Zamknij
REKLAMA

Rodzinny SPÓR o dawny DOM PUBLICZNY w Rekowie [WIDEO]

20:00, 03.10.2021 | M.W.
Skomentuj
REKLAMA

Po 30 latach wróciła do Polski, na ojcowiznę, do Rekowa pod Bytowem. Alicja Fikus sądziła, że czekają ją teraz spokojne lata pracy i wypoczynku w zacisznej okolicy. Tym bardziej, że kiedyś spokojnie nie było w jej rodzinnym domu. Wiele osób pamięta funkcjonującą w Rekowie agencję towarzyską. Prowadziła ją jej mama. To już jednak przeszłość. Alicja Fikus postanowiła wrócić w rodzinne strony z uwagi na to, że po latach nawiązała lepsze relacje z mamą. Twierdzi, że chciała się nią opiekować i spędzać czas w rodzinnym domu, jednocześnie budując swój własny dom na uboczu Rekowa. Jakież było jej zdziwienie, gdy okazało się, że dom rodzinny został przepisany na zupełnie obcą osobę, na bytowskiego przedsiębiorcę. Podobno podstępnie “owinął on sobie wokół palca” jej matkę i doprowadził do przepisania majątku. 

- Konflikt z moją matką rozpoczął się w momencie, gdy 1 września 2015 roku tragicznie zginął mój tato, który był przez lata leśniczym. Pojechał na ryby i podczas wychodzenia z łódki przewrócił się i utonął. Miał wtedy 67 lat. Właśnie po tym incydencie wróciłam do mamy. Chciałam się nią zaopiekować - opowiada Alicja Fikus. 

Przez 3 lata mieszkała za granicą, a później w Połczynie Zdroju, w województwie zachodniopomorskim. Twierdzi, że już dzień po powrocie do mamy, do Rekowa, jej ówczesny mąż poszedł do innej kobiety. To był koniec jej związku. 

- Wróciłam z Połczyna Zdroju do mamy, aby pochować tatę. Już wówczas mama miała początki demencji starczej - opowiada Alicja Fikus. 

Jej mąż, podobnie jak jej ojciec, był leśnikiem. Wychowali 2 dzieci i przez lata wspólnie mieszkali w Połczynie Zdroju. Wszystko zaczęło się podobno sypać po śmierci jej ojca. 

- Po pogrzebie wróciłam do Połczyna, bo mieliśmy 15-letniego syna, który potrzebował wsparcia. Akurat kończył gimnazjum i chciał rozpocząć naukę w Technikum Leśnym w Warcinie. Proponowałam mamie przeniesienie się do Połczyna Zdroju, ale nie chciała. Założyłam więc mamie alarm w domu, aby była bezpieczniejsza, bo coraz gorzej sobie radziła - opowiada.

Należy zaznaczyć, że jest ona jedyną córką. Brat zginął tragicznie w wypadku. Twierdzi, że chciała się mamą opiekować, ale ona po śmierci ojca zaczęła żyć troszkę swobodniej. Szukała nowego partnera i takiego znalazła. 

- Przyjechał z Koszalina. Nawet nie wiem jak się nazywał. Kazał mówić do siebie Jurek. Zaczął mamę nastawiać przeciwko mnie. Widziałam, że u mamy ze zdrowiem jest coraz gorzej, coraz większa demencja, a gdy powiedziała, że nie daje już sobie rady i poprosiła mnie o przyjazd, zostawiłam dom w Połczynie Zdroju i do niej pojechałam. Syn miał już wtedy 18 lat. Uczył się w Technikum Leśnym w Warcinie. Powiedziałam mu, że z Warcina do Rekowa ma blisko, więc na weekendy może tu przyjeżdżać, a ja wyprowadzam się do mamy. Wymagała tego jej pogarszająca się sytuacja zdrowotna - opowiada mieszkanka Rekowa. 

Już wtedy Alicja Fikus była po rozwodzie. Poznała nowego partnera, z którym jest do dziś. Do Rekowa przyjechała z nim w wakacje w 2018 roku. Definitywnie wyprowadziła się z Połczyna Zdroju, zostawiając tamten dom córce. Mama podobno początkowo ciepło ich przyjęła, ale z czasem zaczęła mieć pretensje i kazała Alicji Fikus wracać do byłego męża. Nie podobał jej się nowy związek córki. 

- Mówiła mi, że wstydzi się rozwodu i kazała wracać do byłego męża, a ja tłumaczyłam jej, że to się już nie wróci - opowiada Alicja Fikus.

