Wiadomości z regionu

Zamknij

Dodaj komentarz

Śmieciowa ZAGADKA pod Studzienicami. „Odpady niebezpieczne”

Mateusz Węsierski Mateusz Węsierski 07:00, 28.04.2026 Aktualizacja: 23:29, 27.04.2026
Skomentuj Śmieciowa ZAGADKA pod Studzienicami. „Odpady niebezpieczne” Rozbiórkowe odpady pozostawione w Studzienicach

Na skraju Studzienic od roku leżą materiały po rozbiórce. Jerzy Szpakowski, były radny i mieszkaniec gminy, twierdzi, że sprawa dawno powinna zostać wyjaśniona przez samorząd, bo chodzi o pozostałości po pracach prowadzonych na terenie związanym z Przystanią Somińską. Przedsiębiorca z branży gastronomicznej, który prowadzi ten obiekt, odpowiada, że nie urządził żadnego dzikiego wysypiska. Według niego część materiału zabezpieczył na własnej działce, bo może się jeszcze przydać. Wójt gminy Studzienice Bogdan Ryś przekonuje natomiast, że sprawa jest przedstawiana w sposób mocno naciągany, a formalnych zgłoszeń nie załatwia się przez Facebooka.

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

::event{"type":"vertical","item":"974"}

Sprawa zaczęła się od spaceru. Jerzy Szpakowski natknął się na materiały w rejonie ulicy Łąkowej, przy polnej drodze prowadzącej w stronę dworca. W jego ocenie nie powinny się tam znaleźć.

– Mija rok od spaceru z moim ulubieńcem, podczas którego na drodze leśnej natknęliśmy się na taki rodzynek. Normalnie zaniemówiłem, bo w naszych czasach wywozić odpady niebezpieczne do lasu to trzeba mieć coś z głową, przysłowiowe plecy albo wszystkich w poważaniu – mówi Jerzy Szpakowski.

ODPADY Z ROZBIÓRKI W SOMINACH?

Według mieszkańca kluczowe jest ustalenie, kto formalnie odpowiadał za pozostałości po rozbiórce elementów budynku w Sominach i czy gmina dopilnowała tej sprawy w dokumentach.

– Rok temu rozebrano w Sominach taki budynek gospodarczy, który stał na działce gminnej, tam gdzie jest przystań. Jeżeli coś stało na gminnym terenie, można przypuszczać, że właścicielem tych odpadów była gmina, chyba że w umowie dzierżawy albo w dokumentach przekazano ten obiekt dzierżawcy – relacjonuje Jerzy Szpakowski.

Największe wątpliwości budzi drewno z rozebranej konstrukcji. Szpakowski wskazuje na charakterystyczny zapach i twierdzi, że zwykły punkt selektywnej zbiórki takich materiałów może nie przyjąć.

– Pewnie chcieli zawieźć to do PSZOK-u, ale zorientowali się, że to są odpady niebezpieczne. Drewno było nasączone specyficznym olejem, takim jakim impregnuje się podkłady kolejowe. Żaden PSZOK, żaden zwykły zakład zagospodarowania tego nie przyjmie, bo nie ma na to zezwolenia. To powinno trafić do specjalistycznej utylizacji – mówi.

Jego zdaniem przy znanym pochodzeniu materiałów oraz długim czasie od pierwszych sygnałów urząd powinien już dawno doprowadzić sprawę do końca.

– Temat jest prosty. Odpady niebezpieczne, miejsce do tego nieprzeznaczone, sprawca znany. Czego tu jeszcze trzeba, żeby prawo wyegzekwować? Czemu tego się nie robi? – pyta Jerzy Szpakowski.

„Z JEDNEGO SKŁADOWISKA ZROBIŁY SIĘ DWA”

Po interwencjach mieszkańca materiały miały zmienić lokalizację. Szpakowski twierdzi, że nie rozwiązało to problemu, a jedynie przesunęło go kawałek dalej.

– Po mojej pisemnej interwencji te odpady, części tej stodoły, zostały przewiezione na łąkę i przykryte plandeką. Tylko że wiatr tę plandekę rozwiewa. A w miejscu, gdzie wcześniej leżały, został syf, resztki papy i bałagan. Czyli z jednego składowiska zrobiły się dwa – mówi mieszkaniec.

Według jego relacji obecne miejsce przechowywania materiałów nadal budzi zastrzeżenia.

