W Bytowie narasta spór o sposób finansowania sportu, dostęp do miejskiej infrastruktury i zasady, według których funkcjonują lokalne kluby. Najwięcej emocji budzi dziś informacja, że Bytovia Bytów za boisko główne z domem piłkarza ma stawkę 1000 zł rocznie. To właśnie ten element najmocniej poruszył środowisko sportowe. Nie dlatego, że ktoś nagle odkrył istnienie miejskich dotacji, lecz dlatego, że w tym samym czasie inne kluby płacą dziesiątki tysięcy złotych za treningi dzieci i młodzieży na boiskach treningowych. Konkretnie młodzi piłkarze z klubu U2 Bytów za obiekty sportowe płacą prawie 50 000 zł. Klub musi wspomagać się składkami od rodziców.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Cały obraz staje się jeszcze bardziej wyrazisty, gdy spojrzeć na koszty utrzymania stadionu miejskiego oraz pozostałych obiektów sportowych przy ul. Mickiewicza. W 2022 roku było to 384 280,29 zł, w 2023 roku 453 593,13 zł, w 2024 roku 532 085,43 zł, a w 2025 roku 457 873,91 zł. W tych wydatkach mieszczą się m.in. energia, woda, ścieki, materiały, wyposażenie, podatki, konserwacja, dozór i pozostałe usługi związane z funkcjonowaniem całej infrastruktury sportowej. Przy takich kwotach roczna opłata 1000 zł za boisko główne dla wielu wygląda bardziej jak symbol niż realny koszt korzystania z obiektu.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się najpoważniejszy konflikt dotyczący bytowskiego sportu.
W MIASTKU PŁACĄ MIESIĘCZNIE, NIE SYMBOLICZNIE
Jeszcze wyraźniej sytuację w Bytowie widać wtedy, gdy zestawić ją z Miastkiem. Tam Start Miastko płaci za korzystanie z boiska nie rocznie, lecz miesięcznie. Potwierdza to Piotr Szłapiński, dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji w Miastku.
– U mnie płacą w granicach 1600 miesięcznie. To 1600 i tak jest mało. Jakieś tam światło, utrzymanie, tak całkiem za darmo to się nie da.
Szłapiński zwraca przy tym uwagę jeszcze na jedną rzecz — w Miastku klub nie ma stadionu wyłącznie dla siebie.
To porównanie jest dla Bytowa niewygodne. Boisko główne z domem piłkarza funkcjonuje przy ryczałcie wynoszącym 1000 zł rocznie, choć jednocześnie całe utrzymanie stadionu i innych obiektów przy Mickiewicza kosztuje rocznie setki tysięcy złotych.
Żeby uczciwie opisać sytuację, trzeba postawić sprawę precyzyjnie. Bytovia nie jest w sytuacji, w której nie płaci nic poza symbolicznym tysiącem złotych. Klub ponosi również opłaty według stawek godzinowych za boiska boczne i treningowe, podobnie jak inne podmioty korzystające z miejskiej infrastruktury. Największe kontrowersje dotyczą boiska głównego z domem piłkarza, gdzie obowiązuje stawka ryczałtowa. I to ten element najbardziej drażni pozostałe kluby.
Marek Pituch, prezes klubu U2 Bytów, nie ukrywa, że sam był przekonany, iż Bytovia ponosi za ten obiekt większe koszty.
– Zakładałem, że klub ma pewne ulgi, ale nie spodziewałem się aż takiej skali preferencji. Przecież sama wyłączność na korzystanie z głównej płyty ma swoją wartość - mówi prezes klubu U2 Bytów, który za obiekty sportowe płaci rocznie prawie 50 000 zł.
W wypowiedziach Marka Pitucha najmocniej wybrzmiewa jeszcze jedna rzecz. Jego zdaniem obecny model finansowania sportu jest nielogiczny, bo klub najpierw dostaje dotację, a później znaczną część tych środków oddaje z powrotem za boiska i światło.
– Dobrze wygląda na papierze informacja, że U2 Bytów dostało określoną dotację, niestety później znaczną część tych środków musimy oddać w opłatach za korzystanie z obiektów. Gdyby obiekty były udostępniane bezpłatnie, a dotacja była po prostu niższa, sytuacja byłaby znacznie bardziej przejrzysta - przekonuje.
W przypadku klubu U2 Bytów za wynajem obiektów sportowych płacą prawie 50 000 zł rocznie przy dotacji prawie 70 000 zł.
– To przekładanie pieniędzy z jednego miejsca w drugie - komentuje.
Pituch nie ukrywa też, że U2 nie korzysta z głównej płyty.
