Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

Strzały pod Żukówkiem i „prywatny folwark” pod w lesie. Myśliwska wojna o władzę i bezkarność

Mateusz Węsierski Mateusz Węsierski 18:00, 13.05.2026 Aktualizacja: 20:37, 12.05.2026
1 Strzały pod Żukówkiem i „prywatny folwark” w lesie. Myśliwska wojna o władzę FOT. AI - zdjęcie ilustracyjne

W okolicach Jasienia i Żukówka, w samym sercu powiatu bytowskiego, pękło coś znacznie ważniejszego niż tylko koleżeńskie relacje między myśliwymi. To, co początkowo wyglądało na wewnętrzny spór o interpretację statutu, przerodziło się w otwartą, brutalną wojnę, w której padają oskarżenia o budowanie prywatnego folwarku, wybiórcze stosowanie prawa oraz systemowe tuszowanie nieprawidłowości. Jedna strona mówi o układzie i rażącym konflikcie interesów na szczytach lokalnej władzy łowieckiej, druga odpowiada, że najgłośniej krzyczą ci, którzy sami mieli wielokrotnie łamać prawo i dziś, pod wpływem żalu, pałają jedynie chęcią odwetu. W tle tej dusznej atmosfery, przesiąkniętej wzajemną nienawiścią, pojawia się głośny incydent nad jeziorem, podczas którego w stronę człowieka i jego psa miały paść strzały z przerażająco bliskiej odległości. To już nie jest lokalna sprzeczka przy ognisku – to pełnowymiarowy kryzys zaufania, który obnaża mroczne kulisy funkcjonowania środowiska łowieckiego w regionie i stawia pytania o granice bezkarności w roku 2026.

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

​SEKUNDY OD TRAGEDII NAD JEZIOREM ŻUKÓWKO

​Najbardziej paraliżującym wątkiem całej historii jest zdarzenie, do którego doszło nad brzegiem jeziora w Żukówku mniej więcej rok temu. Dariusz Michniewski, zastępca rzecznika odpowiedzialności dyscyplinarnej PZŁ w Gdańsku, nie jest w tej opowieści jedynie chłodnym obserwatorem czy urzędnikiem analizującym dokumenty. On stał się głównym aktorem i ofiarą, co – jak sam podkreśla – mogła skończyć się dla niego tragicznie. Według jego relacji, podczas rutynowej obecności w terenie w obwodzie koła łowieckiego Odyniec Sopot, został on ostrzelany przez innego myśliwego z sąsiedniego koła Trop, który miał polować bez wymaganych uprawnień i wpisów w ewidencji. Sytuacja była o tyle dramatyczna, że kule świszczały tuż obok głowy człowieka, który całe swoje życie zawodowe poświęcił bezpieczeństwu i pracy z bronią.

​– To właśnie ja byłem bezpośrednim celem tych strzałów, a mój pies został ranny, dostając bolesną obcierkę śrutem na ciele. Sprawca strzelał dwukrotnie, oddając po dwa strzały wzdłuż linii trzcin, dokładnie w miejscu, w którym się znajdowałem. Jako człowiek od ponad dwudziestu lat pracujący z bronią, instruktor oraz sędzia strzelectwa, który szkolił służby mundurowe, doskonale odróżniam przypadkowy huk od celowego wymierzenia lufy w stronę człowieka. To była sytuacja realnego zagrożenia życia, która powinna zostać natychmiast rozliczona przez organy ścigania – podkreśla z mocą Dariusz Michniewski.

​Zdarzenie to wywołało ogromną falę oburzenia, ale stało się też polem do manipulacji dotyczących odległości, z jakiej padły strzały. Michniewski wskazuje na dystans zaledwie dwudziestu, maksymalnie dwudziestu pięciu metrów. Przy tak małej odległości użycie broni śrutowej w stronę człowieka nie jest brakiem ostrożności – w opinii poszkodowanego jest to czyn kryminalny noszący znamiona usiłowania uszkodzenia ciała. Mimo powagi sytuacji, sprawa ta stała się przedmiotem zadziwiających gier proceduralnych w lokalnych strukturach, które zdaniem wielu mają na celu ochronę sprawcy. Prokuratura w Bytowie początkowo nie widziała podstaw do działania, co Michniewski kwituje krótko jako rażącą próbę ochrony „swoich” i zamiatania niewygodnych faktów pod dywan.

