To miały być zwykłe, spokojne godziny przy planowaniu kolejnego tygodnia. Zamiast tego był alarm, błysk ognia na podglądzie z kamery, nerwowa jazda do firmy i walka o to, by płomień nie dostał się do silosu z trocinami. W zakładzie MILONI w Strudze (gm. Parchowo) doszło do bardzo groźnej sytuacji, która mogła skończyć się dramatem. Dzięki szybkiej reakcji właściciela firmy Mateusza Nowotnika i błyskawicznej interwencji strażaków udało się jednak uratować zakład produkcyjny.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Najwięcej emocji budzi dziś nie tylko sam pożar, ale także to, jak szybko na miejscu pojawili się druhowie z OSP Pomysk Wielki i pozostali strażacy.
::event{"type":"landscape","item":"925"}
OGIEŃ W STOLARNI NIE DAJE CZASU NA BŁĘDY
Mateusz Nowotnik nie ma wątpliwości, że zagrożenie było bardzo poważne.
– Ogień w stolarni zawsze jest groźny. Trudno to ocenić po fakcie, bo szybko udało nam się to zgasić, ale w takiej sytuacji naprawdę liczą się sekundy – mówi właściciel firmy MILONI.
Największy niepokój budziło to, że ogień mógł cofnąć się z podajnika do silosu pełnego trocin stojącego tuż przy hali produkcyjnej.
– A wtedy silosu w zasadzie się nie gasi. Silosy wybuchają i gasi się wszystko dookoła – podkreśla Mateusz Nowotnik.
W zakładzie, który produkuje przede wszystkim stoły klasy premium z dębu, a także inne twarde meble, taki rozwój wydarzeń mógł oznaczać ogromne straty, a nawet utratę dorobku wielu lat pracy.
ZOBACZYŁ PŁOMIEŃ NA KAMERZE I NATYCHMIAST RUSZYŁ DO FIRMY
Wszystko zaczęło się od niepokojącego sygnału z aplikacji pieca. Chwilę później właściciel uruchomił podgląd monitoringu. To właśnie wtedy na kamerze w kotłowni zauważył błyski ognia we wzierniku zasobnika trocin.
Nie czekał ani chwili. Pojechał do firmy, wbiegł do kotłowni i jeszcze przed przyjazdem strażaków próbował opanować sytuację. Przez klapę rewizyjną wlał kilkadziesiąt litrów wody, a równocześnie zadzwonił pod numer alarmowy 112.
– Pyły drzewne są wybuchowe. Czasami wystarczy podmuch i robi się z tego chmura ognia. Dlatego wolałem od razu dzwonić po strażaków, żebyśmy to razem otworzyli, zalali i sprawdzili – relacjonuje.
PREZES OSP: TO NIE BYŁO 10 MINUT. TO BYŁO JESZCZE SZYBCIEJ
W swoim wpisie właściciel firmy wyliczył, że od telefonu na 112 do przyjazdu pierwszego zastępu minęło około 10 minut. Prezes OSP Pomysk Wielki Jan Treder zwraca jednak uwagę, że faktyczny czas reakcji jednostki był jeszcze krótszy.
– To nie było 10 minut, tylko około 8 minut od momentu powiadomienia. Te dwie minuty uciekają jeszcze zanim informacja do nas dotrze. Mogę powiedzieć, że było jeszcze szybciej – mówi Treder.
Jak podkreśla, w jednostce obowiązuje bardzo prosta zasada: po uruchomieniu syreny nie ma miejsca na zwłokę.
– Jeszcze się nie zdarzyło, żebyśmy od momentu włączenia syreny wyjeżdżali później niż po trzech minutach. Trzy minutki maksymalnie i jesteśmy w drodze – zaznacza prezes OSP Pomysk Wielki.
To właśnie robi największe wrażenie. W praktyce oznacza to, że druhowie w kilka chwil muszą przerwać wszystko, czym się zajmują, dotrzeć do remizy, ubrać się, zająć miejsca w wozie i wyjechać do akcji.
RZUCAJĄ WSZYSTKO I JADĄ RATOWAĆ
Jan Treder nie ukrywa, że dokładnie tak wygląda codzienność strażaków ochotników.
– Jeżeli jest alarm, uruchamia się syrena, a mamy jeszcze aplikację w telefonach. Jeżeli ktoś jest tam, gdzie nie słychać syreny, też dostaje powiadomienie i wybiera się do jednostki – mówi.
Do wyjazdu liczy się każda sekunda. Pierwsza szóstka, która zbierze się w remizie, wsiada do samochodu i rusza. Nierzadko chętnych do wyjazdu jest więcej.
– Często zdarza się, że mamy dwa pełne składy przed wyjazdem, bo tyle osób przyjeżdża w odpowiedzi na alarm – dodaje.
To pokazuje, że za skutecznością tej jednostki stoi nie przypadek, lecz ogromna mobilizacja i gotowość do działania o każdej porze.
– Czy to dzień, czy noc, święto czy nieświęto, jesteśmy dyspozycyjni. Jeszcze się nie zdarzyło, żebyśmy nie wyjechali – podkreśla Jan Treder.
