Zamknij
REKLAMA

III Festiwal Podróżniczy w ramach programu Otwarty Bytów

23:49, 27.07.2021 | Z.P.
Skomentuj
REKLAMA

Wielokulturowe dni podróży prezentowane na dziedzińcu bytowskiego zamku oraz w sali portretowej w tym roku nie cieszyły się wielką popularnością. W piątek po prezentacji Lilianny Poszumskiej i Arkadiusza Wójcika „Kamperem po Hiszpanii” oraz fascynującej opowieści rodziny Łopacińskich „à la kamperem po Francji” na scenie wystąpił zespół „Seksbomba” w muzycznej prezentacji podróży dookoła świata z całkiem ciekawą i pięknie wykonaną muzyką, a przed sceną zasiadał tłum widzów w łącznej liczbie… cztery osoby.

W sobotę 24 lipca w drugim dniu festiwalu od godz. 14.00 w sali portretowej rozpoczęły się prezentacje Anity Pogorzelskiej - Przekraczając granice cywilizacji – ostatni kanibale (Papua). Bardzo ciekawe ocena swoich podróży i przepiękne zdjęcia oraz doskonały warsztat dziennikarski.

[FOTORELACJA]111[/FOTORELACJA]

Kolejną podróżniczka była Magdalena Brzezińska w prezentacji - Magia północno-wschodnich Indii. 

Jak rozpoczęła się pani przygoda z miłością do podróżowania?

To dzięki mojemu ojcu, który pochodzi z Gliśna Wielkiego w gminie Tuchomie, wielki pasjonat fotografowania i właśnie w późnych latach 70., gdy wszyscy tylko śnili o podróżowaniu, on wyjechał do Indii i tak to się stało, że powoli zaszczepił mi pasję do poznawania innych krajów.

Z tego co pani prezentuje na swoim blogu www.rajzefiber.com.pl wynika, że piękna i jednocześnie filigranowa dziewczyna samodzielnie podróżuje po świecie. Czy nie boi się pani?

Zanim zacznę swoje wojaże muszę się przygotować. Trzeba poznać zwyczaje, które można spotkać w tych miejscach, do których się udajemy i wiele innych spraw. Niestety trzeba poznać i się do nich zastosować,

Wiele znakomitych zdjęć można zobaczyć na pani blogu, z zawodu fotograf?

Nie, jestem biologiem, a zdjęcia robię prawie zawsze małym aparatem kompaktowym. Z lustrzankami jest wiele zamieszania, często biorą mnie za dziennikarkę, a za tym idą większe obostrzenia.

Jakie dalsze plany życiowe?

Po dziesięciu spotkaniach z Indiami zamierzam poznać ten kraj i jego kulturę w większym wymiarze. Często spotykam ludzi w ich fascynującym świecie i wtedy wszystkie zmysły jednocześnie dostarczają ogromną dawkę szczęścia w ujęciu zapisanym u polskich poetów Krasińskiego i Mickiewicza.

Późnym popołudniem Dariusz Metel prezentował panel “Podróż nie tylko po jeden uśmiech - Filipiny”.

Bydgoszczanin z zawodu kiepski technik elektryk, jak o sobie mówi, z zamiłowania podróżnik. Aktualnie pracuje na psychiatrii w Centrum Medycznym Gizińscy w Bydgoszcz. Członek kapituły Bydgoskiego Festiwalu Podróżnicy, współorganizator Bydgoskiego Klubu Podróżnika. Od 2004 zakochany po uszy w Azji południowo-wschodniej.

Każdy z nas ma swój raj na ziemi, czasami blisko domu, a czasami 10 tys. km od Polski - tym rajem dla Dariusza są Filipiny. Jest takie miejsce na świecie gdzie domem jest cmentarz i gdzie ludzie bogatsi przekazują swój “dom” grobowiec innym, biedniejszym. To dla nich Darek organizuje już po raz IV akcję pod nazwą “Twoje serce dla dzieci z Filipin”.

