Wystarczył jeden wniosek mieszkańca, by pod powierzchnią rutynowego porządku obrad zaczęło buzować coś znacznie większego niż tylko spór o rachunki za odpady. W Bytowie nie rozmawiano już wyłącznie o śmieciach. Na sali zderzyły się dwa spojrzenia na gminę. Jedno mówiło o bilansie, szczelności systemu i twardych liczbach. Drugie o rodzinach, odpływie młodych ludzi i obowiązku wspierania tych, którym jest najtrudniej.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Decyzji nie było. Temat został odłożony, ale nie wyciszony. Przeciwnie. Po tej dyskusji widać wyraźnie, że sprawa wróci ze zdwojoną siłą.
MIESZKANIEC NIE PRZYSZEDŁ PO SYMBOLICZNĄ ZNIŻKĘ
Autor wniosku od początku nie mówił językiem tabel i paragrafów. Ustawiał sprawę szerzej, bardziej społecznie, bardziej po ludzku. Podkreślał, że nie walczy wyłącznie o kilka złotych mniej na rachunku.
– Głównym celem tego mojego wniosku po prostu była troska o nasze miasto.
Za tym zdaniem szybko poszły konkrety. Mieszkaniec przekonywał, że Bytów przegrywa walkę o młodych. Dzieci wyjeżdżają do większych miast na studia, a potem już tam zostają.
– Posiadamy dzieci, te dzieci praktycznie wyjeżdżają na naukę do innych miast i już opuszczają nasze miasto. Jest ciężko z powrotem je ściągnąć.
Nie mówił teoretycznie. Oparł się na własnym doświadczeniu.
– Ja mam czwórkę dzieci, wszyscy skończyli studia w Gdańsku, dwójkę udało mi się ściągnąć do Bytowa, z kolei dwójka pozostała w Gdańsku.
Najmocniej wybrzmiał jednak argument, który wielu mieszkańców zna z codziennych rozmów.
– Ceny są takie same jak w Gdańsku, a nawet wyższe.
W tej optyce ulga za śmieci dla rodzin wielodzietnych nie jawiła się jako prosty prezent od gminy. Bardziej jako sygnał, że samorząd dostrzega tych, którzy ponoszą większy ciężar codziennego życia.
– Uważam, że ta ulga mogłaby zachęcić młodą generację, żeby posiadała dzieci.
W dalszej części wypowiedzi autor wniosku wracał do zwykłej, domowej ekonomii. Mówił o jedzeniu, butach, ubraniach, o kosztach, których nie widać w urzędowych wyliczeniach, ale które codziennie ponoszą rodziny wychowujące dzieci. I właśnie tam próbował przesunąć środek ciężkości tej debaty.
Padło też zdanie, które ustawiło temperaturę całej dyskusji.
– Myśmy was wybierali, więc wy macie nam służyć!
URZĄD ODPOWIADAŁ CHŁODNO: SYSTEM MUSI SIĘ SPINAĆ
Po tej emocjonalnej i mocno osadzonej w codzienności wypowiedzi urząd wrócił do twardych zasad. Wiceburmistrz Jadwiga Dąbek nie polemizowała z tym, że rodziny wielodzietne czy osoby samotne mogą odczuwać ciężar opłat mocniej niż inni. Ale od razu postawiła granicę.
– System gospodarki odpadami musi się bilansować.
To właśnie wokół tego zdania zbudowana została odpowiedź urzędu. Wiceburmistrz podkreślała, że jeśli jedna grupa mieszkańców otrzyma ulgę, to brakujące pieniądze trzeba będzie skądś wziąć.
– Jeżeli damy ulgę poszczególnym grupom społecznym, gmina nie może tego sobie dopłacić, zapłacą za to mieszkańcy, którzy tych ulg nie będą posiadali.
Ten argument wracał później wielokrotnie i w różnych wariantach. Każda ulga dla jednych staje się kosztem dla innych. Albo dla mieszkańców, albo dla budżetu.