​STRAŻNICZKA, RODZINNY BIZNES I WIELKI KONFLIKT INTERESÓW

​Wielu myśliwych polujących w rewirach Jasienia wskazuje, że fundamentem trwającej wojny jest specyficzny układ personalno-biznesowy, który całkowicie podważył zaufanie do organów kontrolnych. Do redakcji regularnie docierają skargi na strażniczkę łowiecką związaną z kołem. Jej działania część środowiska odbiera nie jako rzetelne egzekwowanie prawa, ale jako formę brutalnej presji i systematycznego eliminowania osób, które są dla obecnego zarządu niewygodne. Atmosferę podgrzewa fakt, że strażniczka ma być bezpośrednio powiązana z punktem skupu dziczyzny, co dla wielu członków koła jest sytuacją absolutnie niedopuszczalną i rodzącą podejrzenia braku bezstronności.

​– Pismo w sprawie tej pani zostało już oficjalnie wysłane do wojewody, ponieważ uważamy, że sposób, w jaki nas traktuje, ma na celu jedynie wyrzucenie nas z koła i zrobienie miejsca dla posłusznych, „swoich” ludzi. Próbowano ze mnie na siłę zrobić kłusownika, stosując wybiórcze kontrole w lesie, podczas gdy prawdziwe wątpliwości budzi fakt, jak jedna osoba może jednocześnie pełnić funkcję kontrolną i być powiązana z punktem skupu. Zadajemy proste pytanie: jak ona może rzetelnie kontrolować zwierzynę, która trafia do punktu prowadzonego przez jej najbliższą rodzinę? Przecież to daje nieograniczone możliwości manipulacji wagą i gatunkiem pozyskanych zwierząt – pyta retorycznie jeden z rozmówców, który prosi o zachowanie pełnej anonimowości.

​Zarzuty te budują obraz układu, w którym jedna strona posiada wszystkie narzędzia nacisku – od kontroli w lesie, po decyzyjność przy rozliczaniu finansowym pozyskanej zwierzyny. Dla skarżących myśliwych nie jest to detal, lecz sedno patologii, która trawi tutejsze struktury. Sama strażniczka unika bezpośrednich odpowiedzi na pytania o te powiązania, odsyłając dziennikarzy do Urzędu Wojewódzkiego i zastrzegając, że wszelkie wypowiedzi musi skonsultować z adwokatem, co jedynie potęguje aurę tajemniczości wokół tej sprawy.

​WALDEMAR SYLDATK: „TO TOTALNA BZDURA I NACIĄGANIE FAKTÓW”

​Prezes koła Odyniec, Waldemar Syldatk, kategorycznie odcina się od tak skonstruowanych oskarżeń, prezentując zupełnie inny, niemal kryształowy obraz rzeczywistości. Podkreśla, że strażniczka zachowała się honorowo i zrezygnowała z funkcji w zarządzie w momencie, gdy tylko pojawiły się pierwsze wątpliwości i skargi, aby nie rzucać cienia na pracę całej jednostki. Prezes twierdzi, że wszelkie działania podejmowane przez władze koła mają na celu jedynie „wyczyszczenie” szeregów z osób, które nie szanują prawa i tradycji.

​– Od końca stycznia ta pani nie pełni żadnej roli w zarządzie ani nie sprawuje funkcji do czasu pełnego wyjaśnienia sprawy przez odpowiednie organy. Uchwała w tej kwestii została przesłana do wszystkich członków koła, więc jeśli ktoś twierdzi, że o tym nie wie, to po prostu bezczelnie kłamie. Co do punktu skupu dziczyzny, z umów, które miałem okazję osobiście analizować, wynika jednoznacznie, że nie ona go prowadzi, lecz jej córka. To dwie odrębne kwestie prawne, a umowa na pewno nie jest wystawiona na strażniczkę. Nie widzę tu żadnego konfliktu interesów, o którym tak głośno krzyczą nasi przeciwnicy – wyjaśnia stanowczo prezes Waldemar Syldatk.

​Waldemar Syldatk dodaje również, że wnikliwa analiza statutu oraz prawa łowieckiego nie wykazała żadnych przeciwwskazań do pełnienia funkcji w taki sposób, w jaki działo się to do tej pory. Jego zdaniem zarząd stał się celem brutalnego ataku nie dlatego, że łamie prawo, ale dlatego, że zaczął go rygorystycznie przestrzegać, co uderzyło w interesy osób przyzwyczajonych do „wolnej amerykanki” w lasach powiatu bytowskiego, gdzie przez lata nikt nie pytał o szczegóły polowań.

​PRYWATNY FOLWARK I KOPERTY, KTÓRE STOJĄ

​Dla wielu myśliwych teren wokół Jasienia stał się miejscem, w którym zamiast pasji dominuje paraliżujący lęk przed nagłym wykluczeniem. Rozmówcy w rozmowach z nami nie gryzą się w język, używając najcięższych określeń dostępnych w języku polskim. Ich zdaniem w strukturach koła powstał „prywatny folwark”, w którym zasady są elastyczne i zależą wyłącznie od tego, kto trzyma strzelbę i kogo zna w zarządzie. Część myśliwych otwarcie mówi o tym, że czują się jak na terytorium okupowanym przez grupę trzymającą władzę, która nie znosi sprzeciwu.

