Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

Dziecko łani płakało za matką. W Soszycy narasta spór o rezerwat i… WILKI

Mateusz Węsierski Mateusz Węsierski 19:28, 04.06.2026 Aktualizacja: 20:13, 04.06.2026
1 Dziecko łani płakało za matką. W Soszycy narasta spór o rezerwat i… WILKI Paweł Stencel w miejscu ataku wilków

Najpierw był sprzeciw wobec planów utworzenia rezerwatu. Mieszkańcy Soszycy mówili, że sami potrafią chronić przyrodę, a nowe zakazy mogą uderzyć w turystykę, kajakarzy, wędkarzy, grzybiarzy i osoby od lat korzystające z lasów nad Słupią. Teraz do tych obaw doszedł kolejny, bardzo emocjonalny wątek. W pobliżu zabudowań znaleziono zagryzioną łanię. Mieszkańcy podejrzewają atak wilków. Park Krajobrazowy Dolina Słupi odpowiada, że emocje są zrozumiałe, ale nie można mieszać wszystkiego w jeden zarzut. Według parku rezerwat ma chronić przede wszystkim wyjątkowo wrażliwe jeziora lobeliowe.

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

::addons{"type":"youtube","url":"https://youtu.be/cnUTIoMIY_g?is=KBOXcdYEGoK2JPcp"}

Do zdarzenia doszło w nocy. Paweł Stencel, mieszkaniec Soszycy, około godziny 23.20 usłyszał przejmujący płacz zwierzęcia. Początkowo nie wiedział, co się dzieje. Wyszedł na taras domku, a potem postanowił sprawdzić teren.

To dziecko drugiego dnia tu stało i tak płakało za swoją mamą, że nie zapomnę tego. Nie chciałbym, żeby ktoś to słyszał, to co ja słyszałem wtedy. Naprawdę nie jest to miłe – opowiada Paweł Stencel.

::event{"type":"vertical","item":"1010"}

Wsiadł na quada i ruszył w stronę rzeki. Jak relacjonuje, najpierw zrobił koło, świecąc światłami, bo od razu miał poczucie, że sytuacja jest nietypowa. Po chwili zobaczył martwą łanię.

Patrzę, leży łania. Duża łania. Od linii prostej jesteśmy, żebym nie skłamał, maksymalnie 100 metrów od domów. Tuż nad brzegiem Słupi – mówi mieszkaniec Soszycy.

Według jego oceny zwierzę mogło ważyć około 100 kilogramów. Nie podjeżdżał bliżej, bo – jak sam przyznaje – bał się. Jego zdaniem tak dużej łani nie zaatakowałby jeden wilk.

Tylko kilka – zauważa Paweł Stencel.

„JAK ZROBIĄ REZERWAT, BĘDZIE JESZCZE GORZEJ”

Dla części mieszkańców Soszycy to nie jest już wyłącznie dyskusja o dokumentach, mapach i ochronie przyrody. Spór o rezerwat coraz mocniej dotyka ich codziennego życia, poczucia bezpieczeństwa i obawy, że teren, z którego korzystają od pokoleń, zostanie objęty zakazami.

Już wcześniej mieszkańcy krytykowali pomysł utworzenia rezerwatu. Obawiali się, że wraz z ochroną przyrody pojawią się ograniczenia w dostępie do lasu, rzeki i jeziora. Mówili o możliwych zakazach wejścia, wyznaczonych ścieżkach, ograniczeniu turystyki, kajakarstwa, wędkarstwa, zbierania jagód i grzybów.

Teraz część mieszkańców łączy te obawy z obecnością wilków. Paweł Stencel przekonuje, że jeżeli teren zostanie mocniej wyłączony z normalnego użytkowania, dzikie zwierzęta będą podchodzić jeszcze bliżej ludzi.

Myślę, że jak zrobią rezerwat, wilki się rozpanoszą i będzie jeszcze gorzej. Nie będzie już tak, jak jest teraz, że są daleko, tylko będą jeszcze bliżej ludzi. Wtedy nie będzie problemu, żeby doszło do jakiegoś gorszego wypadku – mówi.

