Olbrzymia kałuża na ulicy Świętego Krzysztofa w Rzepnicy całkowicie blokuje przejazd i przejście, zmuszając kierowców do niebezpiecznych manewrów tuż przy ogrodzeniach. W wodzie stoi również skrzynka elektryczna
Wyjście z domu przypomina tu przeprawę przez rzekę, a zwykły spacer poboczem urasta do rangi ryzykownego wyzwania. Na ulicy Świętego Krzysztofa w Rzepnicy od lat powraca ten sam problem. Po większych opadach droga zamienia się w rozlewisko, które odcina posesje, utrudnia przejazd i stwarza realne zagrożenie dla mieszkańców.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
::event{"type":"landscape","item":"935"}
Nie chodzi już wyłącznie o dyskomfort. Woda sięga bram, kierowcy uciekają pod same ogrodzenia, a w zalanym odcinku stoi skrzynka elektryczna. Mieszkańcy nie ukrywają, że boją się o swoje bezpieczeństwo.
Problem nie pojawił się wczoraj. Jak relacjonują mieszkańcy, sytuacja trwa od kilkunastu lat i po każdym większym deszczu wygląda niemal identycznie. Woda stoi na jezdni przez wiele dni, a dojście do domu staje się prawdziwą gehenną.
– Woda stoi przez kilka dni od jednej posesji do drugiej. Nie da się przejść żadną stroną, a cała ta sytuacja jest po prostu bardzo niebezpieczna – mówi jedna z mieszkanek.
Gmina próbowała już interweniować. Powstały dwie studnie chłonne, które miały rozwiązać problem. W praktyce okazało się, że ich wydolność jest zbyt mała. Efekt jest taki, że po intensywniejszych opadach mieszkańcy znów zostają sami z tą samą uciążliwością.
Największe emocje budzi jednak nie sama kałuża, ale to, co znajduje się w jej obrębie. W wodzie stoi skrzynka elektryczna. Dla mieszkańców to symbol wieloletniego zaniedbania, ale też źródło uzasadnionego lęku.
Nietrudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym przejeżdżający samochód wzburza wodę, dochodzi do awarii albo przepięcia, a wtedy konsekwencje mogą być tragiczne. Mieszkańcy pytają, czy naprawdę trzeba czekać na nieszczęście, aby ktoś potraktował sprawę poważnie.
Niebezpieczeństwo nie kończy się na zalanej drodze. Aby ominąć największe rozlewisko, kierowcy zjeżdżają na wąski fragment przy ogrodzeniach. To właśnie tam, przy furtkach i bramach wyjazdowych, robi się najbardziej niebezpiecznie.
– Córka sąsiadki otwierała furtkę, żeby wyjść ze swojego podwórka, i dosłownie przed samym nosem przejechał jej samochód. Kierowcy muszą omijać wielką kałużę, więc jadą jak najbliżej ogrodzenia – relacjonuje mieszkanka.
To już nie jest tylko problem z infrastrukturą. To sytuacja, w której codzienne funkcjonowanie mieszkańców zostało podporządkowane walce z drogą, która po deszczu przestaje być drogą.
Mieszkańcy podkreślają, że nie pozostają bierni. Sprawa była wielokrotnie zgłaszana do urzędu. Interweniowano także u radnej Teresy Pranczk. Jak wynika z relacji mieszkańców, padła zapowiedź, że na miejsce zostanie sprowadzony burmistrz, aby zobaczył skalę problemu na własne oczy.
Do takiej wizyty jednak nie doszło, a mieszkańcy mówią dziś o narastającej frustracji. Twierdzą, że kolejne telefony pozostają bez odpowiedzi, a sprawa utknęła w urzędniczym obiegu.
Po interwencji redakcji odpowiedź nadesłał wiceburmistrz Przemysław Kraweczyński.
– Znana jest nam skala problemu zalewania w/w ulicy, w związku z tym w budżecie w roku bieżącym zostały zabezpieczone środki finansowe na opracowanie dokumentacji projektowej oraz budowy sieci kanalizacji deszczowej odprowadzającej wody opadowe z ul. Św. Krzysztofa – poinformował.
To pierwsza konkretna deklaracja, na którą mieszkańcy czekali od dawna. Na razie jednak mowa o dokumentacji i planach, a nie o natychmiastowym rozwiązaniu problemu. Tymczasem przy kolejnym większym deszczu ulica znów może zamienić się w niebezpieczne jezioro.
::news{"type":"see-also","item":"23473"}
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Audyt “OBNAŻA” Ścigałę. Ponad 800 000 ZBĘDNYCH KOSZTÓW
Kto płaci za audyt, ten wygrywa - proste! 🙂
derek
08:44, 2026-04-08
Kilka tragedii pod jednym dachem w Niezabyszewie
Po przeczytaniu artykułu bardzo współczuję, ale jak w mediach popatrzeć, to widać z goła co innego. Widać piękny dom, ludzi elegancko ubranych, zwierzęta drogich ras. Można byłoby pomyśleć, że może niech każdy tyle ma. Mogę się jednak mylić. Jednak najstarsza córka jest niepełnosprawna na tyle, że należało chyba zadbać żeby nigdy nie urodziła podobnie niepełnosprawnego dziecka. Dotarło teraz do mnie, że może pojawić się kolejne i dalsze dzieci z podobną niepełnosprawnością i wszyscy będą na utrzymaniu podatników.
Obserwator
00:23, 2026-04-08
Audyt “OBNAŻA” Ścigałę. Ponad 800 000 ZBĘDNYCH KOSZTÓW
W żadnej z innych szkół z którą miałam do czynienia jako nauczyciel i mieszkaniec nie ma nawet porównywanego poziomu nauczania jak w Borzytuchomiu , niedawni się przeprowadziliśmy i byłam zaskoczona poziomem edukacji połączonym z promowaniem sportu . W innych gminach to nie ma nawet opieki podczas dowozu i odwozu uczniów do i ze szkół . Większość mogła by się uczyć . Pozdrawiam
Nowy mieszkaniec
23:04, 2026-04-07
Audyt “OBNAŻA” Ścigałę. Ponad 800 000 ZBĘDNYCH KOSZTÓW
Prawie każdy uczeń klas 1-3 badany w PPP posiada zalecenie terapii logopedycznej. Coraz więcej uczniów potrzebuje wsparcia psychologicznego. A pani R.chce ograniczyć godziny pracy psychologom i zlikwidować etat dla logopedy. To proszę zatrudnić logopedów w Poradni skoro PPP ma organizować terapię logopedyczną. Pedagodzy specjalni w tak dużym wymiarze godzin nie są potrzebni. A należy zwiększyć ilość godzin dla psychologów i pedagogów.
Danuta
21:03, 2026-04-07