Podkreślała przy tym, że dzieci są już dorosłe. Do poprzedniego męża nie ma powrotu. Podobno jej matka cały czas była w kontakcie z byłym mężem aż w pewnym momencie kazała Alicji Fikus wynosić się z rodzinnego domu. Było to latem 2018 roku. 

- Mieliśmy wtedy w Niemczech mieszkanie u kolegi, więc postanowiliśmy tam wrócić. Mąż wrócił do poprzedniej pracy, a ja zaczęłam sprzątać. Jednocześnie zarabiałam na 100 hektarach ziemi, które mam w okolicy Rekowa - opowiada.

Mówi, że cały czas żyła nadzieją, że jej mama to przemyśli i pewnego dnia zadzwoni mówiąc, żeby wracała do Rekowa. Wpadła w ciężką depresję. Przebywając w Niemczech czasami w bezruchu godzinami leżała na podłodze. 

- Zimą 2018 roku niespodziewanie zadzwonił obcy numer. Okazało się, że to pani mecenas z Gdańska, która pracuje dla bytowskiego przedsiębiorcy. Zaczęła mówić mi o sprzedaży 1/4 udziałów spadku po rodzicach. Odmówiłam, ale usłyszałam, że skoro nie chcę sprzedać, to oni kierują sprawę do sądu. Nie wiedziałam wtedy jeszcze o kogo chodzi, kto jest ci "my". Sądziłam, że moja mama samodzielnie postanowiła to sprzedać i kieruje sprawę do sądu przeciwko mnie jako właściciel większościowy 75 proc. nieruchomości - zeznaje Alicja Fikus. 

Wtedy jeszcze nie wiedziała, że jej mama swoje 75 proc. majątku sprzedała bytowskiemu przedsiębiorcy. Alicja Fikus wróciła do mamy na Boże Narodzenie, zatrzymując się u przyjaciół w Połczynie Zdroju. W Wigilię postanowiła ją odwiedzić. 

- Światła się paliły, ale po chwili zgasły. Mama nie odbierała telefonu. Krzyczałam i wołałam ją, ale nie reagowała, więc wezwałam policję, obawiając się, że coś jej się stało. Zanim doczekaliśmy się policji, szybciej na podwórku pojawił się znany mi przedsiębiorca spod Bytowa. Zapytałam go co on tu robi? Doskonale go znałam, ponieważ z moim bratem chodził do szkoły podstawowej. Powiedział, że przyjechał mojej mamie na ratunek, ponieważ ona potrzebuje pomocy, a ja się rzekomo awanturuję. Zdębiałam, jak to usłyszałam, byłam w wielkim szoku. Nie rozumiałam wtedy jaki on ma związek z moją mamą, ale po chwili mama wyszła owinięta w koc i powiedziała, że nas nie wpuści. Z wielkim smutkiem oddaliliśmy się do Połczyna Zdroju - opowiada Fikus.

Według jej relacji, później kilkakrotnie próbowała przyjechać do mamy i porozmawiać z nią, ale podobno za każdym razem wzywana była policja. Nie wiedziała, że już w tamtym czasie znajomy przedsiębiorca był właścicielem 75 proc. rodzinnego majątku. 

- Próbowaliśmy porozmawiać z przedsiębiorcą, który zaczął tam przebywać, ale on nie chciał niczego wyjaśniać. Moja mama w końcu powiedziała, że sprzedała mu swoją część majątku, ale żadnych papierów nie miała, bo rzekomo oni je jej zabrali. Zeznała, że przedsiębiorca pozwolił jej tam mieszkać przez 2 lata, a następnie miała przeprowadzić się do mieszkania w Lęborku, które on rzekomo jej kupił. Nie rozumiałam dlaczego przez 2 lata pozwolił jej mieszkać, ale po pewnym czasie zorientowałam się, że był to czas na zebranie na mnie "haków" i zmuszenie mnie do odsprzedania 1/4 majątku - mówi Alicja Fikus. - W międzyczasie jeszcze moja mama wyszła za mąż za tego człowieka z Koszalina, a z kolei przedsiębiorca skutecznie ją przekabacił. Stałam się tą najgorszą córką. On wiedział co robi, bo moja mama miała jeszcze 5 działek budowlanych. Podejrzewam, bo wglądu do papierów nie mam, że namówił mamę do zamiany, czyli, że za to mieszkanie w Lęborku ona oddała mu 75 proc. majątku. 