Dopytywany, czy ma na myśli także zagrożenie z udziałem człowieka, odpowiada krótko.

Dokładnie.

Mieszkaniec podkreśla, że to nie jest pierwszy taki sygnał. Wcześniej również widział truchło zwierzęcia, ale wtedy nie reagował, uznając, że „natura to natura”. Tym razem sytuacja była inna, bo wszystko wydarzyło się bardzo blisko domów, a najbardziej poruszył go płacz młodego zwierzęcia.

Myślę, że to było dziecko tej łani, bo po chwili poszło dalej w las. Jak zrobią ten rezerwat, to nie będzie bezpieczniej, tylko będzie jeszcze gorzej – twierdzi Stencel.

MIESZKANKA BYTOWA: TO MIEJSCE ZAWSZE BYŁO DLA NAS WYJĄTKOWE

Podobne emocje towarzyszą mieszkance Bytowa, która od lat spędza wolny czas w okolicach Soszycy. Przyjeżdża tam do leśniczówki, chodzi po lesie, korzysta z ciszy, rzeki i tego, co – jak mówi – przez lata było jednym z najpiękniejszych naturalnych miejsc w regionie.

Dziś nie kryje przerażenia. Z jednej strony bulwersują ją plany utworzenia rezerwatu i możliwe ograniczenia dla ludzi, którzy od lat korzystają z tego terenu. Z drugiej strony ostatni przypadek zagryzionej łani blisko zabudowań jeszcze bardziej wzmocnił jej obawy.

Ja jestem tym wszystkim przerażona. Od lat przyjeżdżamy tu odpoczywać, chodzić po lesie, być blisko natury. To miejsce zawsze było dla nas wyjątkowe. Teraz słyszymy o rezerwacie, zakazach, ograniczeniach, a jednocześnie dochodzi do takich sytuacji jak ten atak wilków. Człowiek zaczyna się bać. Nie tylko o siebie, ale też o dzieci, o ludzi, którzy tu mieszkają i pracują – mówi mieszkanka Bytowa.

Jej zdaniem nikt nie powinien przedstawiać mieszkańców i osób korzystających z tego terenu jako przeciwników przyrody. Wręcz przeciwnie – to właśnie oni najlepiej znają ten las, rzekę i jezioro.

My nie jesteśmy przeciwko przyrodzie. My ją kochamy. Ale nie można chronić przyrody przeciwko ludziom. Nie można nagle powiedzieć, że ci, którzy przez lata tu przyjeżdżali, sprzątali, spacerowali, łowili ryby, zbierali grzyby i jagody, teraz są problemem. To jest niesprawiedliwe i bardzo krzywdzące – dodaje.

Mieszkanka Bytowa podkreśla, że po informacji o martwej łani i podejrzeniu ataku wilków trudno mówić już tylko o formalnym sporze dotyczącym rezerwatu. Jej zdaniem sprawa zaczyna dotykać także poczucia bezpieczeństwa.

Jeżeli wilki podchodzą tak blisko, to trzeba o tym rozmawiać poważnie. Nie udawać, że problemu nie ma. A jeśli do tego jeszcze ograniczy się ludziom wejście do lasu i normalne korzystanie z tego miejsca, to naprawdę nie wiadomo, w którą stronę to pójdzie – mówi.

SAMI SPRZĄTALI, DBALI O RZEKĘ I NIE CHCĄ ZAKAZÓW

W Soszycy przeciwnicy rezerwatu nie przedstawiają się jako osoby przeciwne przyrodzie. Wręcz przeciwnie. Podkreślają, że przez lata sami porządkowali teren, dbali o brzegi rzeki, jezioro i lasy.

Robert Tracz, mieszkaniec Soszycy, mówi, że to miejsce jest dla niego wyjątkowe od dziesięcioleci.