– Przerzucono je o 50 metrów. Obok jest łąka i tam teraz leżą. Ale takie miejsce nie spełnia przecież żadnych warunków do magazynowania odpadów niebezpiecznych – zaznacza Jerzy Szpakowski.

PRZEDSIĘBIORCA ODPOWIADA: TO STARA KONSTRUKCJA DREWNIANA

Przedsiębiorca prowadzący Przystań Somińską nie zgadza się z zarzutami. Przekonuje, że mowa o elementach starego dachu, a nie o substancjach czy materiałach, które świadomie chciałby ukryć przed kontrolą.

– Nie wiem, czy to jest jakimiś chemikaliami nasączone. To jest stara konstrukcja drewniana z dachu. Częściowo, jak będę miał czas, wykorzystam to sobie na ogrodzenie. Włożyłem to u siebie na działce, zabezpieczyłem plandekami, poukładałem na prywatnej działce i tyle – mówi przedsiębiorca.

W jego ocenie sprawa została przedstawiona zbyt ostro, bo nie każdy materiał po rozbiórce musi automatycznie trafić do utylizacji.

– To jest po prostu konstrukcja drewniana. Drzewo, no drzewo. Czy muszę wyrzucać drzewo? Trochę szkoda nawet z punktu widzenia ekologii. Po co mam wyrzucać coś, co w przyszłości może mi się jeszcze przydać? – tłumaczy.

Przedsiębiorca zaznacza, że sam nie przesądza kwestii chemicznego składu drewna, ale nie akceptuje stawiania jednoznacznych tez bez badań.

– Dla niego jest to niebezpieczne. Ja się z tym nie zgadzam. Nie znam się chemicznie na tym, czym to kiedyś było smarowane. Moja opinia też nie jest wiążąca, ale nie wydawało mi się, że jest to jakiś większy problem – mówi przedsiębiorca.

PAPA MIAŁA ZOSTAĆ ZUTYLIZOWANA

Przedsiębiorca rozdziela dwie kwestie: papę z dachu oraz drewnianą konstrukcję. Zapewnia, że w przypadku pierwszego materiału posiada dokumenty potwierdzające legalne zagospodarowanie.

– Papa została zutylizowana. Mam na to dokumenty, faktury. Wywoziłem to do PSZOK-u. Czyli część niebezpieczna z dachu była zutylizowana – wyjaśnia przedsiębiorca.

Drewno uznał za materiał nadający się do ponownego użycia.

– Konstrukcja drewniana nie wydała mi się odpadem niebezpiecznym. Część desek wzięły osoby, które chciały wykorzystać je na opał albo na pomost. To były dobre deski. Nie widziałem sensu, żeby je utylizować, skoro ktoś może jeszcze z nich skorzystać za darmo – mówi.

„JEŚLI WIOŚ STWIERDZI, ŻE TO ODPAD NIEBEZPIECZNY, ZUTYLIZUJĘ”

Właściciel przystani deklaruje, że podporządkuje się ocenie właściwych służb. Zastrzega, że sam nie chce przechowywać niczego, co mogłoby stanowić zagrożenie.

– Jeśli WIOŚ stwierdzi, że to jest odpad niebezpieczny, to wtedy go zutylizuję. Nie chcę czegoś niebezpiecznego trzymać u siebie na działce. Jeżeli przyjadą, wezmą próbkę i stwierdzą, że to jest olej niebezpieczny albo że kiedyś smarowano to czymś takim, to zapłacę i tyle – zapewnia.

Przedsiębiorca wskazuje również na wcześniejsze użytkowanie obiektu. Jego zdaniem to argument przeciwko pochopnemu uznawaniu drewna za szczególnie groźne.

– Nie wiem, czy ktoś smarował belki czymś niebezpiecznym, żeby później pod tym przebywać albo robić tam imprezy. To było też budowane jako miejsce użytkowane publicznie. Nie wiem, czy ktoś wydałby zgodę, żeby smarować belki czymś niebezpiecznym – mówi.

WÓJT: KPA NIE MA W FACEBOOKU

Wójt gminy Studzienice Bogdan Ryś potwierdza, że widział wpis Jerzego Szpakowskiego. Nie chce jednak prowadzić urzędowej polemiki na podstawie publikacji w mediach społecznościowych. Podkreśla, że sprawy administracyjne wymagają formalnej ścieżki.

– Nie będę polemizował z czymś i nie będę przyjmował zgłoszeń, które pojawiają się rok temu na Facebooku. Bądźmy poważni. Pan Szpakowski jako długoletni wójt tej gminy i prezes chyba zna procedurę KPA i składanie pism – mówi Bogdan Ryś.