Alicja Fikus podkreśla, że oprócz domu, w którym kiedyś działała słynna agencja towarzyska, w majątku rodzinnym są między innymi działki nad jeziorem, w bardzo atrakcyjnym miejscu. Ustaliła ona, że wszystko to przedsiębiorca nabył za 400 tys. zł. 

- Sama tylko hektarowa działka z domem, w którym mieszkała moja mama, jest warta więcej niż 400 tys. zł - podkreśla Alicja Fikus. 

Co ważne, działki należące do jej mamy są otoczone ziemią, dla której nikt nigdy nie ustalił warunków zabudowy, więc jest to bardzo atrakcyjne miejsce. 

- Po jakimś czasie mama zgodziła się na rozmowę ze mną. Gdy przyjechałam była w strasznym stanie, jakaś taka "skołowana". Opowiedziała o transakcji z tym przedsiębiorcą i zaznaczyła, że nie dali jej żadnych dokumentów. Powiedziała, że wszystko zabrali. Chciała mi o tym wszystkim opowiedzieć, ale miała z tym ogromny problem. Nie potrafiła tego logicznie wytłumaczyć - opowiada mieszkanka Rekowa. - Później regularnie do mamy dzwoniłam i normalnie rozmawiałyśmy aż do momentu, gdy dostałam telefon z policji, że mam nie dzwonić, mam jej nie nękać i nie niepokoić. Byłam zszokowana, gdy usłyszałam, że mama zgłosiła sprawę na policję. Byłam pewna, że zrobił to wspomniany przedsiębiorca, który czuł się zagrożony, gdy miałam coraz lepszy kontakt z mamą. Wtedy byłam już pewna, że oni chcą mnie od własnej mamy odsunąć. 

W końcu Alicja Fikus zdobyła papiery i dowiedziała się, że 2 grudnia 2018 roku jej mama sprzedała swoje udziały na rzecz wspomnianego przedsiębiorcy. Okazało się, że w dokumentach jest zapis zabezpieczający przedsiębiorcę w taki sposób, że jeśliby mama Alicji Fikus zmarła, to on bierze wszystko. Podobno zapisy zrobione są w taki sposób, że jej matka ponosi wszystkie koszta, wraz z odsetkami, jeśli nie dojdzie do transakcji zakupu 100 proc. udziałów całego majątku. 

- Z tego co wiemy, mieszkanie w Lęborku, do którego w końcu się przeniosła, jest własnością przedsiębiorcy i umowa jest taka, że jak on kupi cały majątek mamy, to da jej to mieszkanie. Ja jednak nie zamierzam pozbyć się swojej części ojcowizny, więc jeśliby na przykład mama umarła, to może się okazać, że koszty wraz z odsetkami będą tak wysokie, że nieruchomość ta w 100 proc. zostanie przez niego obciążona i przejęta - zeznaje Alicja Fikus. - Adwokat to przeanalizował i okazało się, że wszystko jest tak zrobione, że gdyby dziś mama umarła, to albo ja przejmuję jej długi wobec przedsiębiorcy, albo muszę oddać mu całość majątku. Czuję się jakbym wpadła w macki jakiejś ośmiornicy. Moim zdaniem wykorzystali starszą kobietę i jej nieświadomość, aby przejąć majątek. Przedsiębiorca powiedział mi kiedyś wprost, że mam wziąć 100 tys. zł i spier***ać, ale tu przecież nie chodzi o pieniądze, bo ja bronię ojcowizny. Jest ona dla mnie bezcenna. 

Sprawa od 2 lat toczy się w sądach, a z powodu pandemii niestety nieco zwolniła. Kolejna rozprawa ma być w październiku. 

- Niedawno przyjechał rzeczoznawca z Trójmiasta, podobno sądowy, ale był kompletnie nieprzygotowany. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów i tak właściwie to chyba nie wiedział po co tu przyjechał, bo robił tylko zdjęcia. Nie sporządzał nawet żadnych notatek - opowiada Alicja Fikus. - Krok w krok za nami chodziła pani adwokat, pracująca dla przedsiębiorcy i cały czas coś podpowiadała rzeczoznawcy. 

Doszło w końcu do momentu podpisania protokołu. Gdy już właśnie miało to nastąpić, nagle okazało się, że biegły sądowy nie wziął niezbędnych załączników, ponieważ zabrał ze sobą z Trójmiasta niewłaściwą teczkę. 