​– Myśliwi normalnie mają strach iść na polowanie, bo czują, że wszędzie są oni, ich ludzie, ich oczy i uszy. To jest ich prywatny folwark, gdzie jedni kontrolują drugich, a każda próba sprzeciwu kończy się natychmiastową nagonką i próbą odebrania uprawnień. W okręgu słupskim wciąż żyjemy w czasach, w których koperta stoi, a nie leży. To smutna diagnoza, ale kontekst jest dla wszystkich tutaj aż nadto czytelny i bolesny. Ludzie boją się o swoją przyszłość w kole – zaznacza jeden z myśliwych, nawiązując do słów Michniewskiego o mentalności rodem z poprzedniej epoki.

​Dariusz Michniewski stoi po drugiej stronie, czyli po stronie prezesa i strażniczki łowieckiej. Jego zdaniem część środowiska łowieckiego nadal mentalnie tkwi w mrokach lat osiemdziesiątych, gdy układ, odpowiednie znajomości i telefon do „swojego” znaczyły więcej niż najbardziej rygorystyczne przepisy prawa łowieckiego. Twierdzi on również, że w jego własnej sprawie próbowano go usunąć ze struktur poprzez fabrykowanie dokumentów i bezczelne fałszowanie protokołów z posiedzeń zarządu, co obecnie jest przedmiotem badania przez prawników.

​WIATROWSKI KONTRA MICHNIEWSKI: KTO CHRONI SWOICH?

​Najbardziej drażliwym momentem tej historii jest jawna, publiczna wręcz sprzeczność między tym, co deklaruje Eugeniusz Wiatrowski, rzecznik dyscyplinarny PZŁ w Słupsku, a tym, co twierdzi Dariusz Michniewski, zastępca rzecznika z sąsiedniego okręgu gdańskiego PZŁ. Wiatrowski w rozmowach sugerował, że sprawa Żukówka została niepotrzebnie rozdmuchana przez media i jest jedynie elementem wewnętrznych, personalnych porachunków między skłóconymi myśliwymi. Michniewski nie pozostaje mu dłużny, wysuwając oskarżenia o jawną stronniczość i brak zawodowego profesjonalizmu.

​– Ten pan bagatelizuje sprawę i stara się ją wyciszyć za wszelką cenę, ponieważ jest członkiem tego samego koła łowieckiego. To klasyczny mechanizm ochrony kumpli, który od lat trawi nasze środowisko i uniemożliwia jakiekolwiek zmiany na lepsze. Ja jednak nie odpuszczę, ponieważ na własnej skórze poczułem, co oznacza bezkarność ludzi, którzy uważają, że wolno im strzelać w stronę innego człowieka tylko dlatego, że czują się panami lasu i mają ochronę rzecznika – zaznacza z goryczą Michniewski.

​Eugeniusz Wiatrowski broni się, twierdząc, że postępowanie zostało przeprowadzone rzetelnie i zgodnie z literą prawa, a sprawa trafiła zarówno do prokuratury, jak i do sądu łowieckiego. Zaznacza, że myśliwy strzelający nad jeziorem został już skazany na karę zawieszenia, co w jego opinii zamyka temat odpowiedzialności dyscyplinarnej. Dla Michniewskiego taka kara to jedynie policzek wymierzony sprawiedliwości, biorąc pod uwagę skalę bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia, które mogło zakończyć się osieroceniem rodziny.

​NOCNE STRZAŁY DO JELENI I WIDMO KONIEC KARIERY

​Wstrząsające są również relacje dotyczące polowań, które miały odbywać się pod osłoną nocy, z dala od oczu postronnych świadków i jakiejkolwiek kontroli. Jeden ze świadków, rolnik i myśliwy znający tutejsze lasy jak własną kieszeń, twierdzi, że posiada twardą wiedzę o polowaniach na jelenie po zmroku – co jest w łowiectwie przewinieniem najwyższej wagi. Co więcej, świadek ten bezpośrednio obciąża swoimi zeznaniami samego prezesa.

