Zamknij
REKLAMA

SKANDAL w Sierznie! 22 psy na 7 m2 i brudne dzieci w przyczepie

16:43, 03.02.2020 | M.W.
REKLAMA
Skomentuj

Skandal w Sierznie pod Bytowem. Przez kilka miesięcy nikt nie zajął się osobliwymi przybyszami z Czech, chociaż zachodziło uzasadnione podejrzenie, że u koczujących na prywatnej posesji ludzi w straszliwych warunkach przetrzymywane są nie tylko 22 psy - rasowe wyżły weimerskie - ale i ich dzieci w wieku 12 lat (dziewczynka) i 14 lat chłopiec. Gdy sprawa wyszła na jaw, służby podobno chciały załatwić ją w najprostszy sposób. Czesi mieli zabrać psy i dzieci opuszczając jak najszybciej gminę Bytów. Nie udało się tylko dzięki szybkiej reakcji osób wyczulonych na los zwierząt i dzieci. W tle są decyzje urzędowe wiceburmistrza Mateusza Oszmańca wysyłane… SMS-em oraz policja i MOPS oskarżani o brak właściwej reakcji. To co wydarzyło się w Sierznie, to się po prostu w głowie nie mieści! 

Poniżej VIDEO - zeznania świadka Daniela Kuchty, u którego mieszkają Czesi z psami. Więcej faktów w tekście na portalu www.ibytow.pl, a wkrótce ciąg dalszy w Telewizji Superstacja.

Przybysze z Czech przyjechali najpierw do wsi w powiecie człuchowskim. Przebywali tam przez około 5 miesięcy. Mieli wówczas ok. 30 psów. Wszystkie trzymali w wynajmowanym domu. Gdy przestali płacić, właściciel próbował ich wyeksmitować. Po ciężkich bojach, gdy wezwał stowarzyszenie prozwierzęce, nieoczekiwanie czeskie małżeństwo wraz z dziećmi i psami... ulotniło się. Przepadli bez śladu, nie płacąc. Zostawili po sobie zdewastowany dom.

- Sądziłem, że uciekli za granicę, a w piątek dowiedziałem się, że zlokalizowano ich w Sierznie. Wszyscy zaczęli mówić o przetrzymywanych w fatalnych warunkach psach, nawet po dwa wyżły w ciasnych klatkach, w których psy nie mogły się nawet obrócić, ale zapomniano o ich dzieciach. To jest dopiero temat! Były zaniedbane i dziwne. Zgłaszałem to naszej człuchowskiej policji, ale nie reagowali - opowiada. 

W ubiegłym tygodniu sprawa nabrała tempa, gdy skontrolowano ich na wynajmowanej posesji w Sierznie pod Bytowem. Okazało się, że mają 22 wyżły zgromadzone w ciasnych klatkach na pace białego busa. Cała zajmowana przez nie powierzchnia to ok. 7 m. kw.! Zdziwiłby się jednak ten, kto by pomyślał, że to nielegalna hodowla. Firma jest zarejestrowana w bazie międzynarodowego związku kynologicznego FCI. Każdy dorosły pies jest zaczipowany. Nie zmienia to faktu, że psy były niedożywione i odwodnione.

- To fabryka psów. Oni rozmnażali je w tym busie i sprzedawali w okolicy publikując ogłoszenia na portalach internetowych. W ubiegłym tygodniu służby zajęły się tym, ale uważam, że w niewłaściwy sposób. Urząd Miejski nie wydał żadnej konkretnej decyzji. Psy kazano dostarczyć tymczasowo do hotelu dla zwierząt pod Człuchowem, aby poprawić ich stan zdrowia, a następnie zdecydowano, że właściciele mogą je odebrać. Wiceburmistrz Bytowa poinformował o tym właścicielkę hotelu SMS-em! Takich spraw w taki sposób się nie załatwia. Psy powinny być zatrzymane na czas postępowania policyjnego. Zapomniano też zupełnie o dzieciach, albo nie chciano tego widzieć. Tam to dopiero jest tragedia! Gdyby to była polska rodzina, za koczowanie z dziećmi zimą w takich warunkach, z tyloma psami bez dostępu do bieżącej wody, odpowiednie służby już by im dzieci zabrały! - komentuje świadek tych zdarzeń.

Słowa te potwierdza były weterynarz powiatowy Łukasz Kisielewski, który badał zwierzęta po tymczasowym odebraniu ich w minionym tygodniu.

- Psy były przetrzymywane w metalowych klatkach, stojąc bezpośrednio na kratach - podkreśla Kisielewski. - Wszystkie były w kondycji średniej lub złej. Odwodnione i niedożywione.

W sprawę zaangażowany został powiatowy lekarz weterynarii. Zalecił on tymczasowe odebranie zwierząt. Bezpośrednio realizował to wiceburmistrz Mateusz Oszmaniec, który kazał dostarczyć psy do hotelu dla zwierząt pod Człuchowem.

