Zamknij
Poranny szczyt w Słupsku przyniósł groźnie wyglądające zdarzenie drogowe na jednym z ruchliwych skrzyżowań miasta. Około godziny 8:20 policjanci otrzymali zgłoszenie o kolizji na skrzyżowaniu ulic Małcużyńskiego, Szczecińskiej i Kossaka. Na miejscu pracowali funkcjonariusze ruchu drogowego, którzy ustalali dokładne okoliczności zdarzenia.
Mieszkańcy alarmowali, drogowcy zwlekali, a finał tej opieszałości okazał się kosztowny i niebezpieczny. Na trasie powiatowej między Parchowem a Półcznem, a konkretnie na zdradliwym zakręcie w miejscowości Jeleńcz, doszło dziś do zderzenia autobusu PKS z samochodem osobowym. Scenariusz, przed którym ostrzegali lokalni kierowcy, ziścił się w najgorszy możliwy sposób. Choć temperatura dawała szansę na uniknięcie paraliżu, według zgłaszających zabrakło zdecydowanej reakcji służb odpowiedzialnych za utrzymanie nawierzchni, co doprowadziło do sytuacji, w której pojazdy nie miały szans na bezpieczne minięcie się.
Wieczorna jazda motorowerem zakończyła się dla 39-latka serią poważnych konsekwencji. Mężczyzna zwrócił na siebie uwagę policjantów, bo poruszał się bez włączonych świateł i miał wyraźny problem z utrzymaniem toru jazdy. Gdy funkcjonariusze wydali sygnały do zatrzymania, kierujący nie zdołał nawet bezpiecznie zjechać na pobocze – wjechał w śnieżną zaspę.
Mimo zapowiedzi prawdziwego trzęsienia ziemi i gigantycznych emocji, które jeszcze chwilę wcześniej targały jednostką, wybory w OSP Półczno przebiegły w zaskakująco spokojnej atmosferze. Głośne echa skandalu ze zniszczonym sprzętem, pijanym strażakiem i personalnymi układami zeszły na dalszy plan, ustępując miejsca rozwadze. Najpoważniejszą i najbardziej wyczekiwaną zmianą jest roszada na stanowisku naczelnika, co dla wielu druhów stanowi symboliczne zamknięcie trudnego rozdziału i powrót do normalności.
Zimowa aura wciąż nie odpuszcza i daje się we znaki kierowcom, którzy przeceniają swoje umiejętności. Przekonał się o tym młody mężczyzna, którego brawurowa jazda zakończyła się w przydrożnym rowie. Choć wyglądało to groźnie, skończyło się na strachu, wysokim mandacie i utracie uprawnień.
Bezpieczeństwo mieszkańców oraz ochrona cennych zasobów naturalnych to priorytety, które wymagają nie tylko zaangażowania ludzi, ale i odpowiedniego zaplecza technicznego. Dzięki skutecznym działaniom i zewnętrznemu wsparciu, druhowie z Tuchomia zyskali właśnie nowe narzędzia do walki z lokalnymi zagrożeniami.
Ponad tona nielegalnej krajanki tytoniowej oraz dziesiątki tysięcy papierosów bez polskich znaków akcyzy skarbowej zostały ujawnione w sobotę - 7 lutego - na terenie powiatu bytowskiego. Skala procederu była ogromna. Łączna, szacunkowa wartość towaru to 1 milion 206 tysięcy złotych.
Podczas trwającej zmiany sprzed jednego z zakładów pracy w Bytowie skradziono rower elektryczny. Jego właściciel odkrył brak jednośladu dopiero, gdy chciał wrócić do domu. Wartość pojazdu oszacowano na ponad 3 tysiące złotych, a sprawa natychmiast trafiła na policję.
Miała uczyć, a dała lekcję znikania. I to bardzo kosztowną, bo wartą ponad 300 tysięcy złotych wyciągniętych z bytowskiego starostwa. Śledczy chcą postawić zarzuty dziś już 24-letniej prezesce szkoły „Kwarta”, ale jest jeden problem. Kobieta zapadła się pod ziemię. Prokuratura musiała zawiesić śledztwo, bo nie ma komu odczytać aktu oskarżenia.
Zimowa aura wciąż przyciąga na zamarznięte akweny miłośników wędkarstwa podlodowego, jednak nie wszyscy pamiętają, że na tafli obowiązują te same przepisy, co na brzegu. O tym, jak poważne konsekwencje niesie za sobą lekceważenie prawa, przekonali się dwaj mężczyźni skontrolowani na jeziorze Bochowo w gminie Czarna Dąbrówka. Wspólny patrol strażników zakończył się nie tylko mandatami, ale również wezwaniem policji.
Dla mieszkańca Sierzna walka o życie żony stała się wyścigiem z czasem, w którym stawką było wszystko. Kiedy jego ukochana zaczęła wymiotować krwią po skomplikowanej operacji nowotworu dwunastnicy, liczyła się każda minuta, jednak rzeczywistość polskiej służby zdrowia okazała się brutalnym zderzeniem z systemowymi procedurami i logistyczną układanką, która dla postronnego obserwatora wygląda jak absurd. Zaledwie pięć kilometrów dzielących dom chorej od szpitala w Bytowie stało się dystansem niemal nie do pokonania, a sprawa swój finał znajdzie teraz w urzędniczych gabinetach.
Zimowa aura i brawura na drogach nie odpuszczają, co widać w policyjnych statystykach z minionego tygodnia. Od piątku na terenie powiatu bytowskiego doszło do serii kolizji, w których główną rolę odegrały nadmierna prędkość i alkohol. Funkcjonariusze mieli ręce pełne roboty, obsługując zdarzenia od rowów, przez bliskie spotkania z dzikami, aż po zderzenia z ciężarówkami.
W OSP Półczno emocje sięgają zenitu, a nadchodzące zebranie wyborcze 6 lutego zapowiada się na prawdziwe trzęsienie ziemi. Choć od czerwcowej kolizji pijanego strażaka zawodowego pod Jasieniem minęło już sporo czasu, na jaw wychodzą nowe, szokujące fakty o tym, co działo się za zamkniętymi drzwiami remizy. Sprawa, którą niektórzy próbowali uciszyć, ma swoje drugie dno – pełne wzajemnych oskarżeń, walki o pieniądze i zniszczonego sprzętu ratowniczego.
Do niebezpiecznego zdarzenia doszło w Bytowie, gdzie 20-letnia kobieta w kryzysie emocjonalnym znalazła się za barierkami mostu kolejowego. Jej zachowanie zaniepokoiło przechodniów, którzy obawiając się, że może dojść do tragedii, natychmiast powiadomili służby. Na miejsce jako pierwsi dotarli policjanci z patrolu.
Mróz, który szczypie w policzki podczas krótkiego spaceru, dla niej był codziennością, od której nie było ucieczki. Wyobraźcie sobie minus 20 stopni Celsjusza, a wy stoicie w miejscu, bez możliwości rozgrzania się ruchem, bo trzyma was krótki, zaledwie metrowy łańcuch. Tak wyglądało życie starszej suni na jednej z prywatnych posesji w gminie Tuchomie, dopóki losem zwierzęcia nie zainteresowała się Fundacja Nasze Futrzaki z Bytowa.

OSTATNIE KOMENTARZE