wypowiedź pada jednak ze strony Mariusza Ożarka, dyrektora Zarządu Dróg Powiatowych w Słupsku. To właśnie on pokazuje, skąd bierze się różnica, którą mieszkańcy mieli widzieć gołym okiem.

Nie owija w bawełnę.

Pewnie wszystko po trochu – mówi, pytany o to, dlaczego w powiecie słupskim drogi zimą wyglądały lepiej.

Potem zaczyna wyliczać: budżet, liczba wyjazdów, sprzęt, technologia działania.

Tych wyjazdów u nas jest kilkukrotnie więcej. Żeby drogi były utrzymane w takim stanie, trzeba poświęcić dużo więcej wyjazdów – tłumaczy.

I dodaje jedno z najmocniejszych zdań w całej tej historii:

Jak my wyjeżdżamy trzydzieści razy, a oni dziesięć, to nigdy nie będzie takiej siły, żeby to nadrobić, bo warunki są porównywalne.

To zdanie właściwie zamyka część dyskusji. Bo pokazuje, że różnica nie bierze się z opowieści ani z politycznej złośliwości, lecz z prostych faktów. Jeśli jedna jednostka reaguje częściej, działa intensywniej i ma więcej środków, efekt na drodze musi być inny.

Ożarek wskazuje też na następną bardzo konkretną różnicę.

Dwa–trzy lata temu zakupiliśmy nowe piaskarko-solarki z pełnymi pługami i trzymamy to w soli, a Bytów z tego, co wiem, trzyma w mieszance. To też inny świat – mówi.

To ważny szczegół. Bo nie chodzi tylko o to, ile razy sprzęt wyjedzie, ale także czym pracuje i jaką technologię stosuje.

Dyrektor słupskiego ZDP tłumaczy też, że formalne klasy zimowego utrzymania mogą być podobne, ale praktyka działania nie musi wyglądać tak samo. W powiecie słupskim, gdy jest taka potrzeba, drogi bywają posypywane po całości, a nie tylko punktowo w miejscach uznawanych za najgroźniejsze.

To nie wszystko. Jak relacjonuje Ożarek, słupski ZDP analizuje warunki pogodowe i czasem działa zapobiegawczo, jeszcze zanim sytuacja na drodze zrobi się naprawdę zła.

My czasem analizujemy warunki pogodowe i zapobiegawczo wyjeżdżamy przed wystąpieniem zjawiska. Wtedy jedynie jest szansa, żeby w jakiś sposób temu sprostać – wyjaśnia.

Ale zaraz dodaje coś, co powinno wybrzmieć najmocniej:

To trzeba mieć i pieniądze, i sprzęt. To tak się nie da, że się raz wyjedzie w tygodniu.

LESZEK WASZKIEWICZ: BYTÓW MA SZPITAL, SZKOŁY I INNE OBCIĄŻENIA

Do tej układanki dochodzi jeszcze jeden ważny głos. Starosta bytowski Leszek Waszkiewicz tłumaczy, dlaczego powiat bytowski nie jest w stanie przeznaczać na zimowe utrzymanie dróg takich środków jak powiat słupski.

Nie ucieka od sedna sprawy.

Jeśli w budżecie powiatu znajdą się takie środki, to będzie to możliwe. Jeśli radni zagłosują, to jak najbardziej – mówi, pytany, czy w Bytowie dałoby się kiedyś wejść na wyższy standard zimowego utrzymania dróg.

Ale zaraz dodaje, że rzeczywistość samorządowa nie wygląda tak prosto.

Musimy spinać wydatki. Oczekiwania są różne. Przeważnie każdy chce, żeby była realizowana jakaś inwestycja. To jest pewnie u nas wynik kompromisu pomiędzy bieżącym utrzymaniem a inwestycjami, nie tylko drogowymi, ale wszystkimi innymi – wyjaśnia.

Waszkiewicz wskazuje potem zasadniczą różnicę między powiatem bytowskim a słupskim. I robi to wprost.

Należy pamiętać, że powiat słupski nie ma własnego szpitala, którego nie musi wspierać. Nie ma też szkół, praktycznie są tam pojedyncze szkoły – mówi.