- To jest jakaś abstrakcja, bo takich spraw w taki sposób się nie załatwia. Na domiar złego skupili się wyłącznie na psach, a na dzieciach już nie - zauważa weterynarz Kisielewski.

Co ważne, przetrzymywane w busie i w przyczepie kempingowej psy to rasowe wyżły weimerskie z rodowodami. Jeden kosztuje ok. 5-6 tys. zł. 

- Oni je wręcz produkują wytwarzając, jeśli tak to można nazwać, po kilkanaście szczeniaków miesięcznie - komentuje Kisielewski.

To on badał te zwierzęta krótko po odebraniu. Jego zdaniem nie można tu mówić o dobrym stanie zdrowotnym. Uważa, że to sprawa karna.

- Zacznijmy od tego, że po kontroli urzędu miejskiego i powiatowego lekarza weterynarii nie wydano żadnego dokumentu. Jedynym dokumentem jest umowa zawarta pomiędzy hotelem dla psów, a ich właścicielami. Dla nich to czysta sytuacja. Na tej podstawie mogą odebrać swoje psy, a wiceburmistrz sms-em już poinformował właścicielkę hotelu o możliwości wydania psów. Co to jest sms? Powinna być decyzja urzędowa - zauważa Kisielewski. - Nawet jeśli taki dokument przez wiceburmistrza zostanie wydany, to jest jeszcze rozporządzenie 1/2005. Mamy tu przewożenie zwierząt w celach komercyjnych, w związku z prowadzoną działalnością zarobkową, więc środek transportu musi mieć zatwierdzenie. To jest obowiązkowe. Wydaje się takie decyzje co do przewozu wszystkich kręgowców. Ten samochód zezwolenia nie ma, więc na jakiej podstawie ma im być wydana decyzja o możliwości odebrania zwierząt? Nie wyobrażam sobie transportu zwierząt w takich warunkach i nie wyobrażam sobie, że ktoś zdecyduje się aby na coś takiego pozwolić.

Podkreśla on, że po interwencji wiceburmistrza Oszmańca i powiatowego lekarza weterynarii podobno nie ma żadnego oficjalnego dokumentu. Nikt nie zająknął się też o dzieciach przetrzymywanych zimą w przyczepie kempingowej. Tak jakby ich tam nie było.

- Psy może mogłyby być wydane, ale do czasu uzyskania pozwolenia na transport zwierząt. Łatwe dla nich by to nie było, bo taki specjalistyczny samochód kosztuje nawet 0,5 mln zł - dodaje weterynarz Kisielewski. 

W minionym tygodniu Czesi mieli w busie 16 dorosłych psów i 6 szczeniaków. Nieoczekiwanie, po tym jak im je zabrano, już drugiego dnia zadzwonili do hotelu dla zwierząt informując, że… wiceburmistrz Oszmaniec wydał im zgodę na oddanie zwierząt. Właścicielce hotelu wysłał sms-a z taką informacją. Gdy informacja ta dotarła do Radosława Waszkiewicza ze stowarzyszenia Buba, lokalnej organizacji prozwierzęcej, postanowił zainterweniować. Jego zdaniem postępowanie wiceburmistrza jest w tej sprawie wręcz skandaliczne!

- Ta sprawa ma drugie dno. Możemy podzielić ją dwa etapy, przed i po. Przed, czyli prawidłowo przeprowadzona interwencja przez Powiatowego Lekarza Weterynarii, który w porozumieniu z urzędem miasta, policją i miejscową organizacją, zabezpiecza psy w trybie administracyjnym. Psy trafiają do ośrodka o wysokim standardzie utrzymania. Wszyscy są zadowoleni i biją brawo. Niestety, radość nie trwa długo, bo zaledwie 22 godziny. Otrzymujemy informację, że postępowanie jest zamknięte, a psy mają zostać zwrócone właścicielowi. Ta informacja brzmi tak kuriozalnie i niewiarygodnie, że zaczynamy szukać jej potwierdzenia. W ośrodku, w którym zostały umieszczone zwierzęta, dowiadujemy się, że jest taka decyzja, a właściciel już zadeklarował odbiór psów - opowiada Radosław Waszkiewicz. - Z uwagi na fakt, że informacja o wydaniu zwierząt wpłynęła również do redakcji portalu iBytow.pl i do Gazety Miasteckiej, postanowiliśmy wspólnie zająć się sprawą. Pomimo tego, że był to piątek i późne godziny wieczorne, staramy się poruszyć niebo i ziemię aby znaleźć jakiekolwiek racjonalne uzasadnienie tej decyzji. Nikt oficjalnie nie chce mówić o tej sprawie, niemniej w rozmowie przewija się wątek rzekomej poprawy warunków bytowych. To ponoć miało skłonić powiatowego do zmiany decyzji. Z medialnych wypowiedzi powiatowego lekarza wynikało wprost, że nie ma on zastrzeżeń co do kondycji i stanu zdrowia psów. Pozwolę sobie zacytować fragment jego wypowiedzi: Kondycyjnie może nie było rewelacyjnie, ale nie było oznak wyniszczenia organizmu… Niestety, ta opinia nijak się ma do raportu lekarza, który badał psy tuż po tym jak trafiły do ośrodka. Udało się nam zdobyć kopię tego zaświadczenia. Raport wprost stwierdza, że na 22 psy, które zostały przebadane, tylko 2 nie budzą zastrzeżeń, a kondycja pozostałych 20 jest średnia, bądź zła. Część osobników była mocno wychudzona z wyraźnie widocznymi żebrami, kręgosłupem czy kośćmi miednicy. Zebrane przez nas informacje stawiają tę sprawę w bardzo niejasnym świetle. Już sam fakt zgody na wydanie zwierząt, na tym etapie, jest po prostu niezgodny z prawem. Wdrażając tryb administracyjnego odbioru zwierząt właścicielowi, władnym do wydania takiej decyzji jest tylko sąd. W tej sprawie policja prowadzi postępowanie sprawdzające. Sprawa jest rozwojowa, co rusz pojawiają się nowe wątki. Coraz bardziej niejasna jest postawa Urzędu Miasta w Bytowie. Cały czas próbujemy zapobiec wydaniu zwierząt. Nie wykluczam pilnego powiadomienia prokuratury, samorządowego kolegium odwoławczego oraz NIK.

