Wiadomości z regionu

Zamknij

Dodaj komentarz

Jezioro Orlicko jednak nie wróci. Tuchomie straciło 3,4 mln zł dofinansowania

Mateusz Węsierski Mateusz Węsierski 13:00, 08.04.2026 Aktualizacja: 18:50, 06.04.2026
Skomentuj Jezioro Orlicko jednak nie wróci. Tuchomie straciło 3,4 mln zł dofinansowania Wójt Jerzy Lewi Kiedrowski jest zawiedziony postawą Wód Polskich które czasami nawet nie odpowiadają na korespondencję

Jeszcze niedawno wszystko wskazywało na to, że przy wjeździe do Tuchomia od strony Bytowa wróci fragment dawnego jeziora Orlicko. Gmina miała gotową koncepcję, dokumentację, decyzje środowiskowe i plan zagospodarowania terenu. Dziś wiadomo już, że projekt w obecnej formule upadł, a samorząd stracił 3,4 mln zł dofinansowania.

::event{"type":"landscape","item":"925"}

Powód jest jeden i bardzo konkretny. Gmina nie uzyskała w terminie pozwolenia wodnoprawnego. Bez tego dokumentu nie mogła zamknąć procedury i podpisać umowy na unijne wsparcie.

Sprawa wywołuje w Tuchomiu coraz większe emocje, bo nie chodziło wyłącznie o zbiornik retencyjny. Dla wielu mieszkańców była to wizja realnej zmiany krajobrazu w samym sercu miejscowości. Zamiast zaniedbanego, podmokłego terenu miało pojawić się miejsce, które jednocześnie zatrzymywałoby wodę i porządkowało przestrzeń w centrum wsi.

– My w ogóle nie zajmowalibyśmy się tym tematem, gdyby nie fakt, że ten teren jest położony w centrum wsi. To właśnie jest podstawowy argument, żeby próbować go sensownie zagospodarować – mówi w rozmowie z nami wójt gminy Tuchomie Jerzy Lewi Kiedrowski.

JEZIORO ISTNIAŁO I ZNIKNĘŁO PO DECYZJI Z LAT 60.

Wójt przypomina, że dawne jezioro Orlicko nie jest legendą ani lokalnym wspomnieniem bez pokrycia w dokumentach. Zachowały się materiały pokazujące, jak wyglądał ten teren przed melioracyjną ingerencją.

– Mamy zdjęcie sprzed 1964 roku, na którym wyraźnie widać, że jezioro istniało i było w całości wypełnione wodą. Łącznie było to 17 hektarów – mówił podczas sesji rady gminy.

Później, jak relacjonuje, wykonano kanał odwadniający, położony niżej niż poziom jeziora. Woda zeszła do nowego przekopu, a dawny akwen zamienił się w podmokły nieużytek.

– Zrobiono to w bardzo prosty sposób. Obok jeziora wykopano kanał, położony niżej od poziomu wody. W efekcie woda po prostu zeszła do tego kanału, a on stał się głównym biegiem rzeki – wyjaśnia wójt.

Właśnie dlatego, jego zdaniem, najbardziej naturalnym rozwiązaniem byłoby nie budowanie sztucznego zbiornika od zera, ale przywrócenie dawnego układu wodnego.

– Gdyby udało się skierować wodę z powrotem dawnym korytem, to wróciłaby i rzeka, i jezioro. Tak to kiedyś działało. Rzeka wpływała do jeziora i z niego wypływała – podkreśla.

GMINA MIAŁA PLAN, ALE NIE MOGŁA ODTWORZYĆ RZEKI

Pierwotna koncepcja była ambitniejsza. Samorząd od początku postulował renaturalizację Kamienicy i odtworzenie najgłębszej części jeziora. W praktyce okazało się jednak, że gmina nie może samodzielnie zrealizować takiego wariantu przy wykorzystaniu środków unijnych.

Przeszkodą są przepisy dotyczące wód płynących, które należą do Skarbu Państwa. To oznacza, że nawet gdyby samorząd odtworzył bieg rzeki, to gotowa infrastruktura i tak nie pozostałaby jego własnością. A to koliduje z wymogiem trwałości projektu.

– Przy środkach unijnych to jest zasadniczy problem – tłumaczy Jerzy Lewi Kiedrowski.

Z tego powodu samorząd przygotował wariant ograniczony wyłącznie do odtworzenia samego zbiornika. Miał on powstać na gminnej działce o powierzchni 8,5 ha. Lustro wody miało objąć około 4,5 ha. Plan zakładał usunięcie mułu, uporządkowanie pozostałego terenu, nasadzenia oraz zagospodarowanie otoczenia. Całość miała kosztować około 4,5 mln zł.

WODY POLSKIE NIE WYDAŁY POZWOLENIA, A CZAS UCIEKŁ

Kluczowym momentem okazała się procedura uzyskania pozwolenia wodnoprawnego. Jak twierdzi wójt, to właśnie na tym etapie projekt utknął, mimo że gmina miała już inne wymagane decyzje.

– Mieliśmy wszystkie decyzje środowiskowe i lokalizacyjne. Brakowało tylko pozwolenia wodnoprawnego. I właśnie na tym wszystko się zatrzymało – mówi.

Podczas sesji rady gminy poinformował, że Wody Polskie pojawiły się przy tym zbiorniku dopiero w styczniu tego roku. Wtedy projektant miał usłyszeć, że od strony rzeki konieczne będzie wykonanie grobli zabezpieczającej.