To właśnie ten argument ma tłumaczyć, dlaczego Bytów dysponuje mniejszą przestrzenią finansową. Utrzymanie szpitala i szkół ponadpodstawowych pochłania pieniądze, które gdzie indziej mogą trafić na drogi.

Starosta zwraca też uwagę na to, że powiat słupski od lat funkcjonuje w korzystniejszym otoczeniu gospodarczym i inwestycyjnym.

Miał specjalny program dla ziemi słupskiej związany z tarczą antyrakietową. Teraz też pewnie są czy będą pieniądze związane z budową elektrowni atomowej. Powiat słupski jest więc w korzystniejszej sytuacji niż nasz powiat – zaznacza.

I idzie jeszcze dalej.

Atomówka ma swoje prawa i dodatkowe pieniądze na infrastrukturę wokół. Plus te wiatraki, które się budują. Powiat słupski jest też bazą serwisową  wiatraków, więc szanse rozwojowe dla tego powiatu są lepsze niż dla powiatu bytowskiego – mówi.

Do tego dochodzi turystyka i położenie nad morzem.

Turystyka jest tam na większą skalę, co daje dodatkowe dochody. Jeśli baza turystyczna jest większa, to gminy mają więcej pieniędzy z podatku od nieruchomości, ale pewnie też udziały w podatkach są wyższe. I dla powiatu – wyjaśnia.

W tym ujęciu różnica między Bytowem a Słupskiem nie sprowadza się do samego odśnieżania. To różnica całych modeli funkcjonowania dwóch powiatów.

LICZBY, KTÓRE TŁUMACZĄ WIĘCEJ NIŻ POLITYCZNE KOMENTARZE

Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, rozwiewają je liczby. Ożarek mówi, że powiat słupski wydał tej zimy około 3,5 miliona złotych, choć część tej kwoty obejmuje także chodniki i wywożenie śniegu. Jeśli patrzeć wyłącznie na same drogi, to wciąż mowa o około 2,5 miliona złotych.

Po stronie bytowskiej pada kwota około miliona złotych. Różnica jest więc wyraźna. I właśnie tę różnicę Waszkiewicz tłumaczy dziś obciążeniami, których słupski powiat po prostu nie ma w takiej skali.

Powiat słupski ma ponad 700 kilometrów dróg. Powiat bytowski około 600 kilometrów. To różnica, ale nie przepaść. A mimo to efekt zimą – według relacji kierowców – był wyraźnie inny.

To znaczy, że o wszystkim rozstrzygają nie tylko kilometry, lecz przede wszystkim skala nakładów i warunki, w jakich działa samorząd.

JEDNA SKARGA I WIELKI PROBLEM, O KTÓRYM NIKT JUŻ NIE CHCE MILCZEĆ

Skarga Marcela Formeli została odrzucona. Dokument zamknięto. Procedura dobiegła końca. Ale politycznie i społecznie sprawa dopiero się otworzyła.

Bo nagle mieszkańcy usłyszeli kilka rzeczy naraz. Że w Bytowie wszystko odbywało się zgodnie ze standardem. Że ten standard w praktyce pozwala na znacznie więcej śniegu i lodu, niż chcieliby kierowcy. Że w Słupsku wyjazdów było więcej, sprzęt jest nowszy, a pieniądze większe. I że właśnie tam, na granicy dwóch powiatów, różnica stawała się najbardziej widoczna.

Jedno jest pewne. Marcel Formela przegrał skargę, ale wygrał coś innego – zmusił kilka samorządów do publicznego tłumaczenia się z tego, jak naprawdę wyglądają ich drogi zimą.

::news{"type":"see-also","item":"23483"}

::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (3)

Gośc Gośc

1 0

Ja też chce do korytka w Bytowie tutaj wszyscy w budżetówce zarabiają jak w Warszawie a potem naturalnie brakuje kasy na zwykłe odsnierzanie dróg utrzymanie szpitala oddziału porodówki itp
Patologia

07:10, 02.04.2026
Wyświetl odpowiedzi:1
Odpowiedz

Otóż to … Otóż to …

0 0

W zasadzie wyczerpałeś temat …

08:15, 02.04.2026

Gość Gość

0 0

Ta droga do granicy powiatu słupskiego od lat jest porażką.

08:04, 02.04.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%