Plan utworzenia rezerwatu przyrody „Cztery Jeziora koło Soszycy” wywołuje sprzeciw mieszkańców i samorządowców. W poniedziałek w Soszycy odbyło się zebranie, podczas którego padły mocne słowa pod adresem instytucji odpowiedzialnych za przygotowanie nowych form ochrony. Ludzie nie kwestionują potrzeby dbania o przyrodę. Boją się, że decyzje zapadną ponad ich głowami, a skutki odczują mieszkańcy, przedsiębiorcy, turyści, właściciele domków, kajakarze, rowerzyści i wszyscy, którzy od lat korzystają z okolicznych jezior oraz lasów.
::event{"type":"vertical","item":"967"}
::addons{"type":"youtube","url":"https://youtu.be/clj7aqKvTA0?is=1lQkojRYVTYDAW_i"}
Sprawa dotyczy planowanego rezerwatu „Cztery Jeziora koło Soszycy”. To teren wyjątkowy przyrodniczo, ale jednocześnie bardzo ważny dla lokalnej społeczności. Okoliczne jeziora, plaża, ścieżki, lasy i trasy turystyczne są częścią codziennego życia mieszkańców. Dla wielu osób to także podstawa działalności gospodarczej związanej z turystyką, wypoczynkiem i agroturystyką.
Największe emocje budzi nie sama ochrona przyrody, ale sposób prowadzenia sprawy. Mieszkańcy i samorządowcy zarzucają Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz przedstawicielom parku brak prawdziwych konsultacji, brak kampanii informacyjnej i brak jasnych odpowiedzi na pytanie, co po utworzeniu rezerwatu będzie wolno, a czego nie.
LUDZIE BOJĄ SIĘ DECYZJI PONAD ICH GŁOWAMI
Wójt gminy Parchowo Izabela Jagodzińska mówi, że gmina ma już złe doświadczenia z tworzeniem rezerwatów. Wskazuje, że samorząd został postawiony przed faktem dokonanym.
– W zeszłym roku przyszło do nas rozporządzenie w sprawie rezerwatu i nie poinformowano nas o niczym. Nałożono 58,26 hektara rezerwatu przyrody i ponad 115 hektarów otuliny. W tej otulinie są również gospodarstwa. Do tej pory nie ma planu ochronnego tego obszaru – mówi Izabela Jagodzińska.
Wójt podkreśla, że najpierw powinna być rozmowa z ludźmi, edukacja i jasne zasady, a dopiero później decyzje administracyjne.
– Nie wyobrażam sobie, żeby wprowadzać najwyższe formy ochrony bez jakichkolwiek konsultacji z ludźmi i samorządem. Nie było spotkań, nie było edukowania mieszkańców, nie było wyjaśnienia, jakie będą prawa i obowiązki. Postawione zostały tabliczki, a przecież nie o to chodzi – mówi.
Według samorządu obecny sposób działania może doprowadzić do sytuacji, w której mieszkańcy zostaną z ograniczeniami, ale bez wiedzy, jak mają funkcjonować na terenie objętym ochroną.
– To nie jest ani po kolei, ani zgodne z jakąkolwiek logiką. Ludzie mają tu swoje domy, działalności, inwestycje. Nie można ich nagle zostawić w niepewności – podkreśla wójt.
TURYSTYKA, DOMKI, KAJAKI I CODZIENNE ŻYCIE
Obawy mieszkańców dotyczą przede wszystkim dostępu do jezior, lasu i miejsc rekreacyjnych. Pojawiają się pytania o plażę, spacery, zbieranie jagód i grzybów, korzystanie z pomostów, wypoczynek nad wodą, kajaki, rowery oraz działalność gospodarczą.
W Soszycy i okolicach wiele osób przez lata inwestuje w nieruchomości, domki letniskowe i usługi turystyczne. Dla nich rezerwat nie jest abstrakcyjnym zapisem w dokumentach, ale potencjalnym ograniczeniem źródła utrzymania.
