Działacze Gryfa Słupsk podkreślają, że tak mocna obstawa policyjna była tylko na terenie powiatu bytowskiego. Po przejechaniu granicy do Słupska eskortował ich jeden radiowóz
Po pucharowym meczu w Studzienicach emocje nie skończyły się wraz z ostatnim gwizdkiem. Wręcz przeciwnie. W Gryfie Słupsk dziś nie mówi się tylko o boisku, ale przede wszystkim o tym, co wydarzyło się później. Działacze klubu twierdzą, że policyjna obstawa powrotu kibiców przypominała konwój zatrzymanych, a nie zabezpieczenie przejazdu grupy, która – jak podkreślają – przyjechała, obejrzała mecz i spokojnie wróciła do domu.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
::event{"type":"vertical","item":"951"}
Najmocniej wybrzmiewa zarzut o całkowitą niewspółmierność użytych sił i środków. W ocenie słupskiego klubu bytowska policja miała zareagować tak, jakby spodziewała się poważnych zamieszek, choć według uczestników wyjazdu nic takiego nie miało miejsca.
– Jeżeli są 133 etaty w Bytowie, a praca jest zmianowa, to myślę, że byli praktycznie wszyscy, którzy byli na zmianie, więc cały powiat był odsłonięty w zasadzie. Ja rozumiem, że musieli zająć się 50-tką kibiców ze Słupska, robi się konwoje, robi się obstawy meczów, ale uważam, że te siły i środki były zbyt wysokie. Tym bardziej, że zostało odkryte miasto i cała okolica – mówi Łukasz Jaworski, wiceprezes Gryfa Słupsk.
W klubie pada proste pytanie: jak realnym zagrożeniem musiał być jeden autokar kibiców, skoro do jego przejazdu zaangażowano tak duże siły, mimo że – jak relacjonują działacze – nie doszło do żadnej zadymy, starć ani prowokacji.
– Absolutnie nie było żadnej zadymy. Weszliśmy na stadion, mecz obejrzeliśmy i wróciliśmy do domu. Zero jakichkolwiek kibolskich przygód. Po prostu przyjechaliśmy i wyjechaliśmy. To była piłka nożna – podkreśla Jaworski.
NIE CHODZI TYLKO O LICZBĘ RADIOWOZÓW
Wiceprezes Gryfa zaznacza, że problem nie sprowadza się wyłącznie do liczby policyjnych samochodów czy obecnych funkcjonariuszy. Dużo poważniejszy miał być sam sposób potraktowania kibiców po zakończeniu spotkania.
– Tu był problem taki, że oni, moim zdaniem, działali niezgodnie z prawem. Nie pozwolili nam się zatrzymać, nie pozwolili nam jechać tą drogą, którą chcieliśmy. My chcieliśmy jechać na Dębnicę Kaszubską, a oni nas skierowali na drugą drogę. Kilka osób musiało później robić dodatkowe kilometry, bo nie wszyscy jesteśmy ze Słupska – relacjonuje.
Jak przekonuje, uczestnicy wyjazdu nie zostali wcześniej uprzedzeni, że powrót będzie odbywał się inną trasą niż przyjazd.
– Przyjechaliśmy jedną drogą, a z powrotem skierowano nas drugą. Nikt z nami nie rozmawiał na temat drogi powrotnej. Nie poinformowano nas o tym wcześniej. My nie jesteśmy workami ziemniaków i nie można nas przestawiać, jak się komu podoba – mówi.
W jego ocenie sprawa dotyka czegoś więcej niż tylko organizacji zabezpieczenia meczu. Chodzi również o granice ingerencji służb w swobodę poruszania się obywateli.
– Moim zdaniem złamane tu zostały podstawowe prawa konstytucyjne. Ja się nie godzę z tym, żeby policja w kraju, który jest wolny, decydowała o tym, gdzie ja mam chodzić i co ja mam robić – dodaje.
MÓWIĄ O ESKALOWANIU NAPIĘCIA
W Gryfie pada też zarzut, że działania policji nie wyciszały nastrojów, ale przeciwnie – mogły niepotrzebnie podnosić temperaturę całej sytuacji.
– Nie można było się nigdzie zatrzymać, czy za potrzebą fizjologiczną, czy do sklepu. Wprowadzanie takiego terroru powoduje agresję u zwykłych ludzi. My staraliśmy się wśród siebie niwelować emocje, ale to oni doprowadzali do tego, że mogła nastąpić eskalacja – twierdzi Jaworski.