Wójt zaznacza, że jeśli mieszkaniec uważa sprawę za poważną, powinien zgłosić ją do urzędu albo właściwych instytucji.

– Jeżeli ma taką potrzebę i chęć zgłoszenia tego, to przede wszystkim do nas zgłasza, albo ewentualnie, skoro słyszałem, że mówił o WIOŚ-u czy RDOŚ-u, to niech to zgłasza. Jeżeli odkrył, sprawdził, zauważył, że taka sytuacja jest, to logicznie powinien zgłosić to do Urzędu Gminy. Nie będę polemizował na Facebooku jako urząd. Nie taka droga, nie ta sprawa. KPA nie ma w Facebooku – podkreśla wójt.

Bogdan Ryś nie zgadza się również z twierdzeniem, że materiały leżą na gminnym gruncie. Według niego znajdują się na prywatnej nieruchomości.

– To cały czas jest na terenie, którego właścicielem jest ten sam właściciel. To zostało przeniesione, przesunięte. To nie jest na działce gminnej, to nie jest na działce kogokolwiek innego z mieszkańców, tylko na działce tego, który po prostu to tam składował – mówi wójt.

„BARDZO BYM POLEMIZOWAŁ Z ODPADAMI NIEBEZPIECZNYMI”

Wójt odnosi się też do najpoważniejszego zarzutu, czyli klasyfikowania materiałów jako odpadów niebezpiecznych. W jego ocenie takie stwierdzenia wymagają fachowej oceny, a nie wyłącznie oględzin.

– Bardzo bym polemizował z odpadami niebezpiecznymi, o których pan Szpakowski wspominał. Nie wiem, czy jest fachowcem tak wysokiej klasy, że twierdzi naocznie, bez badania, że są to odpady niebezpieczne – mówi Bogdan Ryś.

Samorządowiec ostrożnie podchodzi także do twierdzeń o pochodzeniu materiałów z gminnego obiektu. Podkreśla, że w takich sprawach potrzebne są dowody, nie domysły.

– Ja też mogę powiedzieć „podobno”. Ktoś coś tam powiedział, ktoś to zrobił. Ale mam na to dowody? Pod takimi kategoriami bądźmy poważni – komentuje.

Wójt potwierdza, że Przystań Somińska jest dzierżawiona i trwa tam remont, ale nie potwierdza wersji mieszkańca o rozbiórce „stodoły” na terenie przystani.

– Na przystani nie było żadnej stodoły. Jest obiekt, który jest remontowany przez dzierżawcę. Został on wyłoniony w przetargu jako jedyny oferent, który złożył ofertę na 15 lat. Jest podpisana umowa, po ogłoszonym przetargu. Teraz przeprowadza tam remont tego obiektu w ramach umowy dzierżawy – wyjaśnia Bogdan Ryś.

SPÓR O MOTYWY I ODPOWIEDZIALNOŚĆ

W tle pojawia się także spór o intencje osoby nagłaśniającej sprawę. Przedsiębiorca sugeruje, że głównym adresatem krytyki są obecne władze gminy.

– Nie do końca wiem, o co temu mieszkańcowi chodzi. Wiem, że robi wszystko, aby zdyskredytować obecną władzę gminy. Sam mówił, że nie chodzi mu do końca o mnie, tylko bardziej o to, żeby robić pod górkę gminie – twierdzi przedsiębiorca.

Szpakowski odpiera takie spojrzenie i sprowadza temat do porządku, procedur oraz odpowiedzialności za środowisko.

– Wszyscy o wszystkim wiedzą. Dzieci patrzą, mieszkańcy patrzą. Co to się dzieje? Jest jakiś porządek albo go nie ma – mówi Szpakowski.

Na razie są trzy wersje tej samej historii. Mieszkaniec mówi o potencjalnie niebezpiecznych odpadach i rocznej bezczynności. Przedsiębiorca odpowiada, że niebezpieczna część z dachu została zutylizowana, a drewno zabezpieczył na prywatnej działce, bo chce je ponownie wykorzystać. Wójt Bogdan Ryś przekonuje, że materiały leżą na prywatnym gruncie, a urząd nie będzie prowadził postępowań na podstawie facebookowych wpisów.

Ostateczne rozstrzygnięcie może zależeć od tego, czy właściwe służby uznają drewniane elementy za zwykły materiał rozbiórkowy, czy odpad wymagający specjalnego postępowania.

::news{"type":"see-also","item":"23653"}

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%