– Jeżeli chodzi o główne boisko, to w praktyce korzysta z niego wyłącznie Bytovia. My na główną płytę nie wchodzimy.
U2 działa na innych zasadach. Korzysta z boisk treningowych, płaci za godziny, płaci za oświetlenie, płaci za każde dodatkowe wejście. A to oznacza, że koszty rosną wraz z rozwojem klubu i liczbą drużyn.
– Mamy jeden z najmniej korzystnych terminów, czyli trening od 20.00 do 21.30. To automatycznie oznacza konieczność korzystania z oświetlenia, a więc dodatkowe koszty.
A światło, jak zaznacza prezes U2, to bardzo istotny składnik rachunku.
– Oświetlenie generuje dodatkowe opłaty i w praktyce stanowi bardzo znaczącą część kosztu pojedynczego treningu.
Prezes U2 zwraca uwagę jeszcze na problem, który może umknąć w całym tym sporze. Jego zdaniem Bytów po prostu ma za mało infrastruktury sportowej jak na skalę potrzeb lokalnych klubów i liczbę trenujących dzieci.
Pituch przypomina, że od dawna można było myśleć o pozyskaniu środków zewnętrznych na zadaszenie części boisk lub budowę dodatkowej infrastruktury.
– Chodzi o to, żeby stworzyć warunki, w których trening można przeprowadzić również przy gorszej pogodzie, zamiast odwoływać zajęcia albo przenosić je na szkolne korytarze.
To nie brzmi jak głos człowieka, który chce wyłącznie krytykować inne kluby. To raczej głos działacza, który pokazuje, że Bytów od lat nie rozwiązuje podstawowych problemów infrastrukturalnych.
Znacznie ostrzej mówi Daniel Kreft z Gardy Bytów. W jego ocenie problem nie dotyczy wyłącznie boisk, ale całego modelu rozdzielania pieniędzy i przywilejów.
– To nie są środki prywatne, tylko publiczne. Jako podatnicy wszyscy dokładamy się do utrzymania tych boisk i całej infrastruktury - zauważa. – W mojej ocenie nie ma tu równego traktowania. Brakuje też jasnej kontroli nad tym, w jaki sposób te pieniądze są dzielone i na co są później przeznaczane.
Kreft patrzy na tę sytuację nie tylko jako szef klubu sportowego, ale również jako człowiek, który sam ponosi wysokie koszty utrzymania własnej działalności.
– Sam płacę blisko tysiąc złotych miesięcznie podatku za salę bokserską. Łącznie za cały obiekt to ponad dwa tysiące złotych miesięcznie, do tego czynsz i media. Płacimy miesięcznie ponad 10 razy więcej niż oni rocznie. To są realne, stałe koszty, które trzeba ponosić niezależnie od wszystkiego - wylicza. – Dokładamy własne środki, organizujemy wszystko i staramy się utrzymać klub także dzięki prywatnemu zaangażowaniu. Bez tego wiele rzeczy po prostu nie miałoby szans funkcjonować.
To właśnie te słowa budują najmocniejszy kontrast tej historii. Jedni walczą o sport prywatnymi pieniędzmi, płacą podatki i szukają sponsorów. Inni korzystają z miejskiego stadionu na warunkach, które dla reszty środowiska wyglądają na bardzo korzystne.
Kreft wraca też do kwestii efektów sportowych.
– My mamy zawodników w kadrach Polski i konkretne efekty sportowe. Dlatego trudno nam zrozumieć, dlaczego przy takim poziomie osiągnięć i zaangażowania wsparcie finansowe rozkłada się właśnie w ten sposób.
W jego ocenie system jest nie tylko niesprawiedliwy, ale również oderwany od realnych osiągnięć i kosztów poszczególnych dyscyplin.
Daniel Kreft przypomina też sytuację, która w jego ocenie pokazuje, jak różnie miasto potrafi rozmawiać z różnymi środowiskami sportowymi. Jak mówi, deklarował gotowość wejścia w remont starej sali w obiekcie na ulicy Mickiewicza. Miał zaplecze, by taki projekt zrealizować.
– Miałem plan i sponsora, który był gotów wesprzeć taką inwestycję.
Ale dalej rozmowa miała się szybko skończyć.
– Usłyszałem jednak wyliczenie przekraczające 43 tysiące złotych miesięcznie. Przy takich warunkach rozmowa przestawała mieć sens, bo miałem nie tylko wyremontować i utrzymywać obiekt, ale jeszcze ponosić ogromny czynsz.
Właśnie takie historie sprawiają, że część działaczy przestaje wierzyć, że wszyscy w Bytowie naprawdę startują z tej samej pozycji.