Mamy tutaj nad rzeką działkę, o którą walczyliśmy w sądzie dwa lata i w końcu uzyskaliśmy zasiedzenie. Tutaj moi synowie się wychowywali, spędzali wakacje, grali w siatkówkę, piłkę nożną. Organizowałem zbiórkę śmieci. Synowie nurkowali w jeziorze, czyścili dno jeziora soszyckiego. Dziesięć worków, o ile pamiętam, wyciągnęli różnych śmieci – opowiada Tracz.

To nie była jednorazowa akcja. Jak mówi, mieszkańcy i osoby związane z tym miejscem regularnie sprzątały brzegi Słupi. Dla niego rzeka jest czymś znacznie więcej niż elementem krajobrazu.

Jak wybieram się na ryby, bo jestem wędkarzem, łowię tutaj na Słupi. Jest to moja rzeka życia. Tu największe swoje pstrągi i trocie poniżej Słupska złowiłem. To jest po prostu oczko w głowie moje, moich synów i moich kolegów wędkarzy – dodaje.

Robert Tracz zaznacza, że od prawie 40 lat zajmuje się tematyką ekologii, ochrony środowiska i przyrody. Jest autorem książek oraz artykułów, także o Słupi, rybostanie i pobliskiej Łupawie. Dlatego – jak mówi – rozumie potrzebę ochrony przyrody, ale nie rozumie narzucania rozwiązań bez realnego wysłuchania mieszkańców.

Jako miłośnik przyrody i ekolog chciałbym, żeby ta przyroda była chroniona. Ale rozumiem też obawy i głosy mieszkańców, którzy tutaj zainwestowali, czy to w wynajem domków, czy w firmy kajakowe. Masa ludzi tu przyjeżdża, bo jest to zagłębie jagodowe. Są skupy jagód, grzybów, lasy są bardzo grzybne – mówi.

„NIE ZAUWAŻYŁEM, ŻEBY TU SIĘ ŹLE DZIAŁO”

Zdaniem Roberta Tracza Soszyca i okolice nie są miejscem zniszczonym przez ludzi. Przeciwnie – uważa, że świadomość ekologiczna mieszkańców wzrosła, a teren jest dziś utrzymywany lepiej niż kilkanaście lat temu.

Nie zauważyłem, żeby tu się źle działo. Wręcz przeciwnie. Poziom ekologiczny społeczeństwa tutejszego bardzo się poprawił. Tutaj wszyscy mają worki, segregują śmieci, zbierają te śmieci i myślę, że jest naprawdę dużo lepiej niż jeszcze kilkanaście lat temu – podkreśla.

Mieszkańcy wskazują, że projekt rezerwatu może uderzyć w ludzi, którzy od lat korzystają z walorów tego miejsca i jednocześnie czują się za nie odpowiedzialni. Obawiają się, że po wprowadzeniu ochrony pojawią się ograniczenia w poruszaniu się po lesie, wyznaczone ścieżki, zakazy i formalne bariery.

Poruszam się tutaj po całym terenie i znajdę sobie miejsca, gdzie będę mógł pójść na spacer, na ryby czy na grzyby. Ale jestem przekonany, że to byłoby duże utrudnienie dla mieszkańców, którzy od kilkudziesięciu lat korzystają z walorów tego miejsca – mówi Robert Tracz.

PARK ODPOWIADA: GŁÓWNYM PROBLEMEM NIE SĄ WILKI, TYLKO JEZIORA LOBELIOWE

Na zarzuty i obawy mieszkańców odpowiada Marcin Miller, kierownik Parku Krajobrazowego Dolina Słupi. Podkreśla, że emocje wokół Soszycy są duże, ale sprawa wymaga spokojnego uporządkowania. Jego zdaniem atak wilków na dzikie zwierzę w pobliżu zabudowań jest osobnym, bardzo emocjonalnym wątkiem, którego nie można automatycznie łączyć z planowanym rezerwatem i wizją zagrożenia dla ludzi.