To oznaczało gwałtowny wzrost kosztów.

– Samo wykonanie grobli podniosłoby koszt inwestycji o około 2 mln zł. W takiej sytuacji ten wariant przestał mieć ekonomiczny sens – ocenia wójt.

Projektant próbował jeszcze przesunąć zbiornik dalej od rzeki, tak aby uniknąć dodatkowych robót i ograniczyć kolizję z ciekiem wodnym. To jednak nie zmieniło końcowego rezultatu. Pozwolenie nie zostało wydane na czas.

– Nie dostaliśmy pozwolenia wodnoprawnego. Bez niego nie mogliśmy przedłożyć pełnej dokumentacji do umowy i pieniądze po prostu przepadły – mówi wprost Jerzy Lewi Kiedrowski.

„TO NIE JEST TYLKO PROBLEM TUCHOMIA”

W rozmowie z nami wójt nie ukrywa rozczarowania sposobem działania Wód Polskich. Podkreśla, że problem przewlekłości postępowań nie dotyczy tylko jednej gminy.

– Na spotkaniu Związku Gmin Pomorskich samorządy również podnosiły ten temat. Mówiono wprost o opieszałości w załatwianiu spraw i o tym, że na decyzje wodnoprawne czeka się rok albo dłużej – relacjonuje.

Jak dodaje, takie tempo administracji jest szczególnie groźne wtedy, gdy samorząd działa w ścisłych terminach narzuconych przez programy unijne.

– W przypadku środków zewnętrznych wszystkie pozwolenia muszą być gotowe w momencie podpisywania umowy. U nas tego dokumentu zabrakło i dlatego straciliśmy dofinansowanie – mówi.

Wójt zaznacza, że nie chce sprowadzać sprawy wyłącznie do lokalnego konfliktu z jedną instytucją, ale jego ocena działania systemu jest jednoznaczna.

– To nie jest tylko problem Tuchomia. Inni samorządowcy z Pomorza też mówią, że mają z tym kłopot – podkreśla.

GMINA JUŻ W 2023 ROKU CHCIAŁA RENATURALIZACJI

Sprawa nie zaczęła się w tym roku. Tuchomie już w 2023 roku występowało do Wód Polskich z propozycją przywrócenia dawnego koryta rzeki i odtworzenia części jeziora. Wówczas pojawiły się środki związane z przeciwdziałaniem skutkom zmian klimatu i retencją.

Według wójta to właśnie wtedy była szansa na najlepszy wariant – taki, który opierałby się na renaturalizacji, a nie na kosztownym budowaniu sztucznego układu od nowa.

– Wtedy były środki przeznaczone właśnie dla Wód Polskich, ale ta instytucja w ogóle się tym nie zainteresowała i nawet tych pieniędzy nie wykorzystała – mówi Jerzy Lewi Kiedrowski.

Później środki zostały przesunięte do urzędów marszałkowskich, a gminy mogły się o nie ubiegać w konkursach. Tuchomie skorzystało z tego mechanizmu przy innych inwestycjach retencyjnych.

– Dzięki temu zrealizowaliśmy dziewięć zbiorników do gromadzenia wód. Natomiast w przypadku Orlicka sprawa była bardziej skomplikowana właśnie przez związek z rzeką i procedurami wodnoprawnymi – wyjaśnia.

TERAZ MA BYĆ PRESJA NA WODY POLSKIE I ADMINISTRACJĘ CENTRALNĄ

Po fiasku projektu rada gminy jednogłośnie poparła stanowisko, które ma otworzyć nowy etap działań. Samorząd chce teraz nacisku na Wody Polskie, ale już nie tylko na szczeblu regionalnym.

– Po to zostało przyjęte stanowisko rady, żeby pójść szerzej z tym tematem i zainteresować sprawą centralę w Warszawie – mówi wójt.

Zapowiada, że sprawa będzie kierowana do prezesa Wód Polskich, a także do wojewody i parlamentarzystów.

Cel jest jeden: doprowadzić do tego, by instytucja państwowa podjęła się renaturalizacji rzeki i odtworzenia układu wodnego, którego gmina nie może formalnie wykonać samodzielnie.

– To byłoby rozwiązanie najprostsze i najtańsze. Gdyby przywrócić stare koryto, nie byłoby potrzeby budowania kosztownych grobli. Woda mogłaby znów pracować w sposób naturalny – przekonuje Jerzy Lewi Kiedrowski.

CENTRUM WSI ZOSTAJE Z NIEZAŁATWIONYM PROBLEMEM

Dla mieszkańców najważniejszy jest jednak prosty fakt. Jezioro Orlicko na razie nie wróci. W miejscu, które miało stać się wizytówką Tuchomia, nadal pozostanie teren od lat czekający na decyzję i realne działania.

Wójt nie ukrywa, że gmina nie zamierza finansować wielomilionowej operacji z własnego budżetu.

– Mamy też inne potrzeby i nie możemy wydawać ogromnych pieniędzy z budżetu gminy na zadanie, które powinno być rozwiązane systemowo – zaznacza.

Na dziś samorząd zamyka więc rozdział dotyczący unijnego projektu w obecnym kształcie. Nie zamyka jednak całej sprawy. Wręcz przeciwnie – zapowiada kolejną próbę, tym razem wymierzoną w bezwład instytucji, od której zależy więcej niż tylko jedno jezioro.

::news{"type":"see-also","item":"16638"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%