Krystian Itrich i ekipa stacji paliw Moya Bytów podczas ekstremalnej przygody na Rajdzie Dakar.
Rajd Dakar to nieustanna walka z własnymi słabościami, morderczymi warunkami i bezlitosnym czasem. Wydmowy pył, skrajne temperatury i maszyny testowane do absolutnych granic wytrzymałości to codzienność, o której większość z nas może tylko poczytać. W samym sercu tej motoryzacyjnej ekstremy znalazła się ekipa stacji paliw Moya Bytów. Krystian Itrich, zapalony miłośnik motoryzacji, pojechał tam jako mechanik, by na własnej skórze przekonać się, czym jest dakarowy hardcore i udowodnić, że dla prawdziwej pasji nie ma rzeczy niemożliwych. To niesamowita opowieść o marzeniach, które hartują się w piasku, awariach na środku pustyni i spotkaniach z legendami motorsportu.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
[FOTORELACJANOWA]595[/FOTORELACJANOWA]
Wszystko zaczęło się od zwycięstwa w ogólnopolskim konkursie organizowanym przez firmę NRF. Krystian wygrał bilet do świata wielkich rajdów, dołączając do profesjonalnego zespołu P-Rally, w którym za kierownicą klasycznego Porsche 924 zasiadał Tomasz Staniszewski ze swoim pilotem Stanisławem Podstawką. Na pustynne bezdroża wyruszył jednak nie sam. Zabierając ze sobą Śledzia (Adama Heringa) i Agatę Hasulak w roboczym Porsche Cayenne, stworzył zgraną ekipę, która miała wspierać zawodników i relacjonować przebieg rywalizacji.
- Wygrałem konkurs na wyjazd na Dakar jako zapalony mechanik. Zawsze marzyłem, żeby tam wystartować, więc miałem niesamowitą okazję, żeby najpierw od podszewki nauczyć się, jak ten świat funkcjonuje. Gdy masz szansę pojechać na taki rajd, musisz najpierw zrozumieć jego specyfikę, bo jazda z marszu, nawet przy dużym budżecie, jest po prostu niemożliwa - opowiada Krystian Itrich.
Rzeczywistość saudyjskich bezdroży okazała się wyjątkowo brutalna. Blisko dziewięć tysięcy kilometrów trasy pokonywanej w morderczym tempie to wyzwanie, które wyciąga z życia trzy tygodnie. Brak snu, ogromne zmęczenie i skrajne temperatury to chleb powszedni każdego uczestnika. W dzień słońce niemiłosiernie praży, nagrzewając olej w maszynach do krytycznych wartości, a w nocy, szczególnie na pustyni położonej tysiąc metrów nad poziomem morza, temperatura potrafi spaść do zaledwie sześciu stopni, boleśnie szczypiąc w płuca przy każdym oddechu. Uczestnicy śpią maksymalnie po cztery godziny na dobę, a ich organizmy muszą przestawić się na tryb przetrwania, funkcjonując niemal wyłącznie na adrenalinie.
Już na jednym z pierwszych odcinków zespół spotkała potężna awaria. W klasycznym Porsche posłuszeństwa odmówiła skrzynia biegów. Załoga musiała odłączyć się od głównego rajdu i stoczyć dramatyczną walkę o powrót do stawki, przemierzając setki kilometrów w poszukiwaniu pomocy.
- Rozwalił nam się wałek atakujący. Wyobraź sobie, że holowałem to sportowe auto rajdowe za naszym serwisowym Porsche na lince przez 800 kilometrów po asfalcie! Zatrzymaliśmy się gdzieś na pustyni, szukając pomocy. Trafiliśmy na zamożnych, miejscowych ludzi, którzy zaoferowali nam nocleg w swoim ogromnym namiocie. Przy ognisku poczęstowali nas daktylami, kawą i herbatą. Byli niezwykle przyjaźni i pomocni. Poznaliśmy ich kulturę totalnie od środka - opowiada Itrich.
Gdy niezbędna część wreszcie dotarła samolotem z Polski, rozpoczął się wyścig z czasem. Rozłożyli skrzynię biegów na części pierwsze i naprawiali ją wspólnymi siłami od czwartej rano do późnych godzin popołudniowych. Kiedy w końcu udało się złożyć maszynę, musieli błyskawicznie pokonać kolejne 400 kilometrów dojazdówki, by kierowca mógł o 3:30 w nocy wystartować do liczącego ponad 900 kilometrów odcinka specjalnego.
To jednak nie był koniec problemów technicznych. Dakar testuje wszystkie pojazdy, nawet te, które jadą wyłącznie w celach serwisowych. W Porsche Cayenne, którym podróżowała ekipa z Bytowa, rozpadła się podpora wału napędowego. Ogromne wibracje uniemożliwiały jazdę z prędkością większą niż 30 kilometrów na godzinę. Zamiast się poddawać, Krystian i Adam dokonali karkołomnej naprawy na środku szczerej pustyni. Używając prowizorycznych materiałów i opasek zaciskowych, zdołali usztywnić wał na tyle, by bezpiecznie dotrzeć do mety. To właśnie podczas takich nocnych postojów w głuszy doświadczyli magicznego widoku gwieździstego nieba, nieskalanego najmniejszym zanieczyszczeniem światłem.
- W Polsce pewnie bym tego nie naprawił, tylko zamówił nową część. Ale tam byłem w szczerym polu, gdzie nie ma części do Porsche. Wczołgaliśmy się pod samochód, Adam podawał klucze i wspólnie zrobiliśmy prowizorkę, która dowiozła nas do celu. To niesamowite, jak takie sytuacje odblokowują głowę i przełamują bariery. A w nocy, gdy zatrzymaliśmy się daleko od cywilizacji, spojrzeliśmy w niebo. Bez świateł, bez smogu. To było najpiękniejsze niebo, jakie widziałem w życiu - opowiada.
Wyjazd obfitował również w momenty, które na zawsze zapisują się w pamięci fana motoryzacji. Podczas jednej z asfaltowych dojazdówek, jadące niespełna 95 km/h serwisowe Porsche zostało w bardzo zwolnionym tempie wyprzedzone przez rajdową Dacię. Kiedy ekipa spojrzała w bok, okazało się, że wyprzedza ich sam Sebastien Loeb, dziewięciokrotny rajdowy mistrz świata. Wymiana spojrzeń z legendą to idealne podsumowanie tego niesamowitego wyjazdu. Krystian Itrich wrócił do Bytowa bogatszy o bezcenną wiedzę, a w jego garażu już czeka samochód, który krok po kroku przygotowuje do startu. Następnym razem na celowniku jest już rola kierowcy.
[ZT]4812[/ZT]
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Pięćdziesiątka, której długo nie zapomni?
Brawo Policja, postawa godna naśladowania.
@
14:09, 2026-03-01
AWANTURA w markecie. Znana jest przyczyna rozpylenia ga
No to Łaszcz błysnął, jak zawsze zresztą.
Zenek
11:26, 2026-03-01
Pięćdziesiątka, której długo nie zapomni?
Brawo policjanci 🥲👍
.....
10:51, 2026-03-01
Dramatyczne sceny pod Lidlem. 17-latka potrącona
Może warto zamontować tam jakieś lampy. To przejście jest ciemne, nie widać osób wchodzących na nie. Zwłaszcza jak są ubrane na ciemno. Może warto się zainteresować co na ten temat twierdzi zarządca. Musi dojść do tragedii aby Urzędnicy zaczęli myśleć (lub ratować własną d...).
MIESZKANIEC
10:45, 2026-03-01