W rozmowie, gdy pojawia się argument mieszkańców, że po zamknięciu lasów wilki nabiorą śmiałości i mogą zacząć zagrażać ludziom, Miller reaguje z dystansem. Daje do zrozumienia, że takie przewidywania są mocno przesadzone.

Jednocześnie nie ucieka od rozmowy z mieszkańcami. Przeciwnie – uważa, że potrzebne byłoby kolejne spotkanie, na którym można byłoby spokojnie przejść przez dokumenty, argumenty i zasady planowanej ochrony.

Wydaje mi się, że bardzo fajne byłoby zorganizowanie takiego spotkania jeszcze raz z nami, żebym ja to wszystko mógł powoli i w miarę logicznie wytłumaczyć mieszkańcom – mówi Marcin Miller.

Kierownik parku podkreśla, że zasadniczym powodem utworzenia rezerwatu nie są wilki, ale ochrona jezior lobeliowych oraz ich zlewni. Chodzi o wyjątkowo wrażliwe zbiorniki, w których ogromne znaczenie ma nie tylko sama woda, ale także roślinność wokół jezior.

Roślinność po pierwsze wyłapuje fosfor, wbudowując go w swoje tkanki, po drugie korzeniami trzyma glebę. Jak przestanie trzymać glebę, zaczyna się spływ – wyjaśnia.

To właśnie dlatego park zwraca uwagę na wydeptywanie brzegów i zlewni. Zniszczona roślinność oznacza większe ryzyko erozji. Wraz ze spływem powierzchniowym do jezior mogą trafiać związki fosforu i azotu, które przyspieszają degradację zbiorników.

Staramy się tłumaczyć, dlaczego niebezpieczne jest wydeptywanie roślinności w zlewni – dodaje Miller.

„TO JUŻ BYŁO TŁUMACZONE, ALE WIDAĆ TRZEBA JESZCZE RAZ”

Marcin Miller przypomina, że temat ochrony jezior w okolicach Soszycy nie pojawił się nagle. Według niego działania edukacyjne były prowadzone już wcześniej. Były spotkania, opracowania i materiały informacyjne.

Problem w tym, że – jak twierdzi – część osób zaczęła interesować się sprawą dopiero teraz, gdy rezerwat przestał być abstrakcyjnym zapisem w dokumentach, a stał się realnym tematem.

Ze spotkania na zamku w Bytowie nie pamiętam mieszkańców Soszycy, a byli zawiadamiani – zauważa Miller.

Porównuje tę sytuację do miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Dokumenty są wykładane, konsultacje się odbywają, ale alarm często pojawia się dopiero wtedy, gdy ktoś zaczyna budować halę, drogę albo inną inwestycję wynikającą z przyjętych wcześniej zapisów.

Ktoś przegapi, a potem jest larum – komentuje kierownik parku.

PLAN OCHRONY JUŻ TO PRZEWIDYWAŁ

Jednym z najważniejszych argumentów Marcina Millera jest plan ochrony Parku Krajobrazowego Dolina Słupi. Jak mówi, utworzenie rezerwatu zostało w nim wskazane jako jedno z działań. To oznacza, że park nie realizuje prywatnego pomysłu jednej osoby, ale działa w oparciu o przyjęty dokument.

Jak plan wszedł w życie, to ja jestem zmuszony podjąć działania zmierzające do ustanowienia tego rezerwatu. Plan ochrony nakłada na mnie taki obowiązek – tłumaczy Miller.

Podkreśla też, że podczas prac nad planem ochrony nie było zasadniczego sprzeciwu wobec rezerwatu. Uwagi zgłaszano, ale – jak twierdzi – nie dotyczyły one samego pomysłu utworzenia rezerwatu w Soszycy.

Dostaliśmy ponad 460 uwag od różnych podmiotów. Żadna, z wyjątkiem jednej uwagi nadleśnictwa, żeby może ograniczyć trochę powierzchnię zlewni rezerwatu, nie dotyczyła tego rezerwatu – wskazuje Miller.