Dąbek zwracała też uwagę, że skala podobnych rozwiązań w innych samorządach nie jest wcale tak duża, jak można by przypuszczać.
– To chyba sześć gmin ma wprowadzoną ulgę na tak zwaną kartę dużej rodziny. Większość gmin żadnych ulg nie posiada.
PRAWO POZWALA, ALE TYLKO W WĄSKIM ZAKRESIE
Najważniejszy porządek w tej debacie wprowadziła radca prawny Danuta Gawarecka. To ona oddzieliła to, co politycznie nośne i społecznie atrakcyjne, od tego, co rzeczywiście można wpisać do uchwały.
– Te przesłanki, o których wnioskodawca mówi, to są przesłanki fakultatywne. Tutaj rada może zwolnić bądź też nie wprowadzić takie zwolnienie. Obligatoryjny jest kompostownik.
Później doprecyzowała, że pole manewru gminy jest znacznie węższe, niż mogłoby się wydawać. Ustawa pozwala myśleć głównie o dwóch grupach: osobach z bardzo niskimi dochodami oraz rodzinach wielodzietnych.
– Te fakultatywne zwolnienia są na dwóch przesłankach, a mianowicie niskich dochodów określonych z ustawy o pomocy społecznej.
Za tym poszły liczby.
– To jest dla osoby samotnie gospodarującej do 1010 zł. W przypadku osoby w rodzinie to jest dochód około 837 zł.
Jeśli chodzi o rodziny wielodzietne, radca prawny zaznaczyła rzecz ważną, bo porządkującą spór o Kartę Dużej Rodziny.
– Nie ma obowiązku posiadania karty, jest kwestia tylko wielodzietności.
Jednocześnie bardzo wyraźnie wyhamowała część oczekiwań. Sama niepełnosprawność czy sam status seniora nie tworzą jeszcze osobnej podstawy do ulgi.
– Nie ma takich określeń. Określenie jest jedno. Zwolnienie częściowe lub całkowicie przysługuje osobie samotnej lub osobie w rodzinie, która osiąga niższe dochody miesięcznie niż wynikające z ustawy o pomocy społecznej.
Padło też istotne wyjaśnienie dotyczące finansów publicznych. Gawarecka jasno wskazała, że jeżeli rada zdecyduje się na ulgę, a system się nie domknie, gmina będzie musiała ten niedobór pokryć.
– Ustawodawca dopuścił coś takiego, że w sposób generalny można niektóre grupy zwolnić częściowo całkowicie z opłat.
I zaraz dopowiedziała:
– Nie ma też takich obaw, że byłoby to niezgodne z ustawą o finansach publicznych.
RADNI WESZLI W SPÓR O LICZBY I O SPRAWIEDLIWOŚĆ
W tym momencie dyskusja przestała być czysto formalna. Zaczęły się pytania o realne skutki.
Krzysztof Stopa domagał się wyliczeń. Nie chciał deklaracji na wyczucie, tylko twardych danych pokazujących, ile kosztowałaby ulga i kto za nią zapłaci.
– Co w przypadku, gdybyśmy obniżyli rodzinom wielodzietnym, na przykład o 20 procent? I jakie to przyniesie konsekwencje dla innych mieszkańców Bytowa.
To była jedna z rozsądniejszych osi tej debaty. Nie czy ulga brzmi dobrze, ale ile dokładnie kosztuje.
– My nie znamy też liczb, jakie to są kwoty, czy oni będą płacili o złotówkę więcej, czy to będzie tak, że będzie naciągało ich budżet.
Stopa podważał też samą logikę systemu opartego na wodzie.
– W przypadku rodzin wielodzietnych ilość wody produkowanej i ścieków jest nieadekwatna do ilości śmieci, które te rodziny wytwarzają.