Zaproponował on wówczas Alicji Fikus, że ma podpisać czystą kartkę. Oczywiście odmówiła i kazała wysłać sobie niezbędne dokumenty na maila. Zaczęły też przychodzić różne wezwania, dotyczące zapłaty za obecność w domu. Oczywiście na wszystko odpowiedź była odmowna. 

- Robi mi się już słabo, jak widzę listonosza, który przynosi kolejne koperty, nadawane w sądzie - zaznacza mieszkanka Rekowa. - W pierwszym momencie po ratunek i nagłośnienie tej sprawy poszłam do lokalnej gazety w Bytowie, ale zdziwiłam się bardzo jak przeczytałam artykuł, bo okazało się, że to ja jestem w domu tą złą, a wspomniany przedsiębiorca jest przyjacielem domu. Wyszłam na awanturnicę, która najpierw się zgodziła, a później z umowy wycofała się. 

Jak opowiada Alicja Fikus, były różne dziwne sytuacje, na przykład drzwi domu rodzinnego od wewnątrz zostały na stałe zamknięte wkrętami. Na jej prośbę blokadę rozmontowali policjanci. 

- Tamtego dnia roztrzęsiona pojechałam na cmentarz, a gdy wróciłam, zobaczyłam przedsiębiorcę z wkrętarką w ręku. Po raz kolejny od środka zablokował drzwi. Miałam tam w środku pieniądze - kilkadziesiąt tysięcy złotych - więc pojechałam za nim. Wjechałam na jego podwórko i powiedziałam, że ma mi otworzyć drzwi. Odmówił, więc siadłam u niego na schodach i powiedziałam, że będę siedzieć tak długo aż przyjedzie policja i otworzy drzwi. Groził mi, że założy mi sprawę za naruszenie miru domowego. W końcu mój mecenas doradził mi, abym sama wzięła wkrętarkę i usunęła wkręty. W tym czasie, jak to robiłam, przyjechała policja i pytała co ja tu robię? Mama zaczęła krzyczeć aż w końcu usłyszała od policjantów, że za bezpodstawne wezwanie policji dostaje mandat 50 zł. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, bo zgodnie z moim prawem mogłam wejść do tego domu jako współwłaściciel nieruchomości - opowiada Alicja Fikus. - Później przyjechał jak jakiś bonzo, otworzył szyby w samochodzie, a moja mama do niego zbiegła i dała mu ten mandat, najprawdopodobniej do opłacenia. 

Alicja Fikus przespała wówczas w domu rodzinnym jeszcze dwie noce i postanowiła wyjechać. 

- Gdy mama zaczęła wyzywać mnie od suk i szmat, bardzo mnie to zabolało. Nie mogłam dłużej tego wytrzymać, chociaż wcześniej sądziłam, że dojdzie w końcu między nami do spokojnej rozmowy. Ona jest jednak tak bardzo pod jego wpływem, że totalnie została przekabacona - komentuje. - Pewnego razu mama powiedziała mi wprost, że ja już nie jestem jej córką i ona się mnie wyrzeka. 

Alicja Fikus zeznaje, że poszła po pomoc do prokuratury. Tam z kolei usłyszała, że powinna złożyć wniosek o częściowe ubezwłasnowolnienie matki, z uwagi na jej nieracjonalne zachowania. Alicja Fikus właśnie w ten sposób będzie chciała udowodnić, że przedsiębiorca wykorzystał naiwność i demencję matki. 

- Okazało się, że wpisali do hipoteki jakieś rzekome 100 tys. zł i późniejsze zaliczki oraz jest zapis, że mama ma zapłacić za wszystkie koszta. Finalnie pewnie wystawią też rachunek, obejmujący wszystkie przyjazdy pani adwokat. Jak wszystko podliczą, to jeszcze okaże się, że ustalona w umowie wartość majątku na sumę 400 tys. zł będzie za mała - komentuje. - Niestety, nie jestem w stanie przekonać mamy, że została oszukana, bo ona przedsiębiorcy "ślepo" wierzy. Teraz robią wszystko, aby mnie "wykurzyć" i pozbawić mnie moich 25 proc. udziałów w majątku.

Mama ma obecnie 71 lat i mieszka już w Lęborku. Mieszkanie podobno kupił jej przedsiębiorca, lecz nie wiadomo na jakich dokładnie zasadach. 

Alicja Fikus podejrzewa, że duży wpływ na kiepskie samopoczucie psychiczne mamy mogą mieć wydarzenia z przeszłości. To jej matka prowadziła słynny niegdyś na cały region dom publiczny w Rekowie. Podobno namówił ją do tego kuzyn Alicji Fikus z Lęborka. 