W każdą podróż zabiera ze sobą plecak, pełen pamiątek z Polski. Zawsze powraca z plecakiem pełnym uśmiechu i pamiątek z kraju, który odwiedził. Podróżując warto pomagać innym. Dlaczego? Bo tylko wtedy można poczuć się spełnionym i szczęśliwym podróżnikiem. Jego motto: “Kto podróżuje, ten dwa razy żyje”. Dlaczego właśnie Filipiny?

- Myślę, że jeżeli moje zdjęcia i relacja z pobytu na Filipinach odda charakter tych miejsc i każdy choć troszeczkę zastanowi się nad tym małym fragmentem świata, to już jest mój sukces.

Wieczorem na scenie rozpoczęła się wojna kulinarna z degustacją publiczności. Kucharskie możliwości prezentowali podróżnik Wojciech Łopaciński i szef kuchni w bytowskim zamku Zbigniew Paluch. Na niezbyt okazałym stole, bo dania przygotowane były wcześniej, Wojciech pokazał jak przygotowuje się gazpacho.

- Nie wymaga gotowania i jest podawana na zimno (jeśli nie ma czasu na jej schłodzenie, można dorzucić kostki lodu). Składa się zazwyczaj z surowych warzyw, octu i oliwy z dodatkiem rozmoczonego chleba - mówi Łopaciński. 

Dosyć szybko kroi pomidory. Widać, że w kuchni troszeczkę popracował.

- Jednak papryka w niektórych przepisach jest palona do czarnego koloru, później spalenizna jest zdrapywana, a następnie miksowana z resztą składników. Niegdyś składniki gazpacho krojone były ręcznie, obecnie zazwyczaj do ich rozdrobnienia używa się miksera. Do zupy często podaje się umieszczone w osobnych miseczkach dodatki (np. okruchy chleba, drobno pokrojone warzywa, jajka, szynkę, oliwki czy orzechy), które można według uznania samemu dorzucać do zupy, Pamiętajcie koniecznie dodajemy oliwę z oliwek.

Szef kuchni z Bytowa Zbigniew Paluch: - Oliwa z oliwek to drogi Wojciechu produkt przereklamowany. Najlepszy olej to rzepakowy i ma zdecydowanie więcej witamin. 

W tym momencie zaobserwowaliśmy duże oczy i jakąś nieciekawą minę, z ciekawością patrzmy na Zbigniewa. - Ja też trochę podróżowałem, oczywiście kulinarnie - dodał bytowianin.

W trzecim dniu festiwalu prezentacje rozpoczęły się w samo południe. Co prawda sala portretowa nie pękała w szwach, ale warto było posłuchać podróżników.

Wyprawa na Ararat 5137 m. - przedstawili Jarosław Lis i Marek Dittmann.

Jarosław Lis, urodzony w 1971 r. w Krakowie, lekarz specjalista ortopeda - traumatolog z Torunia. Absolwent Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Od 40 lat na górskim szlaku, ponad 30-letnie doświadczenie w organizowaniu rajdów po polskich górach. Zdobywca Korony Gór Polski. Uczestnik wejść na m.in. Illiniza Norte (5126 m), Ararat (5137 m), Kilimandżaro (5895 m), Corazon (4790 m). Z zamiłowania kajakarz - również na wodach górskich. 

Marek Dittmann - urodzony w 1958 torunianin jest absolwentem Technikum Gastronomicznego. Potomek flisaków przemierzających szlaki wodne od Berlina po Kaliningrad. W latach 2013/2014 w samotnym rajdzie dookoła Ziemi pokonał w ciągu roku 46000 km na rowerze. Zdobywca Korony Gór Polski. Uczestnik wyprawy na Ararat (5137 m). Zapalony kajakarz. Dobry duch każdego wyjazdu – niezależnie dokąd, z kim i w jakich okolicznościach. Uwaga, zaraża … optymizmem. 