Dodaje, że gmina Parchowo nie wniosła w tej sprawie uwag, a gmina Czarna Dąbrówka uczestniczyła w prekonsultacjach, ale jej zastrzeżenia nie dotyczyły samego rezerwatu.

REZERWAT NIE MA BYĆ KARĄ DLA MIESZKAŃCÓW

Miller podkreśla, że park nie chce przedstawiać mieszkańców jako wrogów przyrody. Z jego perspektywy problem polega na tym, że część form korzystania z terenu może szkodzić jeziorom, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nic złego się nie dzieje.

Dlatego – jak mówi – trzeba cierpliwie tłumaczyć, dlaczego pewne ograniczenia są potrzebne. Nawet jeśli dla mieszkańców brzmią one jak zamach na dotychczasowy sposób korzystania z lasu.

Trzeba cierpliwie odpowiadać i trzeba to wszystko jakoś znieść – mówi.

Według parku szczególnie ważna jest ochrona roślinności, która stabilizuje glebę i ogranicza spływ biogenów do jezior. To nie jest – jak przekonuje Miller – biurokratyczna fanaberia, ale próba zatrzymania procesów, które przez lata mogą być niewidoczne, a później doprowadzić do gwałtownego pogorszenia stanu wody.

NIE PRZYSZLI NA ZEBRANIE, CHOĆ MIESZKAŃCY CZEKALI

Wśród mieszkańców szczególne emocje wywołało zebranie dotyczące planów rezerwatu. Robert Tracz zwraca uwagę, że zabrakło na nim przedstawicieli instytucji, które powinny wyjaśniać założenia projektu i odpowiadać na pytania ludzi.

Według jego relacji głosy mieszkańców Soszycy, Parchowa oraz obecnych na spotkaniu radnych były wobec pomysłu bardzo krytyczne.

Te tak zwane konsultacje społeczne… oni się ośmieszyli, nie przybywając, nie przysyłając nikogo kompetentnego, kto szerzej przedstawiłby to zebranym – ocenia Robert Tracz.

Marcin Miller przedstawia tę sytuację inaczej. Tłumaczy, że informacja o spotkaniu dotarła do niego zbyt późno, a on sam miał już zaplanowane badania lekarskie i urlop. Podkreśla, że nie była to odmowa rozmowy z mieszkańcami.

Przedstawione jest, że prawie bezczelnie odmówiliśmy spotkania z mieszkańcami. Nie robi się takich rzeczy – mówi.

Dodaje, że o takim spotkaniu instytucja powinna zostać poinformowana z odpowiednim wyprzedzeniem, bo pracownicy parku mają zaplanowane obowiązki terenowe, dokumentacyjne i administracyjne.

O spotkaniu powinno się informować z tygodniowym wyprzedzeniem. My nie siedzimy bezczynnie, mamy bardzo dużo pracy i musimy ją planować – tłumaczy.

DWIE STRONY TEGO SAMEGO LASU

Spór o Soszycę pokazuje dwa bardzo różne spojrzenia na to samo miejsce. Dla mieszkańców, wędkarzy, turystów i osób od lat związanych z tym terenem to przestrzeń życia, wspomnień, pracy i odpoczynku. Las, rzeka i jeziora nie są dla nich mapą z granicami ochrony, ale miejscem, po którym chodzili od dziecka, gdzie zbierali grzyby, łowili ryby, pływali kajakiem i sprzątali śmieci.

Dla przyrodników to z kolei wyjątkowo wrażliwy obszar, w którym szkody mogą narastać powoli, długo pozostając niewidoczne. Wydeptana roślinność, dzikie zejścia do wody, erozja brzegów i spływ biogenów do jezior lobeliowych nie zawsze robią wrażenie od razu. Według parku właśnie dlatego trzeba działać wcześniej, zanim będzie za późno.