​– Boję się po prostu, że to wyznanie może się dla mnie źle skończyć, bo oni są tu bardzo wpływowi i mają dojścia wszędzie, gdzie tylko można. Mogę jednak potwierdzić to, co widziałem na własne oczy i czego jestem pewien w stu procentach. W tym kole dzieje się bardzo źle, a kłusownictwo z ich strony jest uprawiane na dużą skalę. Chodzi również o prezesa, który miał uczestniczyć w nocnych polowaniach na jelenie. Widziałem ślady po strzałach i wpisy w rewirach, które w ogóle nie zgadzały się z rzeczywistością, co sugeruje masowe fałszowanie ewidencji – wyznaje świadek.

​Na te sensacyjne doniesienia zareagował Eugeniusz Wiatrowski, składając ważną deklarację. Choć wcześniej był powściągliwy, w obliczu oskarżeń o nocne kłusownictwo zapowiada bezwzględne działanie, o ile świadek zdecyduje się na oficjalne zawiadomienie i podtrzymanie swoich słów przed organami dyscyplinarnymi. To może być moment zwrotny, który doprowadzi do całkowitej rekonstrukcji władz w regionie.

​– Jeżeli ten człowiek faktycznie jest świadkiem takiego zdarzenia, niech niezwłocznie umówi się ze mną na spotkanie. Ja osobiście przyjmę od niego zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Jeśli potwierdzi się w toku śledztwa, że ktoś strzelał do jeleni po zmroku, to w tym samym momencie kończy on swoją przygodę z łowiectwem i przestaje polować raz na zawsze. W takich sprawach nie ma i nie będzie taryfy ulgowej, niezależnie od pełnionej funkcji – zapewnia rzecznik dyscyplinarny Eugeniusz Wiatrowski.

​Dzisiejszy obraz okolic Jasienia i Żukówka to teren bezwzględnej wojny o wpływy, władzę i honor, w której nie bierze się już żadnych jeńców. Każda ze stron traktuje drugą jak wroga, którego trzeba nie tylko pokonać, ale i całkowicie wymazać z łowieckiej mapy regionu. Bez przejrzystego, zewnętrznego śledztwa i ostatecznych wyroków sądu powszechnego, zaufanie w tym regionie nigdy nie zostanie odbudowane, a strzały nad jeziorem wciąż będą odbijać się echem w domach mieszkańców powiatu bytowskiego, przypominając o mrocznych tajemnicach lasu.

::news{"type":"see-also","item":"7626"}

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

Obrzydliwi Obrzydliwi

1 0

Szczerze mówiąc to cała społeczność myśliwych jest obrzydliwa. Pijani na polowaniach, zabieranie dzieci do lasu. A o ich zachowaniach poza polowaniem nie wspomnę... Jeżeli Pan Wiatrowski uważa że sprawa jest zbyt rozdmuchana, niech opowie co robił w pewnym hotelu nad morzem, z różnymi Paniami, kolegą, chętnie posłuchamy tej historii. Też pewnie stwierdzi że to zbyt rozdmuchane...

18:55, 13.05.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

Strzały pod Żukówkiem i „prywatny folwark” w lesie

Szczerze mówiąc to cała społeczność myśliwych jest obrzydliwa. Pijani na polowaniach, zabieranie dzieci do lasu. A o ich zachowaniach poza polowaniem nie wspomnę... Jeżeli Pan Wiatrowski uważa że sprawa jest zbyt rozdmuchana, niech opowie co robił w pewnym hotelu nad morzem, z różnymi Paniami, kolegą, chętnie posłuchamy tej historii. Też pewnie stwierdzi że to zbyt rozdmuchane...

Obrzydliwi

18:55, 2026-05-13

1342 sprawy, 85 samowoli. RAPORT inspektora Wysockiego

No właśnie to jest Bytów ! Niech Inspektor się przyzna na czyje polecenie i u kogo siedzi w Kieszeni. Tu chyba wszyscy wiedzą o kogo chodzi . To dzięki jemu i całej jego kolesi mają wiedzę co tak naprawdę stało się z Rolnikiem z Pomyska ? Dlaczego na takich osobników nie ma rady ? Dziki Zachód. Oni myślą że są ponad prawem Tak właśnie wygląda Bytów i jego Ciemne Interesy !!!!😡😡😡

Marceli

18:47, 2026-05-13

„Nie strażaków poraził prąd”. OSP prostuje

To ja poproszę o taką rurę będę miał magazyn energii ( od kiedy metalowa rura magazynuje w sobie prąd elektryczny bo raczej nie jest akumulatorem, napewno była oparta o linię tylko chcieli ją ściągnąć)

Gość

16:06, 2026-05-13

Wicewójt po godzinach jeździ „elką”

Takie farmazony to może pisać wyłącznie osoba która z jakiegoś powodu ma ból 🍑 lub żyje z pracy innych ponieważ nikt normalny nie użyje tego typu argumentu jako krytyki.

🤦

15:07, 2026-05-13

0%