“Spowiedź Hana Solo. Byłem przemytnikiem w Indiach” to książka Cezarego Borowy, który swoje podróżowanie rozpoczynał w 1986 r.

Tytuł mojej książki dotyczył oczywiście tamtego okresu. Moja przygoda była zdecydowanie trudniejsza. Jeżeli młody człowiek chciał coś zrobić nieszablonowego, to trzeba było uciekać z Polski.

A jak pan zdobył fundusze na nielegalną eskapadę za granicę?

Na pierwszy etap ucieczki zarobiłem w kraju, tuż po ukończeniu SGGW wykonywałem pracę dla ogrodników i zaoszczędziłem ok. 300 dolarów. Miałem pierwsze pieniądze na pobyt w Londynie, potem za granicą pracowałem na „czarno”, czyli łamałem prawo. Nazywam te rzeczy po imieniu, nie jestem hipokrytą. Po prostu nazywam to przemytem

Jak to przemytem?

Nikt z nas wtedy tak tego nie nazywał, to był można powiedzieć sport narodowy Polaków, czyli wyjazdy na handel. Był nawet taki dowcip, że nasi nie jeżdżą na wczasy za granicę, bo ich nie stać, ale jeździli handlować, bo to był zarobek. Szczęśliwie dotarłem do grupy ludzi, którzy ten proceder robili na trasie Singapur – Indie i tam się nieźle zarabiało. Handlowało się elektroniką nie płacąc cła i dlatego w tytule mojej książki mówię troszeczkę prowokacyjnie o przemycie.

Doskonałe zdjęcia prezentuje pan w swojej książce. Czy było jakieś przygotowanie zawodowe?

Hmm… dziękuję, ale to chyba jakiś przypadek. Nigdy nie wchłaniałem wiedzy o fotografowaniu, tak po prostu czułem i widziałem efekt, którego już nie poprawiałem. W zasadzie to jestem ujęciowcem, a nie fotografem.

Czy będzie czas na zwiedzanie innych krajów?

Nie, teraz jestem na etapie II części książki „Spowiedź przemytnika”. To jest tak mocno opisane, tak jakby z brzucha i jak ktoś przeczyta książki to zobaczy, że to jest historia zamknięta. Po pierwszej części odezwało się wiele osób, które wręcz domagają się bym dalej kontynuował swój marsz przez świat i chyba poddam się czytelnikom. To kolejna fascynująca historia, bo opisuję losy młodych kobiet, które wtedy miały po dwadzieścia kilka lat, teraz sześćdziesiąt kilka, a były kurierami złota na dalekim wschodzie, czyli przemytniczkami. Już we wrześniu ukaże się książka „Przemytniczki złotych kości”, nadal ta strefa Indie – Singapur.

Podróżnik z takim stażem jaką by miał radę dla młodych próbujących wędrować po świecie. Teraz nieco łatwiej, prawda?

Po pierwsze nie wolno się bać, to jest główna blokada, po drugie wiedza do którego miejsca się udajemy. Trzeba o nim posiąść wiedzę. Na przykład w Indiach żyje się taniej niż w Polsce

A co ze szczepieniami?

Kiedyś się szczepiłem, tyfus cholera itp., które nie są wymagane w przypadku Indii, co prawda najczęściej dotyka przybyszów w wielu krajach tzw. biegunka podróżna. Jest to związane z pewną bakterią, a my nie mamy tej flory bakteryjnej, którą posiadają mieszkańcy danego rejonu. Drugim niebezpieczeństwem w Indiach są psy, których w dzień nie ma, ale wieczorami krążą ich całe watahy. Czasami takie psy mogą ugryźć. W Indiach ok. 40 tys. ludzi umiera na wściekliznę, czyli są takie zagrożenia gdzie szczepienie nie pomoże, ale warto zwiedzać. Zobaczcie ilu podróżników przyjechało do waszego pięknego miasta. Trzeba brać z nich przykład.

[FOTORELACJA]111[/FOTORELACJA]

(Z.P.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%