Po publikacji tekstu o interwencji nad jeziorem Glinowskim do redakcji zadzwonił rybak, który brał udział w całym zdarzeniu. Nie ukrywa oburzenia i przekonuje, że został przedstawiony jak kłusownik, choć – jak podkreśla – działał legalnie na rzecz właściciela prywatnego jeziora, a problem dotyczył wyłącznie braku jednego dokumentu z Urzędu Marszałkowskiego.