Zamknij

Dodaj komentarz

KONTROWERSJE w Wojsku. Mąż sołtys chce przejąć gminną ziemię

Mateusz Węsierski Mateusz Węsierski 18:00, 10.03.2026 Aktualizacja: 15:02, 08.03.2026
Skomentuj KONTROWERSJE w Wojsku. Mąż sołtys chce przejąć gminną ziemię Sporne grunty w Wojsku niedaleko drogi wojewódzkiej. Gmina wynajęła prawnika i zapowiada twardą walkę o zachowanie publicznej ziemi.

Mieszkańcy wsi Wojsk w gminie Lipnica przecierają oczy ze zdumienia. Atrakcyjny kawałek gminnego gruntu stał się obiektem pożądania męża miejscowej sołtys. Mężczyzna złożył do sądu wniosek o przejęcie działki przez zasiedzenie. Sytuacja budzi ogromne kontrowersje, bo według relacji zbulwersowanych mieszkańców sporny teren to jedyna droga dojazdu do niektórych posesji, a na dodatek idealne miejsce na rekreacyjny skwer. Gmina ani myśli pozbywać się publicznego majątku za bezcen. Sprawa trafiła już na wokandę, choć sam wnioskodawca po wybuchu afery tłumaczy, że zaszła pomyłka i poważnie rozważa wycofanie dokumentów.

::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}

​Zgłoszenie, które dotarło do redakcji, dotyczyło działki o powierzchni około 47 arów, zlokalizowanej niedaleko przystanku autobusowego przy drodze wojewódzkiej na trasie między Wojskiem a Rekowem. Teren jest częściowo porośnięty krzakami i drzewami, ale widać tam również ślady wycinki oraz podrzucone stare opony. Dla lokalnej społeczności najbardziej bulwersujący był jednak fakt, że przez tę właśnie gminną działkę ma rzekomo przebiegać jedyny dojazd do posesji sąsiadów. Mieszkańcy nie kryli oburzenia faktem, że mąż urzędującej sołtys próbuje na własną rękę przejąć ziemię. Zwracali uwagę, że małżeństwo nie posiada rozdzielności majątkowej, co w ich opinii oznacza po prostu wspólny interes.

​- To jest gminna ziemia, a gmina to tak jakby majątek wszystkich mieszkańców. Oni chcieli to kiedyś kupić, ale nikt się na to nie zgodził. No to teraz próbują przejąć teren przez zasiedzenie. Tam można by zrobić przy przystanku jakiś zielony skwer, a nie oddawać prywatnej osobie - alarmuje mieszkaniec miejscowości Wojsk.

​Postanowiliśmy skonfrontować te oskarżenia z samą zainteresowaną. Sołtys Wojska, Jolanta Szyca, w rozmowie telefonicznej sprawiała wrażenie całkowicie zaskoczonej i stanowczo odcięła się od rzekomych planów przejęcia gminnego gruntu, umywając ręce od całej sytuacji.

​- Wie pan co, ja żadnej działki nie chcę kupić. Nie chodzi o mnie, na pewno. Chodzi o mojego męża - informuje sołtys Szyca.

Tenże potwierdził, że to on jest autorem kontrowersyjnego wniosku, ale stanowczo poprosił, aby nie łączyć z tym jego żony. Mężczyzna wyjaśnił, że cała awantura to efekt nieporozumienia, a w opowieściach mieszkańców prawda miesza się z fikcją. Przede wszystkim zaznaczył, że chodzi o około 30 arów użytkowanego przez niego pola, a nie o 47 arów. Odparł też zarzuty o blokowanie przejazdu.

- ​Rzeczywiście, złożyłem wniosek do sądu o zasiedzenie gruntu, który obecnie należy do gminy. Jest to około 30 arów, po prostu użytkowe pole rolne. O ile dojdzie do zasiedzenia, to nie przeszkadzać będzie to w żadnym stopniu moim sąsiadom. Żadna droga dojazdowa nie zostanie przez to zablokowana. Do wszystkich działek dookoła są wytyczone odrębne drogi - zapewnia wnioskodawca. 

​Najciekawszy okazał się wątek wspomnianego przez mieszkańców skweru z piękną, stuletnią lipą przy przystanku. Szyca zapewnia, że mieszkańcy pomylili działki, a on nie zamierza odbierać wsi reprezentacyjnego miejsca.

​- Oczywiście, niech skwer jak najbardziej zostanie do dyspozycji mieszkańców. Nie chcę zasiedzieć miejsca przy przystanku, gdzie rośnie lipa, tylko sąsiadujący grunt rolny. To są dwie różne działki - podkreśla.

​Wiele wskazuje na to, że cała afera wokół ziemi w Wojsku zakończy się równie szybko, jak się zaczęła. Mąż pani sołtys dowiedział się z kuluarowych rozmów, że z powodów prawnych przejęcie działki może okazać się niemożliwe.

​- Słyszałem, że na grudniowej komisji radni zostali poinformowani, że są okoliczności, przez które zasiedzenie tego gruntu jest po prostu niemożliwe, więc być może wniosek po prostu wycofam.

​Tymczasem gmina Lipnica zdążyła już wytoczyć najcięższe działa i nie zamierza odpuszczać. Do urzędu wpłynęło pismo z sądu, co wywołało konsternację wśród urzędników. Wójt Marek Cichosz ocenia sporny teren na blisko pół hektara i zapowiada twardą walkę o publiczny majątek, powołując swoich świadków.

​- Badamy sprawę, przygotowujemy swoją odpowiedź. Nasza pani mecenas już podjęła kroki, także na pewno sprawy nie odpuścimy. My twierdzimy, że to jest nasze, pan twierdzi inaczej, więc będzie musiał to rozstrzygnąć sąd. Nie możemy zrezygnować z publicznego majątku - komentuje Marek Cichosz. 

​Włodarza gminy najbardziej rozczarował jednak fakt, że bliski krewny przedstawicielki lokalnej władzy pominął jakąkolwiek próbę dialogu i bez uprzedzenia wszedł na drogę sądową.

- ​Trochę to przykre, bo to przecież mąż pani sołtys. Można było najpierw to załatwić u mnie w gabinecie, przyjść, porozmawiać, ostrzec mnie, przedstawić swoje racje, a nie bez żadnej rozmowy od razu iść do sądu. Po prostu przyszło pismo z sądu i wszyscy zrobiliśmy duże oczy - opowiada włodarz.

​Sprawę ostatecznie rozstrzygnie Sąd Rejonowy w Bytowie, chyba że wnioskodawca ostatecznie wycofa dokumenty. 

[ZT]22657[/ZT]

::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%