– My mamy się rozwijać gospodarczo i turystycznie, a jesteśmy blokowani. W tak małej gminie wykorzystujemy każdy kawałek naszej ziemi po to, żeby ludzie mogli prowadzić działalność i z tego żyć – mówi Jagodzińska.
Nie przekonuje jej argument, że gmina może zyskać większe wpływy podatkowe.
– Jeżeli mieszkańcy pozamykają swoje działalności, to gmina im wypłat nie wypłaci. Tu chodzi o ludzi, którzy zarabiają na tym miejscu i z tego żyją – zaznacza.
Wśród mieszkańców pojawia się też pytanie o odpowiedzialność finansową. Jeżeli ktoś kupił działkę, wybudował domek, prowadzi agroturystykę albo inwestuje w turystykę wodną, chce wiedzieć, czy po utworzeniu rezerwatu jego działalność nie zostanie ograniczona.
„GDYBYŚMY O TO NIE DBALI, NIE BYŁOBY CZEGO CHRONIĆ”
Ważnym argumentem przeciwników sposobu tworzenia rezerwatu jest to, że lokalna społeczność przez lata dba o ten teren. Mieszkańcy sprzątają, pilnują porządku, rozwijają plażę i wspólnie z samorządem oraz Nadleśnictwem budują turystyczny charakter Soszycy.
Przypomina o tym radny powiatu bytowskiego Andrzej Dołębski.
– Pamiętam, jak wspólnymi siłami tworzyliśmy tę miejscowość. Przed 2006 rokiem wyglądała inaczej. Udało się załatwić plac z Nadleśnictwem, powstało to, co dzisiaj widać. Jezioro zostało zagospodarowane. Było wiele akcji sprzątania. Ludzie przyjechali, pobudowali domki, niektórzy zainwestowali w agroturystykę – mówi.
Jego zdaniem nie można dziś traktować mieszkańców jak zagrożenia dla przyrody.
– Gdybyśmy o to nie dbali, to nie byłoby czego chronić. To jest zasługa mieszkańców, którzy tutaj mieszkają i pilnują porządku – podkreśla Dołębski.
Radny apeluje, aby protest kierować do wszystkich możliwych instytucji.
– Trzeba pisać protesty, gdzie się da. Do Rady Gminy, Rady Powiatu, sejmiku województwa i do Sejmu. Nie bójmy się tego – mówi.
CZY JEZIORA SĄ ZAGROŻONE? MIESZKAŃCY CHCĄ KONKRETÓW
Jednym z kluczowych pytań jest to, czy istnieją konkretne badania pokazujące, że obecne użytkowanie terenu niszczy jeziora. Mieszkańcy zwracają uwagę, że w dokumentach dotyczących tego obszaru pojawiają się również zapisy o bardzo dobrym stanie przyrody.
Na zebraniu przywoływane są fragmenty opracowań, z których wynika, że jeziora mimo presji rekreacyjnej nadal zachowują bardzo dobry stan, naturalne warunki hydrologiczne i cenne siedliska.
– W dokumentach jest zapisane, że pomimo rosnącej presji rekreacyjnej jeziora cechują się nadal bardzo dobrym stanem zachowania. Charakteryzują się naturalnymi, niezaburzonymi przez człowieka warunkami hydrologicznymi – mówi radna Dorota Labuda.
Izabela Jagodzińska również podkreśla ten argument.
– Jeziora lobeliowe, o których mówimy, są w bardzo dobrym stanie. Moim zdaniem nie ma podstaw, żeby wprowadzać takie ograniczenia bez rozmowy z mieszkańcami – mówi.
Leśniczy Marek Las przedstawia własne pomiary dotyczące wydeptywania linii brzegowej. Według tych danych skala ingerencji ludzi ma być niewielka. W przypadku Jeziora Modrego chodzi o 3 procent linii brzegowej, przy Jeziorze Obrowo Małe o 0,4 procenta, a przy Jeziorze Płoczyńskim o 7,2 procenta, z czego część stanowi istniejąca plaża.
Dla mieszkańców to dowód, że sprawy nie można sprowadzać do prostego hasła o „niszczeniu przyrody przez ludzi”.