Dla pełnego obrazu trzeba równie wyraźnie pokazać stanowisko Bytovii. Łukasz Hinc, prezes klubu, nie zgadza się z uproszczeniem, że Bytovia ma wszystko za darmo. Podkreśla, że klub płaci stawki godzinowe za boiska boczne i treningowe, ale nie akceptuje nowych warunków dotyczących całego modelu rozliczeń.
– Moim zdaniem miejskie obiekty sportowe powinny być utrzymywane przez samorząd i udostępniane lokalnym klubom. Po to właśnie powstają takie obiekty, by służyły mieszkańcom i sportowi.
Hinc nie twierdzi więc, że tylko Bytovia powinna być traktowana preferencyjnie. Jego stanowisko jest inne: miejskie obiekty powinny służyć klubom, a nie być narzędziem odzyskiwania części dotacji poprzez opłaty.
Jednocześnie bardzo mocno podkreśla, że wokół umowy pojawia się dziś zbyt wiele uproszczeń. W jego ocenie tysiąc złotych to jedynie podstawowa opłata ryczałtowa za boisko główne, natomiast po doliczeniu kolejnych elementów koszty mają rosnąć do poziomu nie do zaakceptowania.
– Owszem, w umowie pojawia się ryczałt w wysokości tysiąca złotych, ale po doliczeniu wszystkich dodatkowych elementów miesięczne obciążenia mogą sięgnąć sześciu, a nawet siedmiu tysięcy złotych.
To właśnie dlatego prezes Bytovii podkreśla, że nowej umowy do dziś nie podpisał.
– Dokument zawiera zapisy, na które do tej pory się nie zgodziliśmy. Są nie do przyjęcia!
Bytovia nie tylko jest dziś wskazywana jako klub korzystający z uprzywilejowanych warunków w zakresie boiska głównego, ale jednocześnie sama weszła w spór z miastem o nowy kształt umowy. Łukasz Hinc daje jasno do zrozumienia, że na takich warunkach dokumentu nie zamierza podpisać.
– Oczekuję spotkania z burmistrzem, a także rozmowy z naszymi sponsorami i firmami, które od lat wspierają sport w regionie, bo ta sytuacja budzi bardzo duże emocje i wymaga wyjaśnienia.
Łukasz Hinc wskazuje też na konkretne fragmenty projektu umowy, które jego zdaniem są niemożliwe do zaakceptowania.
– W projekcie umowy są zapisy, zgodnie z którymi w razie niewykonania określonych obowiązków porządkowych klub miałby zostać obciążony dodatkowymi kosztami zewnętrznej firmy.
Drugi dotyczy domu piłkarza.
– Dom piłkarza powstał dzięki środkom sponsora, a dziś klub ma ponosić odpowiedzialność za jego utrzymanie, ubezpieczenie i naprawy, mimo że formalnie obiekt nie jest jego własnością.
GŁOS RADNEGO MASŁOWSKIEGO
Na tle całej sprawy wyraźnie widać jeszcze jeden problem. Radny Marek Masłowski od początku wskazuje, że obecny system finansowania sportu i odpłatności za boiska wymaga gruntownego przeglądu. Jego zdaniem nie ma sensu przyznawanie klubom dotacji, jeśli później znaczna część tych pieniędzy wraca do gminy w opłatach za obiekty.
– Uważam, że kluby sportowe powinny się rozwijać, a system przyznawania dotacji wymaga przeglądu. Trudno uznać za racjonalne przyznawanie środków, jeśli później znaczna ich część wraca do gminy w opłatach za korzystanie z boisk - komentuje. – To wygląda jak przesuwanie pieniędzy wewnątrz tego samego systemu, podczas gdy klubom na faktyczną działalność zostaje relatywnie niewiele.
Masłowski nie chce uderzać wyłącznie w Bytovię. Wręcz przeciwnie. Jego zdaniem bezpłatnie z miejskich boisk powinny korzystać wszystkie kluby, a nie tylko wybrani.
– Oczywiście według jasnych i równych zasad. Dotyczy to zarówno Bytovii, jak i pozostałych klubów - podkreśla Masłowski.
Jednocześnie wyraźnie oddziela ten postulat od osobnej kwestii, która jego zdaniem wymaga dokładnego wyjaśnienia.
– Osobną kwestią pozostaje stawka za korzystanie z głównej płyty, zwłaszcza w zestawieniu z godzinowymi opłatami za boiska treningowe.
To właśnie tu leży sedno dzisiejszego konfliktu.