To był głos, który wielu mieszkańców zapewne uzna za bliski własnemu doświadczeniu. Bo właśnie tu przebiega główna linia sporu: czy woda rzeczywiście jest uczciwym miernikiem ilości odpadów.
OBROŃCY SYSTEMU OD WODY NIE MIELI WĄTPLIWOŚCI
Jacek Czapiewski, kierownik wydziału rolnictwa, bronił obecnego modelu bez większych wahań. Przyznawał, że przygotowanie dokładnych szacunków może być bardzo trudne.
– Być może jesteśmy w stanie coś ustalić, ale to będzie bardzo duży szacunek, bardzo duży.
Ale gdy rozmowa wróciła do samej metody naliczania opłat, był już stanowczy.
– Ten system jest na tyle szczelny, tak jak ten kran.
Porównanie do kranu dobrze oddało sposób myślenia urzędu. Nie chodzi o idealną sprawiedliwość, tylko o system, który najtrudniej oszukać. Czapiewski zwracał uwagę, że tam, gdzie liczy się mieszkańców, bardzo szybko pojawia się zaniżanie deklaracji.
– W pobliskich gminach miejskich mają problemy rzędu kilku milionów dopłat, bo nagle się okazuje, że mieszkańców mieszka w danym mieszkaniu pięć, a w deklaracji jest ich trzech.
Ten argument przejęło później także kierownictwo gminy.
BURMISTRZ BRONIŁ MODELU, CHOĆ SAM PRZYZNAŁ, ŻE IDEALNY NIE JEST
Ireneusz Gospodarek nie próbował udawać, że system naliczania opłat od wody jest bez wad.
– To nie jest idealny system, absolutnie nie, bo takich nie ma po prostu.
Ale zaraz dodał, że mimo wszystko uznaje go za najbardziej sprawiedliwy spośród dostępnych.
Jego argumentacja była podobna do tej przedstawionej wcześniej przez wydział. Gospodarek mówił o mieszkaniach wynajmowanych pracownikom przyjezdnym, o zaniżanych deklaracjach, o tym, że licznik wody pokazuje więcej niż sama kartka z oświadczeniem właściciela.
– Kiedy ma się licznik wody, to wszystko widać.
Burmistrz odniósł się też do rodzin wielodzietnych, pokazując, że sam status nie zawsze odzwierciedla realną liczbę osób w domu.
– Dzieci nie mają dożywotnio karty dużej rodziny, a rodzice mają. Więc jeżeli są nawet dwie osoby, które mają karty dużej rodziny, to tam dzieci nie ma albo niekoniecznie muszą być.
Przypomniał również, że już teraz istnieje ścieżka indywidualnej pomocy dla mieszkańców w trudniejszej sytuacji.
– Każdy może złożyć wniosek indywidualny o umorzenie, o częściowe umorzenie, o rozłożenie na raty. I to się odbywa.
Na końcu rzucił zdanie, które zabrzmiało jak polityczne wyzwanie rzucone radnym.
– Ja rozumiem, że w sytuacji, kiedy będzie dopłata do systemu, wszyscy państwo zgodnie podniesiecie rękę do góry.
MASŁOWSKI MÓWIŁ GŁOSEM TYCH, KTÓRZY MAJĄ DOŚĆ
Najbardziej zdecydowanie po stronie ulg stanął Marek Masłowski. Nie mówił półgębkiem. Zaczął od najuboższych.
– Ja uważam, że w przypadku osób samotnych, czy osób w rodzinie, w których ten dochód nie przekracza tego minimalnego, to tam bezapelacyjnie powinniśmy co najmniej o 50% opłaty obniżyć.
Potem przeszedł do rodzin wielodzietnych.
Nie ograniczał się do postulatu ulg. Uderzył też w stawki obowiązujące w gminie.
– My w Bytowie jednak mamy horrendalnie wysokie opłaty za gospodarkę odpadami komunalnymi.
I właśnie on najostrzej pokazywał słabość modelu od wody na codziennych przykładach.