TO NIE SĄ OBCY LUDZIE. TO SĄ SWOI
Mateusz Nowotnik zwraca uwagę także na jeszcze jeden ważny aspekt tej akcji. Do pomocy przyjechali ludzie, których zna od lat.
– To nie są obcy ludzie. To są nasi. Mamy dzieci w tych samych szkołach, spotykamy się, znamy się. Jak oni się pojawili, to była ogromna ulga. Człowiek od razu czuje, że jest w dobrych rękach – mówi właściciel MILONI.
W kryzysowej chwili taka obecność daje nie tylko realną pomoc, ale też psychiczne wsparcie.
– Jak pojawiają się strażacy i to są ludzie, których znamy, o których wiemy, że są fachowcami w swojej dziedzinie, to jest duża ulga. Psychicznie to też bardzo pomaga – dodaje.
Sam prezes jednostki przyznaje, że skala wdzięczności właściciela firmy zrobiła na nim duże wrażenie.
– Sam byłem zaskoczony tym podziękowaniem w internecie. Faktycznie jego zakład był w niebezpieczeństwie. Gdyby to się rozwinęło w duży ogień, straty byłyby bardzo duże – mówi Jan Treder.
I od razu zaznacza, że w przypadku zakładów stolarskich zagrożenie jest szczególne.
– Sama obróbka drewna, ta zawiesina pyłowa, powoduje, że przy takim pożarze zagrożenie jest bardzo duże. To może rozprzestrzenić się bardzo szybko – podkreśla.
NOWOCZESNY SPRZĘT I SPRAWNA AKCJA
Strażacy po przyjeździe nie tylko dogasili źródło zagrożenia, ale też dokładnie sprawdzili sytuację, m.in. przy użyciu kamer termowizyjnych. Kluczowe było upewnienie się, że ogień nie przeniósł się do silosu ani innych części obiektu.
– Oni byli przygotowani, zalali to wodą, zabezpieczyli wszystko kamerami termowizyjnymi, sprawdzili i akcja poszła bardzo sprawnie – mówi Mateusz Nowotnik.
Właściciel firmy nie ukrywa, że dzisiejsze wyposażenie strażaków robi ogromne wrażenie.
– Dzisiaj oni są super wyposażeni, przygotowani i tak powinno być. To są dobrze wydane pieniądze. Oni mają pomagać nam chronić życie i mienie, a bez sprawnych narzędzi nie da się tego dobrze zrobić – ocenia.
Po OSP Pomysk Wielki dojechały też kolejne jednostki – OSP Jasień, OSP Żukówko oraz Komenda Powiatowa PSP w Bytowie. Tym razem pełne rozwinięcie działań nie było już konieczne, ale wszystkie służby były gotowe do interwencji.
TA HISTORIA SKOŃCZYŁA SIĘ DOBRZE, BO KTOŚ ZAREAGOWAŁ NATYCHMIAST
Ogromną rolę odegrał monitoring, dzięki któremu właściciel w porę zauważył zagrożenie. Dziś w firmie wdrażane są już kolejne zabezpieczenia – nowe czujniki, dodatkowe powiadomienia i rozwiązania, które mają jeszcze szybciej alarmować o podobnych sytuacjach.
Ale ta historia ma jeszcze drugi, ważniejszy wymiar. Pokazuje, jak wielką wartość mają lokalne jednostki OSP. To nie jest dodatek do systemu bezpieczeństwa. To jego fundament.
Bo kiedy w zakładzie stolarskim pojawia się ogień, nie ma czasu na długie procedury. Liczy się szybkość, doświadczenie i gotowość do działania. W Strudze strażacy z OSP Pomysk Wielki, wspierani przez kolejne jednostki, pokazali, że właśnie na nich można liczyć wtedy, gdy stawką jest dorobek wielu lat, miejsca pracy i bezpieczeństwo ludzi.
Panowie strażacy – ten szacunek naprawdę nie jest na wyrost.
::news{"type":"see-also","item":"23649"}
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Lipnica ma pierwszego dyrektora nowego domu kultury
Co to do cholery jest? Mało urzędników mamy? Nie może tym się urząd albo biblioteka zajmować jak kiedyś? Rozumiem że jesteśmy tak bogaci zeby marnotrawić pieniadze? Tylko wtedy gdzie są te inwestycje, dróg mamy multum do remontu a za chwilę nie bedzie na utrzymanie urzędu, juz podatki podnieśliście i na co? Na to?
Japoer
08:04, 2026-04-03
Lipnica ma pierwszego dyrektora nowego domu kultury
Robta tak dalej marek to z tego Twojego wielkiego poparcia go.... zostanie wiem co mowie
Nikos
06:28, 2026-04-03
Lipnica ma pierwszego dyrektora nowego domu kultury
A kto jeszcze kandydował?
?
21:49, 2026-04-02
Lipnica ma pierwszego dyrektora nowego domu kultury
Tak patrzę i co widzę ? Oczywiście wszyscy wiedzą najlepiej, mają pozjadane wszystkie rozumy krytykują nie znając.. To tutaj typowe. Przykre.... Dyrektorowi życzę powodzenia i wiele energii.
Pan Patrzałka
21:24, 2026-04-02