Wiceburmistrz Mateusz Oszmaniec nie znalazł dla nas czasu w poniedziałek. Umówiliśmy się na środę. Podobno do tego czasu, we wtorek, psy mają być wydane. 

- Byłaby to karygodna decyzja, a ponadto jakim cudem miałyby pojechać takim pojazdem, jaki właściciele posiadają? To zwykły bus. Pierwsza lepsza kontrola drogowa i już dalej nie pojadą. Tu potrzebny byłby specjalistyczny pojazd do przewożenia takiej ilości psów - zauważa Waszkiewicz.

A dzieci? No właśnie. Jest jeszcze sprawa dzieci. Właściciel posesji już 4 listopada zgłaszał tę sprawę policji, a później fatalne warunki bytowe zgłosił do MOPS.

- Dzielnicowy przyjechał, spisał notatkę i odjechał. Nie było dla nich żadnych konsekwencji. W MOPS usłyszałem, że nie zajmą się tymi dziećmi, bo one są z zagranicy, jakby to miało jakieś znaczenie. To są dzieci! Zaniedbane, śmierdzące, brudne w przyczepie z kilkudziesięcioma psami! Ludzie! Co wy robicie?! - pyta Daniel Kuchta, właściciel posesji w Sierznie. - Sam po kilku tygodniach zwątpiłem czy mam rację, skoro policja i MOPS nie widzieli niczego złego w postawie tych Czechów wobec dzieci i ich psów. Wraz z żoną postanowiliśmy udostępnić tym dzieciom prysznic, raz w tygodniu. Płakać nam się chciało gdy je widzieliśmy. Byliśmy bezsilni. Dobrze, że wy się tym zajęliście. Tym ludziom nie może to przejść bezkarnie!

Co ciekawe, Kuchta podobno usłyszał od wiceburmistrza Oszmańca sposób na rozwiązanie problemu.

- Powiedział mi żebym wypowiedział im umowę wynajmu podwórka, to sami wyjadą. Wyobraża to pan sobie?! Pojadą i problemu nie będzie. Razem z tymi dziećmi i psami! Za coś takiego prokurator im wszystkim powinien dobrać się do d…! 

To jednak nie wszystko. Więcej już wkrótce na portalu www.ibytow.pl i za kilka dni w telewizji Superstacja. Przygotowujemy reportaż z dodatkowymi szokującymi wątkami. Postaramy się też zdobyć wyjaśnienia wiceburmistrza Oszmańca, przedstawicielki MOPS i bytowskich organów ścigania. Ciekawi nas też stanowisko Polskiego Związku Kynologicznego, wszak Czesi podpierają się certyfikatami wydanymi przez FCI.

Chcesz być na bieżąco? POLUB iBytow.pl na Facebooku - KLIKNIJ!

[ALERT]1580744472255[/ALERT]

 

(M.W.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (3)

jerzy T.jerzy T.

8 2

Pan K.....ta ze Sierżna to niesamowity bohater. ciekawe dlaczego od razu tego faktu nie zgłosił. Pewnie dopóki kasa była od przybyszów z południa to wszystko było OK. Kto miał z nim do czynienia to wie o czym mówię OSZOŁOM i tyle. 09:06, 04.02.2020

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

No-KaNo-Ka

0 0

Jerzy T. niech pan nie pisze bzdur! Skoro pan zna sprawe, to czemu pan nie interweniowal? Najlepiej kogos opluc! Zenada! 12:36, 09.02.2020


oldcapoldcap

0 0

to jakiś oszołomaniec czy on nadal jest vice..... 06:36, 10.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© ibytow.pl | Prawa zastrzeżone