STRACH PRZED MANDATAMI I ZAKAZAMI
W dyskusji wraca też temat ewentualnych kar. Mieszkańcy obawiają się, że po utworzeniu rezerwatu zwykły spacer, wejście do lasu, zbieranie runa leśnego albo zejście poza wyznaczoną ścieżkę może skończyć się mandatem.
Izabela Jagodzińska zwraca uwagę, że na terenie rezerwatu sankcje mogą być znacznie dotkliwsze niż na obszarach objętych łagodniejszymi formami ochrony.
– Na ten moment Straż Leśna również może nakładać mandaty za złe zachowywanie się na obszarze Natura 2000. A na terenie rezerwatu te mandaty diametralnie wzrastają – mówi.
Dla mieszkańców problemem jest również brak jasnego oznakowania i brak edukacji. Jak podkreślają, turysta, który nie zna terenu, może nie wiedzieć, gdzie wolno wejść, gdzie zaczyna się obszar chroniony i jakie obowiązują zasady.
KAJAKIEM PRZEZ POMORZE, ALE Z OGRANICZENIAMI?
Sprawa rezerwatu budzi też obawy w szerszym kontekście turystyki wodnej. Pojawia się pytanie, czy podobne ograniczenia mogą w przyszłości dotknąć również rzeki Słupi.
Wójt Parchowa wskazuje na paradoks. Z jednej strony samorządy i województwo inwestują w infrastrukturę kajakową, z drugiej strony nowe formy ochrony mogą utrudnić korzystanie z tych miejsc.
– Mamy sytuacje paradoksalne. Z jednej strony Unia Europejska przeznacza środki na przystanie kajakowe, na rozwój terenu i turystykę. Jest program „Kajakiem przez Pomorze”. A z drugiej strony może się okazać, że dostęp zostanie ograniczony – mówi Jagodzińska.
Przypomina, że projekty realizowane ze środków unijnych mają okres trwałości. Jeżeli powstała infrastruktura, gmina musi ją utrzymywać.
– Przez pięć lat musimy utrzymywać te przystanie kajakowe w dobrym stanie, żeby nie zabrano nam dofinansowania. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy sztucznie utrzymywali inwestycje, z których ludzie nie będą mogli normalnie korzystać – zaznacza.
RDOŚ I PARK NIE PRZYJECHALI NA ZEBRANIE
Na poniedziałkowe spotkanie zaproszono przedstawicieli Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz Parku Krajobrazowego „Dolina Słupi”. Nie pojawili się. Powodem mają być m.in. urlopy, majówka i brak osoby, która najlepiej zna temat.
Dla mieszkańców to jeden z najpoważniejszych zarzutów. W ich ocenie instytucje przygotowujące tak ważne decyzje powinny przyjechać na miejsce i odpowiedzieć na pytania.
– Najsmutniejsze w tej całej sytuacji jest to, że oni po prostu nie chcą z nami rozmawiać – mówi jedna z uczestniczek zebrania.
BĘDĄ PETYCJE, PISMA I PRÓBA BLOKADY DECYZJI
Samorząd zapowiada działania prawne, petycje, pisma do parlamentarzystów, instytucji rządowych i samorządowych oraz nagłaśnianie sprawy. Mieszkańcy wpisują się na listy poparcia dla protestu. Pojawia się również pomysł, aby Rada Gminy i Rada Powiatu przyjęły oficjalne stanowiska przeciwko planowanemu rezerwatowi.
– Będziemy używali wszelkich środków prawnych i wszelkich możliwych środków, żeby to zablokować – zapowiada Izabela Jagodzińska.
Gmina chce też publikować na bieżąco dokumenty i informacje o kolejnych krokach.
– Będziemy udostępniać konkretne działania na stronie gminy. Gdzie, do kogo, z czym występujemy, gdzie byliśmy i co robiliśmy. Chcemy, żeby mieszkańcy byli na bieżąco – mówi wójt.
Mocno wybrzmiewa również apel Jerzego Barzowskiego, który przekonuje, że najważniejszy jest nacisk społeczny.