Jak relacjonuje, szczególnie nerwowo zrobiło się wtedy, gdy w pewnym momencie ktoś wysiadł z pojazdu.
– Gdzieś się zatrzymaliśmy i ktoś wysiadł. I już się chcieli na niego rzucić. Dobrze, że młodzi wyciągnęli telefony i zaczęli to nagrywać – mówi.
W tle pojawia się też zarzut dotyczący zachowania funkcjonariuszy już podczas samej interwencji.
– Jeżeli wzywasz dowódcę i wszyscy udają, że go nie ma, jeżeli prosisz ich o to, żeby się wylegitymowali, a oni tego nie robią, to nie jest profesjonalne zachowanie. Nas wszystkich wylegitymowali, a siebie już nie – podkreśla wiceprezes Gryfa.
SPRAWA MA TRAFIĆ DO PROKURATURY
Słupski klub zapowiada, że na medialnych komentarzach może się nie skończyć. Z wypowiedzi Łukasza Jaworskiego wynika, że przygotowywane jest zawiadomienie o podejrzeniu przekroczenia uprawnień.
– Będziemy składali do prokuratury zawiadomienie o przekroczeniu uprawnień – zapowiada.
Jak zaznacza, nie chodzi wyłącznie o sam film z policyjnego przejazdu, który zaczął krążyć po sieci.
– To nie jest kwestia śmiesznego filmiku, że ktoś sobie za nami jechał. Kontekst jest dużo grubszy – mówi.
Jaworski przekonuje również, że w ostatnich latach w tej części regionu nie dochodziło do poważnych incydentów kibicowskich, które uzasadniałyby aż tak dużą mobilizację służb.
– Ja naprawdę nie pamiętam przez 20 lat, żeby tu się coś w okolicy działo. Nie ma czegoś takiego. My też tu jeździmy i normalnie się zachowujemy. Nie pamiętam, żeby gdzieś do czegoś doszło – zaznacza.
PORÓWNUJĄ TO Z INNYMI WYJAZDAMI
Działacze Gryfa zwracają uwagę, że mają doświadczenie w wyjazdach na mecze i widzieli już różne formy policyjnego zabezpieczenia. Według nich nawet przy dużo większych operacjach funkcjonariusze potrafili działać spokojniej i po prostu rozmawiać z kibicami.
– W tamtym roku jechaliśmy do Świnoujścia. Na granicy województw przejęła nas policja szczecińska, śmigłowiec nad nami leciał, trzy autokary jechały, ale nikt nam nie mówił, że nie możemy zjechać na MOP, zrobić przerwy czy coś zjeść. Panowie, wy sobie jedziecie, my was eskortujemy. A tutaj było zupełnie inaczej – mówi Jaworski.
I właśnie to porównanie najmocniej pokazuje, skąd bierze się oburzenie w słupskim klubie. Nie z samej obecności policji, ale z poczucia, że zwykły wyjazd potraktowano jak operację wysokiego ryzyka.
OBAWY PRZED MECZEM W BYTOWIE
W Gryfie już dziś słychać też niepokój przed kolejnym spotkaniem, które ma się odbyć w Bytowie w sobotę 25 kwietnia. Po wydarzeniach ze Studzienic w klubie pojawiają się obawy, że napięcie może wrócić.
– Obawiam się, jaka będzie prowokacja i jaki będzie później oddźwięk w mediach – mówi wiceprezes Gryfa.
Jak dodaje, jego zdaniem wystarczyłoby normalne, spokojne podejście i jasna komunikacja.
– Tak to działa. Wszyscy są ludźmi. Gdyby ktoś przyszedł i normalnie powiedział: słuchajcie, pojedziemy tędy, tu się zatrzymacie, to wszystko wyglądałoby inaczej – podkreśla.
POLICJA: NIE BYŁO INCYDENTÓW, A POWIAT NIE ZOSTAŁ BEZ OCHRONY
Stanowisko policji jest jednoznaczne. Dawid Łaszcz, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Bytowie, podkreśla, że podczas całego wydarzenia nie odnotowano wykroczeń ani incydentów z udziałem kibiców, a działania funkcjonariuszy miały służyć bezpieczeństwu wszystkich uczestników.
