Zamknij
REKLAMA

Nauczyciel-pszczelarz napisał książkę Dzieje Somin. CIEKAWA LEKTURA!

10.23, 01.10.2022 M.W. Aktualizacja: 10.33, 01.10.2022
Skomentuj Wiktor Schroeder i Marcin Chmielewski przed kościołem w Sominach
REKLAMA

Emerytowany nauczyciel, pszczelarz zapisze się w historii gminy Studzienice. Wiktor Schroeder napisał książkę drobiazgowo przedstawiającą historię wsi Sominy. To nie tyle książka historyczna, co pasjonująca opowieść o historii tego terenu, o jego wielokulturowości, a nawet o miłości. 

Z Wiktorem Schroederem spotykamy się w jego ukochanych Sominach, na placu rekreacyjnym, naprzeciwko kościoła, nad brzegiem jeziora Somińskiego. To tu rozgrywa się większość scen, opisanych w książce, liczącej prawie 700 stron. Jest co czytać w długie, jesienne wieczory.

Historia Somin to też historia Wiktora Schroedera. Jego ojciec był leśniczym w Leśnictwie Dywan, 3 km od Somin. Dywan to było centrum życia Wiktora Schroedera, gdzie spędził 11 pięknych lat dzieciństwa. To końcówka lat 50. i całe lata 60. Później była szkoła średnia w Kościerzynie, a następnie studia. Schroeder tułał się po północnej Polsce, ale miejscowości Dywan i Sominy miał w sercu. Często tam wracał. 

- Pomysł napisania książki o Sominach narodził się 5 lat temu w miejscowej szkole. Przeniosłem się wtedy w te okolice. Kupiłem mieszkanie w Studzienicach i poznałem pana Marcina - mówi Wiktor Schroeder.

Wspomniany pan Marcin to Marcin Chmielewski, miejscowy leśniczy, również pasjonat historii, zafascynowany tymi terenami i… twórczością Wiktora Schroedera. Gdy dowiedział się, że pisze on książkę o Sominach, postanowił pomóc. Zaangażował się w tworzenie tej opowieści, dając od siebie cząstkę w postaci fragmentu o historii leśnictwa w Sominach. Na co dzień jest leśniczym w Leśnictwie Koźlice. W pisaniu książki pomagali też mieszkańcy, którzy pamiętali lata powojenne, np. Stanisław Tyborczyk i Aleksander Rolbiecki. Ich opowieści to tzw. żywa historia. 

- Historia Somin jest nierozerwalnie związana z moją rodziną, ponieważ mój dziadek był przedwojennym rybakiem na jeziorze Somińskim. Dziadkowie pochodzili ze Swornychgaci. Mieszkali nad jeziorem, które łączy się małym przesmykiem z jeziorem Somińskim. Pamiętam opowieści moich dziadków o tym jak Niemcy żyli w zgodzie z Kaszubami i Polakami na tym terenie - opowiada Chmielewski.


Książkę Wiktora Schroedera najlepiej czyta się nad jeziorem w Sominach

Żyli zgodnie, pomimo różnic religijnych. Obok siebie mieszkali katolicy, ewangelicy i luteranie. Ci ostatni stworzyli w Sominach enklawę wśród kaszubskiej społeczności. Sominy były miejscowością na wskroś ewangelicko-luterańsko-niemiecką, aczkolwiek pojawiały się też polskie nazwiska. Był tu chociażby wójt Dąbrowski, postać bardzo szanowana. W okresie międzywojennym rodzina Chmielewskiego miała kontakt z żandarmem, który mieszkał w Sominach pod nr 11, obok karczmy.

- Żandarm i jego żona nie mieli żadnych antagonistycznych stosunków do Kaszubów i Polaków. Mało tego. Zatrudniali Annę Tyborczyk, którą nazywano Babcią Bolesiową - opowiada Chmielewski.

Wiktor Schroeder porusza ten wątek oraz wiele innych na s. 488 i s. 518 swojej książki. Bardzo bogato opisuje okres międzywojenny i powojenny. 

Historia Somin to nie pierwsza jego książka, bo napisał już opowieść pod tytułem "Najpiękniejszy Dywan na świecie", czyli historię rodzinnej miejscowości Dywan, gdzie spędził lata dzieciństwa. Zebrała ona bardzo dobre opinie. Wydano ją w nakładzie 600 egzemplarzy. Wszystkie już się rozeszły.

- W Dywanie mieszka obecnie 13 osób, chociaż lata temu była to znacznie większa miejscowość, znajdująca się za granicą - opowiada Schroeder. 


Dzieje Somin, opowieść z pogranicza, to książka, którą Wiktor Schroeder tworzył przez 5 lat 

Zarówno książka o Dywanie, jak i historia Somin, to opowieści z pogranicza, bo jezioro Somińskie było granicą międzypaństwową Polski i Niemiec. Drugą książkę Schroeder napisał pod wpływem emocji, gdy na spotkaniu w szkole zgodził się podjąć tego wyzwania. Przez kolejne 5 lat zapisywał poszczególne karty. Jak zaznacza, uczył się historii na nowo. Pisząc książkę o Sominach, pisał o miejscowości znajdującej się przed wojną na terenie Niemiec.