- Gdy to się zaczęło, miałam 19 lat i wyjechałam stąd, bo wstydziłam się tego, co tam się działo. Czasami jednak wracałam do rodzinnego domu i wtedy siedziałam w piwnicy z tatą, bo na górze działy się różne "cuda". Moja córka miała wtedy 7 czy 8 lat, więc opowiadałam jej, że u góry jest dyskoteka - wspomina.

W tamtym czasie w agencji towarzyskiej zawsze były 3 - 4 kobiety, tak zwane panie do towarzystwa. 

- Później mamę aresztowali i zamknęli na 3 miesiące. Oskarżono ją o handel ludźmi. Groziło jej nawet 25 lat więzienia, ale jakoś się wybroniła. Wydaliśmy wówczas na adwokatów około 40 tys. zł, czyli wszystkie oszczędności. Udało się udowodnić, że mama nie była w grupie przestępczej, chociaż znała facetów, którzy rzeczywiście handlowali dziewczynami - zeznaje.

Z jej relacji wynika, że jej matkę do tego interesu namówił siostrzeniec.

- Bardzo ciężko mi o tym mówić, bo to były trudne czasy, ale chciałabym podkreślić, że gdy mama była w potrzebie, zawsze byłam u jej boku. Jednocześnie jest to obraz tego, że mama bardzo łatwo daje się w coś "wkręcać", w takie podejrzane interesy i nie inaczej jest teraz - zaznacza. 

W związku z prowadzeniem domu publicznego jej mama usłyszała wyrok 3 lat pozbawienia wolności, w zawieszeniu na lat 5. Podobno z tymczasowego aresztu wróciła całkowicie odmieniona, a z biegiem lat jej stan się pogarszał. Miała objawy lękowe. Zaczęła oskarżać swojego męża o to, że podobno groził jej bronią, co skończyło się odebraniem mu strzelby myśliwskiej. 

- Pamiętam jak siedzieliśmy w domu, a moja mama mówiła, że regularnie ją podsłuchują i wskazywała na jezioro twierdząc, że tam na drugim brzegu jest specjalnie w tym celu rozstawiony sprzęt. Taką osobę wspomniany przedsiębiorca skłonił do transakcji sprzedaży rodzinnego majątku. Łatwo sobie wyobrazić, że z pewnością nie była ona świadoma swoich czynów - podkreśla Alicja Fikus.

Czy oskarżany przez nią przedsiębiorca przyznaje się do winy? Nie. Podkreśla, że Alicja Fikus pozostaje w konflikcie ze swoją matką co do zasad podziału spadku po zmarłym mężu i ojcu, zaś jej agresywne i naganne zachowanie względem matki utrudnia osiągnięcie porozumienia. Przedsiębiorca zaprzecza, aby miał w jakikolwiek sposób manipulować Ireną Sokołowską lub w jakikolwiek sposób wpływać na podejmowane przez nią z pełną świadomością decyzje. Jednocześnie wyjaśnia, że ma wiedzę, że sprawa została oddana do sądu, który jest uprawniony do wydania orzeczenia w przypadku sporu.

- W związku z tym zupełnie niezrozumiałe i pozbawione podstaw są ataki Alicji Fikus na moją osobę. Sąd rozstrzygnie spór i będzie wówczas jasne co i komu przypada z majątku spadkowego. Nie potrzeba do tego kolejnej gazety - zastrzega przedsiębiorca.

ODPOWIEDŹ MAMY

Irena Sokołowska - matka Alicji Fikus

To kolejna prasowa rewelacja, w której Alicja Fikus mija się z faktami. Jednocześnie, jako że dotyczy to mojej córki, sprawa jest dla mnie bolesna i niezrozumiała. W mojej ocenie to Alicja Fikus potrzebuje pomocy. To co nazywa troską o matkę było jedynie chęcią bezkosztowego pozyskania majątku, na który pracowałam wiele lat.

Alicja Fikus była agresywna, wyzywała, wrzeszczała. Jej zachowanie było przedmiotem postępowania Policji.