Pomiędzy tymi dwoma spojrzeniami pojawił się jeszcze trzeci wątek – wilki. Dla mieszkańców zagryziona łania blisko zabudowań jest sygnałem alarmowym. Dla parku nie jest to jednak argument przesądzający o sensie lub bezsensie rezerwatu. Miller daje do zrozumienia, że nie można z pojedynczego zdarzenia budować wizji, że po utworzeniu rezerwatu wilki przejmą teren i zaczną zagrażać ludziom.

SPÓR, KTÓRY TRZEBA WYTŁUMACZYĆ TWARZĄ W TWARZ

Dziś w Soszycy zderzają się emocje, dokumenty, przyrodnicze argumenty i zwykły ludzki strach. Mieszkańcy mówią o zakazach, utracie dostępu do lasu, końcu swobodnego zbierania jagód i grzybów, ograniczeniu turystyki oraz wilkach podchodzących blisko domów. Park odpowiada, że rezerwat wynika z planu ochrony, a jego głównym celem jest zabezpieczenie jezior lobeliowych przed dalszą degradacją.

Na razie w pamięci ludzi zostaje nocny płacz młodego zwierzęcia, martwa łania nad Słupią i pytanie, które wraca w każdej rozmowie: czy ochrona przyrody musi oznaczać, że mieszkańcy poczują się we własnym lesie jak intruzi?

::news{"type":"see-also","item":"24222"}

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

Viking Viking

1 0

Jak zwykle nagonka na WILKI ! Zobaczcie jak nocami po wiochach łażą psy tych "bogobojnych" chłopów żeby coś zjeść ale im wolno, bo będzie można drzeć mordy, że wszystko i wszystkich zagryzają wilki ! Po każdej wsi w Polsce powinien raz w miesiącu zjawić się dzielnicowy i sprawdzać w jakich warunkach żyją psy, czy mają budę, czy mają wodę i czy nie są uwiązane na metrowym łańcuchu ! Sporo można będzie nałożyć mandatów, oj sporo !

21:15, 04.06.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

Dziecko łani płakało za matką. W Soszycy narasta spór

Jak zwykle nagonka na WILKI ! Zobaczcie jak nocami po wiochach łażą psy tych "bogobojnych" chłopów żeby coś zjeść ale im wolno, bo będzie można drzeć mordy, że wszystko i wszystkich zagryzają wilki ! Po każdej wsi w Polsce powinien raz w miesiącu zjawić się dzielnicowy i sprawdzać w jakich warunkach żyją psy, czy mają budę, czy mają wodę i czy nie są uwiązane na metrowym łańcuchu ! Sporo można będzie nałożyć mandatów, oj sporo !

Viking

21:15, 2026-06-04

Jezioro Jeleń czeka na pieniądze. Radny mówi o wstydzie

Dla mnie takie działanie Olka to ukrycie kilku spraw. Jedna to ze za kadencji Pana radnego zostało zrobione nic aby Jelen odżył. Druga za to co dzieje sie na jeleniu odpowiada partyjny kolega Olka, który uważany za specjalistę przez obecną władze ma moim zdaniem lekko wylane co sie dzieje w Bytowie, bo to nie Parchowo.

Maciej

15:48, 2026-06-04

Jezioro Jeleń czeka na pieniądze. Radny mówi o wstydzie

Stan Jelenia to lata zaniedban, od jego poziomu, czystości, stanu ryb, poprzez pomosty infrastrukturę. Brak konkretnego pomysłu, biadolenie ze plan jest, ze wzzystko jest, ja mam wrażenie ze nic nie ma poza rysunkiem nadwornego architekta - wizjonera. Ja są jakieś pomysły to może trzeba je pokazać, może trzeba zapytać co o tym mysla ludzie. Panie Redaktorze w imieniu.mieszkancow proszę o pokazanie nam podatnikom jak wyglądają pomysły naszej władzy.

Wiesiu

15:34, 2026-06-04

1,7 MLN ZŁ na integrację migrantów. Bytów liderem

To chyba czas zbierać podpisy😠

TT

13:16, 2026-06-04

0%