- Były to dwa różne światy, Polska i Niemcy, dwie różne wiary, a nawet różne drogi prowadziły do tych miejscowości. Dywan i Sominy nie były ze sobą w żaden sposób połączone. W 1945 roku większość nowych mieszkańców Somin to byli ludzie z miejscowości Dywan, którzy się tu po wojnie przenieśli, gdy Sominy stały się miejscowością polską - wyjaśnia Marcin Chmielewski.

Warto podkreślić, że do napisania książki Wiktora Schroedera bardzo namawiała Barbara Łącka, z domu Hapka, która do dziś mieszka w miejscowości Dywan. Utworzyła tam prywatne muzeum. Obecnie Sominy to miejscowość znajdująca się w gminie Studzienice, w powiecie bytowskim. Kilkanaście lat temu było to nawet inne województwo, przez jakiś czas bydgoskie, a później gdańskie. Gdy Sominy były w województwie słupskim, cypel na drugim krańcu jeziora Somińskiego znajdował się w województwie bydgoskim, a kawałek dalej było województwo gdańskie. 

- Jeszcze wcześniej Sominy były w województwie koszalińskim - przypomina Wiktor Schroeder. - Sominy i Dywan to obszar, który ma wszystkie cechy kresów, bo jest wieloetniczny i wieloreligijny. Było widać różnicę cywilizacyjną pomiędzy Sominami a Dywanem.

Sominy odznaczały się na plus jako miejscowość lepiej rozwinięta pod rządami niemieckimi. Niemcy tworzyli tu wzorcową wieś, aby widać było znaczną różnicę w stosunku do położonej po polskiej stronie miejscowości Dywan. Sominy były "oczkiem w głowie" niemieckich władz. Rzesza Niemiecka bardzo dużo tu inwestowała. Nie można zapomnieć, że pod rządami niemieckimi w Sominach mieszkali również Polacy i Kaszubi. Przez pewien czas sołtysem był Kaszub, Reszke. Istniało schronisko dla młodzieży niemieckiej z organizacji Hitlerjugend. Młodzież wysyłano tu na wakacje, na praktyki na wsi, aby młodzi ludzie poznawali prawdziwe życie we wsi niemieckiej. 


Anna Tyborczyk - mądra i pracująca kobieta

Przez pewien czas brygady robotników z Bytowa dojeżdżały tu, aby zbudować kolejkę wąskotorową i porządne drogi. W latach 30. pracowali jeńcy pochodzenia żydowskiego. Wiele wykonano z kontrybucji, wypłaconych Niemcom po I wojnie światowej. Po II wojnie różnica cywilizacyjna widziana była "gołym okiem". 

Wiktor Schroeder materiały źródłowe pozyskiwał w różnoraki sposób - od opowieści ustnych, po częste wizyty w słupskim archiwum, gdzie znalazł wiele cennych materiałów. Nad jedną teczką, dotyczącą historii kościoła w Sominach, siedział ponad miesiąc, bo była zapisana bardzo trudnym do rozszyfrowania pismem. Dzięki temu dowiedział się np., że na budowę kościoła w Sominach zużyto 1320 gwoździ. Było to dokładnie wyliczone z uwagi na to, że gwoździe były ręcznie robione przez kowala. Każdy miał dużą wartość. Schroeder dotarł do materiałów, w których bardzo dokładnie wyliczone są wszystkie koszta budowy zabytkowego kościoła. 

- Do jego budowy użyto najlepszych materiałów, m.in. drzewa dębowego - podkreśla autor książki o Sominach.

Budowa kościoła była możliwa dzięki wsparciu w ogromnej wysokości 1 tys. guldenów. Taką kwotę w swoim testamencie zapisał podskarbi Kuhn z Bytowa. Było to w latach 20. XVIII wieku. Duże wsparcie dał też pastor z Bytowa, a cała budowa odbywała się pod nadzorem króla Prus. Nowy kościół stanął w miejscu poprzedniego, który był już w kiepskim stanie. Pierwotny pokryty był strzechą. Schroeder w swojej książce dokładnie opisuje tę ciekawą historię, wyjaśniając dlaczego podskarbi w testamencie zapisał aż 1 tys. guldenów na budowę świątyni. W skrócie było tak, że podskarbi zmarł w 1725 roku. Wdowa po nim próbowała ukryć zapis, zawarty w testamencie. Ostatecznie nie udała się jej ta sztuka. Pieniądze trafiły na budowę kościoła. Stało się to po 20 latach procesów sądowych, po zaangażowaniu władz w Berlinie. Wdowa, która wówczas miała już nowego męża, musiała oddać pieniądze z należnym oprocentowaniem. 

- Pomagał jej to ukryć urzędnik z Bytowa - wyjaśnia Wiktor Schroeder. 