Nie cierpię na żadne przypisywane mi schorzenia, ani na demencję ani też nie zostałam przez nikogo zmanipulowana ani też owinięta wokół palca. Nie byłam też przyczyną rozpadu związku małżeńskiego Alicji Fikus, poprzednio Toboła. Utrzymuję bardzo dobre relacje ze swoją rodziną, a w szczególności ze swoimi wnukami, dziećmi Alicji Fikus, oraz z prawnuczkiem. Darzę także szacunkiem byłego męża, czego nie może znieść Alicja Fikus, która jest z nim w sporze sądowym na tle majątkowym. Alicja Fikus nie utrzymuje także ciepłych relacji ze swoimi dziećmi. Zaangażowała się w nowy związek z mężczyzną, który w jawny sposób negatywnie wyraża się o mnie, mimo, że Alicja Fikus podarowała mu połowę swojej nieruchomości, którą otrzymała od rodziców w darowiźnie. Nieruchomość to ponad 2 ha w Rekowie, w tym działka budowlana, na której obecnie Alicja Fikus i jej mąż budują dom.

W zakresie prawa do nieruchomości ponownie na łamach prasy wyjaśniam, że Alicja Fikus w 2006 r. otrzymała nieruchomość, zaś nieruchomość do której tak mocno sobie rości prawa to nieruchomość, którą nabyłam wraz z mężem, który zmarł kilka lat temu. Na mocy dziedziczenia Alicja Fikus, córka zmarłego, stała się właścicielką ¼ nieruchomości. Początkowo chciała sprzedać swój udział, lecz następnie zmieniła zdanie i chciała otrzymać nieruchomość od matki, bez dokonania należnej spłaty. Wobec agresywnych zachowań córki, nie istniała możliwość wspólnego zamieszkiwania.

W związku z tym, że wskutek dziedziczenia powstała współwłasność została zainicjowana sprawa o dział spadku, która toczy się przed Sądem Rejonowym w Bytowie, obecnie na etapie oczekiwania na opinię biegłego co do wartości nieruchomości, także nieruchomości, którą otrzymała Alicja Fikus od rodziców i na której aktualnie wznosi dom.

Alicja Fikus jest reprezentowana w tej sprawie przez profesjonalnego pełnomocnika, w związku z tym nie zachodzi jakakolwiek wątpliwość co do treści czynności podejmowanych w tym postępowaniu. Po śmierci 

mojego męża miałam pełne prawo dysponować swoim majątkiem, dokonałam czynności prawnych, które są ważne i dla mnie korzystne. Nie są to czynności jak opisane przez Alicję Fikus, co budzi duże wątpliwości co do możliwości poznawczych mojej córki.

Ułożyła sobie życie i niczego nie oczekuję od córki. Wyjaśniam też, że telefon wykonany przez mojego pełnomocnika miał na celu ugodowe załatwienie sprawy, bez konieczności poddawania się postępowaniu sądowemu, które trwa od kilku lat, i które - jak kilkakrotnie zapowiadała Alicja Fikus - będzie celowo przedłużać. Mam nadzieję, że zakończenie sprawy sądowej doprowadzi do wyciszenia negatywnych emocji mojej córki.

(M.W.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (4)

JaJa

6 0

Jak na 71-latkę z demencją, bardzo składna odpowiedź. Taka nie za profesjonalna i nie od prawnika pewnie wiadomo czyjego 😔 21:12, 03.10.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

JaJa

4 1

Nie do końca wierzę w tę historię... 22:45, 03.10.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

AnonimowoAnonimowo

3 3

Az przykro to czytac, znajac historie z drugiej strony. Ta Pani sądzi sie z swoim bylym mezem, z dziecmi nie utrzymuje kontaktu, prowadzi konflikty z starymi znajomymi a teraz sądzi sie z swoja wlasna matką. 15:19, 04.10.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

TomekTomek

2 0

Slaba ta Alicja Fikus,powinna miec raczej na imie Fiskus, pomijajac fakt ze historia tak smieszna ze jako mieszkaniec Rekowa bywalec polczyna i znajomy Alicji znam historie nieco inaczej. Przykro sie czyta ze Alicja nawet nie wie jak zmarl jej ojciec.. . Pomijajac tez fakt ze wlasne dzieci nie chca miec z nia kontaktu, byly maz nie chce jej widziec nawet przez okno a my jako znajomi stalismy sie jej wrogami to jeszcze probuje zniszczyc wlasna matke smiejac sie i klamiac przed kamerą. My mieszkancy, byli bliscy znajomi Alicji a nawet jej koledzy z uczelni znamy ja jako zupelnie inna osobe i nie chcemy jej znac. Redakcja tego czegos powinna sie wstydzic ze umieszcza takie cos publicznie, swiadczy to o poziomie i rzetelnosci prezentowanych informacji. 14:09, 10.10.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA
0%