Prokuratura Okręgowa w Słupsku wznowiła śledztwo dotyczące śmierci 32-letniego Bartłomieja Miecznikowskiego, do której doszło w maju ubiegłego roku w Zakładzie Karnym w Czarnem. Postępowanie zostało ponownie podjęte po złożeniu zażaleń na wcześniejszą decyzję o jego umorzeniu.
::news{"type":"see-also","item":"23561"}
Z końcem ubiegłego roku śledczy uznali, że zgromadzony materiał dowodowy nie wskazuje na popełnienie przestępstwa. Postępowanie umorzono wobec braku znamion czynu zabronionego. Decyzja ta nie była jednak prawomocna, ponieważ w ustawowym terminie zażalenia złożyła matka zmarłego oraz jej pełnomocnik procesowy.
W złożonych pismach wskazano m.in. na konieczność przeprowadzenia dodatkowych dowodów, w tym uzyskania opinii zespołu biegłych, który miałby ocenić prawidłowość pomocy medycznej udzielonej osadzonemu w dniu jego śmierci. Po ponownej analizie materiału dowodowego prokurator prowadzący sprawę zdecydował się wznowić postępowanie jeszcze przed przekazaniem zażaleń do sądu.
– Po podjęciu postępowania na nowo do dalszego prowadzenia, zostaną w nim zrealizowane czynności dowodowe, o przeprowadzenie których domagano się w złożonych zażaleniach, a także inne czynności zaplanowane przez prokuratora – komentuje prokurator Paweł Wnuk.
Podstawą wcześniejszej decyzji o umorzeniu była opinia biegłego z zakresu patomorfologii sporządzona po sekcji zwłok. Wynikało z niej, że bezpośrednią przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa, a do zgonu doszło bez udziału osób trzecich. Biegły wykluczył również, aby śmierć była następstwem urazu lub miała charakter gwałtowny.
– Biegły nadto w swojej uzupełniającej opinii stwierdził, iż w sprawie, że nie można określić przyczyny jego śmierci, a zgon pokrzywdzonego miał najprawdopodobniej podłoże czynnościowe, które nie pozostawiło żadnych uchwytnych wykładników morfologicznych w badaniach pośmiertnych – dodaje rzecznik słupskiej prokuratury.
Z kolei z opinii biegłego z zakresu badań histopatologicznych wynika, że przyczyną śmierci mógł być tzw. SUDEP, czyli nagła niespodziewana śmierć osoby chorej na padaczkę. Jednocześnie podczas sekcji zwłok oraz badań histopatologicznych nie stwierdzono makroskopowych ani mikroskopowych zmian urazowych bądź chorobowych.
Ustalenia śledczych wskazują, że w dniu śmierci Bartłomiej Miecznikowski dwukrotnie w ciągu dnia przechodził ataki przypominające napady padaczkowe i był diagnozowany przez lekarza zakładu karnego. Wieczorem doszło do trzeciego takiego ataku. Wówczas udzielono mu pomocy medycznej, a następnie podjęto czynności reanimacyjne.
– Przeprowadzone śledztwo dotychczas nie wykazało również, iż w związku ze śmiercią Bartłomieja Miecznikowskiego doszło do przekroczenia uprawnień, lub do niedopełnienia obowiązków przez jakiegokolwiek funkcjonariusza zakładu karnego, zarówno w zakresie sprawowanego nad nim nadzoru więziennego, jak i w zakresie zapewnianej mu opieki medycznej – podkreśla prokurator Paweł Wnuk.
Rodzina podważa ustalenia śledczych
Sprawa śmierci osadzonego od początku budzi duże emocje. Rodzina Bartłomieja Miecznikowskiego nie zgadza się z dotychczasowymi ustaleniami i domaga się dokładnego wyjaśnienia okoliczności jego zgonu. Bliscy twierdzą, że mężczyzna mógł zostać pobity przez funkcjonariuszy służby więziennej. Wskazują również na relacje oraz nagrania, które – ich zdaniem – mogą sugerować użycie wobec niego przemocy. Według rodziny na ciele zmarłego miały znajdować się siniaki i otarcia, a także obrzęk mózgu i płuc.
Wątpliwości dotyczą także zapisu z monitoringu. Media informowały wcześniej, że analizowane były nagrania z kamer w zakładzie karnym. Wskazywano m.in. na kilkudziesięciominutowy okres, w którym zapis z monitoringu miał być niepełny w czasie, gdy do celi osadzonego wchodziło wielu funkcjonariuszy. W sprawę zaangażował się Rzecznik Praw Obywatelskich. Tylko w zeszłym roku w Zakładzie Karnym w Czarnem zmarło 13 osadzonych.
Śledztwo prowadzi prokuratura okręgowa
Sprawa została przejęta do prowadzenia przez Prokuraturę Okręgową w Słupsku ze względu na jej wagę oraz duży oddźwięk medialny. W toku dotychczasowego śledztwa przesłuchano zarówno funkcjonariuszy służby więziennej, jak i współosadzonych przebywających w tym samym czasie w zakładzie karnym.
Do śmierci Bartłomieja Miecznikowskiego doszło 18 maja 2025 roku w Zakładzie Karnym w Czarnem. Mężczyzna odbywał karę 5 lat i 10 miesięcy pozbawienia wolności za przestępstwa narkotykowe – handel narkotykami – oraz przestępstwo przeciwko mieniu, czyli rozbój. Do odbycia kary został doprowadzony przez policję, ponieważ nie stawił się dobrowolnie w zakładzie karnym na wezwanie sądu. Wcześniej był już karany, m.in. za przestępstwa narkotykowe, za które odbył karę roku i 11 miesięcy więzienia. Łącznie w zakładzie karnym przebywał trzykrotnie i był uznawany za recydywistę penitencjarnego. W chwili śmierci miał 32 lata.
Aleksander Kapusta