Według autora historii Somin, tak duże pieniądze przeznaczono na budowę kościoła, który był świątynią ewangelicką, aby mieszkających po sąsiedzku katolików zachęcić do przejścia na wiarę ewangelicką. Zachętą był również fakt, że w obrządku protestanckim nabożeństwa były w języku narodowym, w tym również w języku kaszubskim. Katolicy mieli nabożeństwa odprawiane w języku łacińskim. 

Warto podkreślić, że dzieje Somin to nie tylko XVIII, XIX i XX wiek, ale można cofnąć się do XIV wieku, gdy były pierwsze wzmianki o tej miejscowości. Były to wtedy tereny dzikie, puszcza, ale zaczęły już powstawać osady rybackie. 

W książce "Dzieje Somin" bardzo ciekawy rozdział jest o przemycie, który uprawiany był na masową skalę, na polsko - niemieckiej granicy. 

Książka "Dzieje Somin" dostępna jest u sołtysa Somin, Roberta Olszewskiego. Można ją też nabyć na spotkaniach autorskich wraz z dedykacją autora albo wysyłając zamówienie na adres [email protected]. Dzieło Wiktora Schroedera ukazało się w nakładzie 800 egzemplarzy. Pomogli sponsorzy. 

Już teraz Wiktor Schroeder myśli o wydaniu kolejnej książki. Miałaby to być kontynuacja dwóch dotychczas wydanych. Sominy są kontynuacją dziejów miejscowości Dywan, więc teraz czas na szersze spojrzenie. Schroeder myśli o dziejach górnego biegu Zbrzycy. Byłaby to historia okolic jeziora Somińskiego. 


Dziecięce wózki często służyły do przemytu. Miały podwójne dno 

PASJONACI

Wiele osób zakochało się w Sominach. Jedną z nich jest Filip Radam. Wiąże się z nim ciekawa historia, którą opowiada Marcin Chmielewski.

- W latach 80. do Somin przyjechał Niemiec, Reiner Radam, który chciał zobaczyć tereny, o których opowiadał jego ojciec. Przed wojną uczył w Bytowie matematyki. Gdy przyjechał do Somin, zobaczył, że wszyscy są dla niego mili, a część osób mówi w języku niemieckim. Zakochał się w Sominach i w dziewczynie z domu Hoppe. Była to autochtoniczna rodzina niemiecka, która po wojnie nie opuściła tych terenów. Ożenił się z tą dziewczyną i pozostał w Sominach. Jego synowie, zafascynowani historią tego miejsca, utworzyli na Facebooku stronę Sominy, na której można zobaczyć wiele ciekawostek. Oni są wręcz obsesyjnie zakochani w Sominach, tak, jak ich ojciec Reiner - opowiada Chmielewski. 

Warto też zaznaczyć, że w czasie II wojny światowej Kaszubi z Somin wcielani byli przymusowo do Wehrmachtu.

CIEKAWA LEKTURA
Bogdan Ryś - wójt gminy Studzienice 
Zacząłem już czytać książkę pana Wiktora i muszę powiedzieć, że to pasjonująca lektura. Wymaga spokoju w czytaniu. Jest tam bardzo dużo ciekawych faktów, danych oraz informacji z dziejów Somin. Czytając takie książki, staram się z nich jak najwięcej wyłowić. Mieszkańcy mogą dowiedzieć się wielu informacji, co pasjonuje nawet mnie, osobę niezwiązaną z Sominami. To właśnie z tej książki dowiedziałem się, że w Sominach bardzo silni byli luteranie. Parafia ta obsługiwała ponad 40 miejscowości z 4 powiatów. 
Na początku września planujemy zorganizowanie spotkania autorskiego w Sominach, w szkole, gdzie będzie możliwość nabycia tej książki. Wiem też, że książka ta dostępna jest u sołtysa Somin.

1607
taki rok podawany jest jako początek historii Somin, ale według Wiktora Schroedera wieś jest starsza o 50 lat. Znalazł pierwsze zapiski o wiosce Sominy. Wspomniano w nich, że w 1560 roku w Sominach była owczarnia. Wygląda więc na to, że już w połowie wieku XVI istniała miejscowość Sominy, w której oprócz owczarni, był również tartak i pracowali rybacy. Jezioro było podzielone na sekcje, z których korzystali rybacy. Co ciekawe, Sominy były zapleczem żywieniowym bytowskiego zamku, gdzie dostarczano nie tylko ryby, ale i np. wełnę. Warto podkreślić, że w dawnych latach posty były ściśle przestrzegane, więc ryby z Somin były bardzo potrzebne. Poszczono nie tylko w piątki, ale i w środy.

[CGK]242[/CGK]

 

(M.W.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (1)

ZosiaZosia

0 0

Barbara Łącka nie mieszka w Dywanie tylko w osadzie, ktora należy do miejscowości Lendy. Dwa różne światy 21:53, 13.11.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
0%