Jasne — możesz dodać taki akapit, żeby pokazać również stanowisko urzędu i nie zostawić tekstu wyłącznie po stronie klubów oraz radnych:
W całej tej dyskusji wybrzmiewa również stanowisko urzędu miejskiego, który zwraca uwagę, że obraz przedstawiany publicznie może być zbyt uproszczony. Skarbnik Barbara Góra podawała, że w przypadku U2 obowiązuje stawka 340 zł za trening oraz 100 zł za energię elektryczną, a miesięczne obciążenie zależy od liczby wykorzystanych godzin. Jednocześnie wskazywała, że dane przekazane do urzędu za okres od stycznia 2024 do lutego 2026 pokazują, iż U2 wpłaciło łącznie 86 870 zł brutto.
W odniesieniu do Bytovii skarbnik zaznaczała z kolei, że sprawa nie sprowadza się wyłącznie do jednej kwoty ryczałtowej za boisko główne. Jak wskazywała, za ten sam okres klub wniósł 66 206,11 zł, a w zestawieniach pojawiają się również miesięczne kwoty sięgające 1100 czy 2700 zł, co — zdaniem urzędu — oznacza, że pełny obraz rozliczeń wymaga głębszej analizy i rozbicia na konkretne pozycje. Barbara Góra podkreślała też, że przy ocenie finansowania klubów nie można pomijać faktu, iż gmina wspiera nie tylko szkolenie dzieci i młodzieży, ale również różne formy działalności sportowej prowadzonej przez kluby funkcjonujące na jej terenie.
W ŚRODĘ SPORTOWCY USIĄDĄ DO STOŁU
Wszystkie te napięcia mają znaleźć ujście podczas spotkania przedstawicieli klubów sportowych z władzami miasta, zaplanowanego na środę 8 kwietnia po godzinie 15:00. To właśnie tam mają paść najważniejsze pytania o przyszłość bytowskiego sportu, zasady korzystania z obiektów i sposób rozliczania klubów.
To spotkanie będzie ważnym testem nie tylko dla samych działaczy, ale też dla władz miasta. Bo dziś w Bytowie nie chodzi już wyłącznie o jedną tabelkę, jeden ryczałt czy jeden klub. Chodzi o coś znacznie większego — czy miasto potrafi stworzyć przejrzysty, uczciwy i wspólny dla wszystkich model finansowania sportu oraz korzystania z publicznej infrastruktury.
Bo jeśli nie, to kolejne konflikty są tylko kwestią czasu.
::news{"type":"see-also","item":"23833"}
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Audyt “OBNAŻA” Ścigałę. Ponad 800 000 ZBĘDNYCH KOSZTÓW
Kto płaci za audyt, ten wygrywa - proste! 🙂
derek
08:44, 2026-04-08
Kilka tragedii pod jednym dachem w Niezabyszewie
Po przeczytaniu artykułu bardzo współczuję, ale jak w mediach popatrzeć, to widać z goła co innego. Widać piękny dom, ludzi elegancko ubranych, zwierzęta drogich ras. Można byłoby pomyśleć, że może niech każdy tyle ma. Mogę się jednak mylić. Jednak najstarsza córka jest niepełnosprawna na tyle, że należało chyba zadbać żeby nigdy nie urodziła podobnie niepełnosprawnego dziecka. Dotarło teraz do mnie, że może pojawić się kolejne i dalsze dzieci z podobną niepełnosprawnością i wszyscy będą na utrzymaniu podatników.
Obserwator
00:23, 2026-04-08
Audyt “OBNAŻA” Ścigałę. Ponad 800 000 ZBĘDNYCH KOSZTÓW
W żadnej z innych szkół z którą miałam do czynienia jako nauczyciel i mieszkaniec nie ma nawet porównywanego poziomu nauczania jak w Borzytuchomiu , niedawni się przeprowadziliśmy i byłam zaskoczona poziomem edukacji połączonym z promowaniem sportu . W innych gminach to nie ma nawet opieki podczas dowozu i odwozu uczniów do i ze szkół . Większość mogła by się uczyć . Pozdrawiam
Nowy mieszkaniec
23:04, 2026-04-07
Audyt “OBNAŻA” Ścigałę. Ponad 800 000 ZBĘDNYCH KOSZTÓW
Prawie każdy uczeń klas 1-3 badany w PPP posiada zalecenie terapii logopedycznej. Coraz więcej uczniów potrzebuje wsparcia psychologicznego. A pani R.chce ograniczyć godziny pracy psychologom i zlikwidować etat dla logopedy. To proszę zatrudnić logopedów w Poradni skoro PPP ma organizować terapię logopedyczną. Pedagodzy specjalni w tak dużym wymiarze godzin nie są potrzebni. A należy zwiększyć ilość godzin dla psychologów i pedagogów.
Danuta
21:03, 2026-04-07