– Protesty, protesty, protesty. Nacisk społeczny. Trzeba zrobić petycję, uchwały rady gminy, powiatu, listy poparcia. To wszystko musi być podparte podpisami ludzi – mówi.
NIE PRZECIWKO PRZYRODZIE, TYLKO PRZECIWKO TAKIEMU TRYBOWI
W całej sprawie najważniejsze jest jedno rozróżnienie. Mieszkańcy Soszycy nie mówią, że przyrody nie trzeba chronić. Przeciwnie, podkreślają, że sami od lat dbają o jeziora, plażę, las i porządek. Ich sprzeciw dotyczy trybu działania instytucji i ryzyka, że ochrona przyrody zostanie wprowadzona kosztem ludzi, którzy z tym miejscem są związani od lat.
– Przyroda jest dla człowieka. Oczywiście musimy o nią dbać, ale nie można z nami w taki sposób postępować. Ludzie zainwestowali tutaj duże pieniądze w nieruchomości, działalności gospodarcze, domki wczasowe. Każdy chce żyć – mówi Jagodzińska.
Samorząd i mieszkańcy zapowiadają, że sprawy nie odpuszczą. Chcą konsultacji, jasnych zasad, dostępu do dokumentów i realnej rozmowy o tym, jak chronić jeziora bez niszczenia lokalnej turystyki i codziennego życia mieszkańców.
PYTANIA TRAFIŁY DO RDOŚ, PARKU I POSŁÓW
W związku ze sprawą wysyłamy pytania do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku oraz do Parku Krajobrazowego „Dolina Słupi”. Chcemy wiedzieć m.in., na jakim etapie jest procedura, kto zainicjował utworzenie rezerwatu, jakie będą konkretne ograniczenia, czy przeprowadzono realne konsultacje z mieszkańcami i czy istnieją aktualne badania potwierdzające konieczność wprowadzenia tak daleko idącej formy ochrony.
Z prośbą o interwencję zwracamy się również do wszystkich posłów z okręgu gdyńsko-słupskiego. Pytamy, czy podejmą działania w tej sprawie i czy pomogą doprowadzić do otwartego spotkania mieszkańców z przedstawicielami instytucji odpowiedzialnych za przygotowanie rezerwatu.
Do sprawy wrócimy po otrzymaniu odpowiedzi.
::addons{"type":"alert"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Dni Bytowa BEZ ALKOHOLU? Radna proponuje ZAKAZ
Od 10 lat Jestem trzeźwym alkoholikiem i uważam, że zakaz alkoholu na corocznej dużej imprezie jest *%#)!& (nie wiem jakie korzyści moralne miałby przynieść, bo jakie inne), żeby nie powiedzieć, populistyczny.
Suchy alkoholik
23:32, 2026-05-06
Dni Bytowa BEZ ALKOHOLU? Radna proponuje ZAKAZ
Patrząc na ceny jakie są na dniach Bytowa, to wolę z dzieckiem do energylandii pojechać.
Bytów
19:44, 2026-05-06
Dni Bytowa BEZ ALKOHOLU? Radna proponuje ZAKAZ
Rozumiem zamysł radnej, ale takim zakazem nie osiągnie swojego celu. Jaką trzeba mieć słabą głowę, żeby się upić tym sikaczem 3% zwanym szumnie piwem? Czy ktoś się kiedyś tym porządnie napił? Nie. Wszyscy wiemy jak jest. Najpierw kupujesz coś lepszego, w normalnej cenie, w monopolowym. A na miejscu pijesz te sikacze tylko dla towarzystwa. Kto chce się napić, ten się napije. Żaden zakaz sprzedaży mu w tym nie przeszkodzi. Różnica tylko w tym, że za którymś razem będzie już za bardzo "zmęczony" żeby z monopolowego wrócić na stadion. Tym samym burdy przeniosą się ze stadionu pod sklepy monopolowe czy inne żabki.
Obserwator
18:50, 2026-05-06
Dni Bytowa BEZ ALKOHOLU? Radna proponuje ZAKAZ
Też zrobić zakaz sprzedaży starych zapiekanek ludzie przyjdą najedzeni i naje..bani
Obserwator
18:13, 2026-05-06