– Do mnie na przykład przychodzi kilkunastu kolegów dziecka, bawią się na podwórku, idą umyć rączki, no niestety nie produkują odpadów przy tym, a woda się leje. I ja też ponoszę koszty.
Gdy usłyszał, że wiceburmistrz płaci za śmieci 22 zł, natychmiast zderzył tę kwotę z rzeczywistością wielu rodzin w Bytowie.
– 22 razy 4, niecałe 90 złotych. Jak to się ma do 250 w Bytowie? Nijak.
W jego wypowiedzi było widać próbę nadania całej sprawie prostego, politycznego sensu.
– Powinniśmy robić tak, żeby gmina była jak najbardziej przyjazna mieszkańcowi.
PRADELA PYTAŁ O CENĘ DOBRYCH INTENCJI
Aleksander Pradella nie kwestionował samej idei pomagania. Pytał jednak, kto konkretnie poniesie koszt tych dobrych intencji.
– Jeżeli my obniżymy nawet dla grupy powiedzmy 20% mieszkańców Bytowa... to się pytam. Komu my chcemy te 20% znowu wrzucić do garnuszka, do opłat? Pozostałym 80%?
To był najkrótszy i zarazem najmocniejszy kontrargument wobec całej idei ulg. Pradella podkreślał też, że nie każda rodzina wielodzietna jest w trudnej sytuacji finansowej.
– Są różne rodziny wielodzietne. Mniej zamożne, bardziej zamożne. Nie uważam, żeby to było wtedy sprawiedliwe.
I dorzucił jeszcze argument z szerszego planu społecznego.
– Było wprowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość 500+, potem podwyższone do 800+. Jakoś dzietności nie widzę w naszym kraju.
KOMISJA UCIĘŁA SPÓR TYLKO NA CHWILĘ
Ryszard Sylka, przewodniczący komisji, nie chciał głosowania w ciemno. Zaznaczył, że bez wyliczeń cała dyskusja pozostanie tylko starciem argumentów.
– Nie mamy wyliczeń jakichkolwiek, nie wiemy co mielibyśmy przegłosowywać, o czym decydować jako komisja.
Sam również bronił obecnej metody.
– Ja cały czas uważam, że to jest metoda, która pomimo swoich niedoskonałości jest jednak najbardziej ujmującą wszystkie zmiany, które zachodzą w domach, w rodzinach.
To właśnie Sylka zaproponował, by sprawę odłożyć i wrócić do niej wtedy, gdy urząd pokaże konkretne warianty.
Tak też się stało. Sprawa nie została zamknięta. Została tylko odłożona do czasu, aż emocje spotkają się z liczbami.
::addons{"type":"alert"}
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Farsa08:32, 25.03.2026
To jest kpina. Zróbmy referendum i pogońmy tych, którzy za nasze urządzili się w gabinetach i PODWYŻKI PENSJI sobie robią z wyrównaniem od LIPCA, a dla plebsu drewniane wiadro i kawałek gazety!!!!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Ulgi za śmieci rozpalają Bytów
To jest kpina. Zróbmy referendum i pogońmy tych, którzy za nasze urządzili się w gabinetach i PODWYŻKI PENSJI sobie robią z wyrównaniem od LIPCA, a dla plebsu drewniane wiadro i kawałek gazety!!!!
Farsa
08:32, 2026-03-25
Bytów zmienia adres Drutexu. Ulica Leszka Gierszewskieg
za auta parkujace na calej szerokosci chodnika na tej ulicy sie wezcie
edek
07:32, 2026-03-25
Bytów zmienia adres Drutexu. Ulica Leszka Gierszewskieg
Super, oby się udało
Jus
07:20, 2026-03-25
Bytów zmienia adres Drutexu. Ulica Leszka Gierszewskieg
Proponuję jeszcze pomnik oraz znaczek pocztowy.
No nie
03:43, 2026-03-25