– Funkcjonariusze, realizując zabezpieczenie imprezy sportowej, dbali o bezpieczeństwo wszystkich uczestników wydarzenia – zarówno kibiców, zawodników, jak i osób postronnych – przekazuje Dawid Łaszcz.
Policja zaznacza, że działania nie ograniczały się wyłącznie do samego meczu, ale obejmowały również przejazd kibiców, a dobór sił i środków miał wynikać z bieżącej oceny ryzyka oraz wcześniejszych doświadczeń związanych z podobnymi sytuacjami.
– Podczas takich zabezpieczeń siły i środki są planowane adekwatnie do poziomu aktualnych zagrożeń oraz wcześniejszych incydentów z kibicami, a liczna obecność policjantów ma na celu zapobieganie ewentualnym niebezpiecznym zdarzeniom – zaznacza rzecznik.
To ważny fragment tej odpowiedzi, bo odnosi się wprost do zarzutu, że policyjna mobilizacja miała „odsłonić” Bytów i powiat bytowski. Policja temu zaprzecza.
– Chcę dodać, że pomimo skierowania do tego zabezpieczenia patroli, ciągłość służby na terenie Bytowa oraz powiatu bytowskiego była zachowana, a interwencje były realizowane – podkreśla Dawid Łaszcz.
Rzecznik dodaje również, że komenda nie posiada nagrań z przebiegu prowadzonych działań. Zaznacza przy tym, że decyzje podczas takich operacji są podejmowane na bieżąco przez dowodzących, w zależności od charakteru zdarzenia i pojawiających się informacji.
– Działania Policji każdorazowo dostosowywane są do charakteru zdarzenia, posiadanych informacji oraz oceny ryzyka, a decyzje podejmowane są na bieżąco przez kierujących działaniami – przekazuje rzecznik bytowskiej komendy.
Wcześniej Dawid Łaszcz zapowiadał również, że jeżeli do prokuratury wpłynie zawiadomienie w tej sprawie, to policja nie będzie prowadzić publicznej polemiki, ponieważ dalsze stanowisko będzie należało już do organów prowadzących postępowanie.
Dodaje też, że osoby mające wątpliwości co do działań funkcjonariuszy mogą skierować sprawę na drogę formalną.
– Jeżeli panowie mają wątpliwości co do pracy policjantów bądź podejrzewają przekroczenie uprawnień, to mogą złożyć zawiadomienie. I wtedy się prokurator do tego odniesie – zaznacza.
Dziś sprawa wygląda więc na otwarty konflikt między działaczami Gryfa Słupsk a bytowską policją. Jedna strona mówi o pokazie siły, ograniczaniu swobody przejazdu i niepotrzebnym podgrzewaniu emocji. Druga odpowiada, że nie odnotowano incydentów, zabezpieczenie było planowane adekwatnie do oceny ryzyka, a ciągłość służby w powiecie została zachowana.
::addons{"type":"alert"}
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Rozwój Plus czy wielki rozłam? Na prawicy wrze
PiS = prawica, przecież to nieprawda. PiS to klasyczna KATOLEWICA!
bubu
09:08, 2026-04-23
Dachowanie skorodowanej Toyoty
Pewnie perełeczka z Bojano 🤣
Toyota
07:02, 2026-04-23
Dachowanie skorodowanej Toyoty
Tu trzeba powołać komisję śledczą i sprawdzić gdzie był robiony przegląd, i tu komisja śledczą by miała pole popisu a że rządzi platforma to mamy efekty specjalne jakie mamy czyli marne ja to wam mówię, wasz ekspert od spraw życiowych a wiem co mówię bo z nie jednego pieca chleb jadłem, tylko że nikt mnie nie chce słuchać bo każdy ale to każdy udaje mądrzejszego od siebie, dodam jeszcze że ostatnio chamskie i beszczelne komentarze były pisane w moją stronę, mam to gdzieś, możecie mnie wyzywać, krytykować, obgadywać, możecie dać kciuk w górę lub w dół, możecie mnie opluwać, mam to gdzieś a krytykantom powiem jedno, kto choć raz trochę mnie posłucha to na pewno ale to na pewno nie będzie zimą w dziurawych butach chodził.
Olek kapusta
20:36, 2026-04-22
Dachowanie skorodowanej Toyoty
Pieczątka za 150 złotych się należy
Pawlak
18:20, 2026-04-22