Dla mieszkańca Sierzna walka o życie żony stała się wyścigiem z czasem, w którym stawką było wszystko. Kiedy jego ukochana zaczęła wymiotować krwią po skomplikowanej operacji nowotworu dwunastnicy, liczyła się każda minuta, jednak rzeczywistość polskiej służby zdrowia okazała się brutalnym zderzeniem z systemowymi procedurami i logistyczną układanką, która dla postronnego obserwatora wygląda jak absurd. Zaledwie pięć kilometrów dzielących dom chorej od szpitala w Bytowie stało się dystansem niemal nie do pokonania, a sprawa swój finał znajdzie teraz w urzędniczych gabinetach.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Wszystko zaczęło się o godzinie 11:19. To wtedy przerażony mieszkaniec wykonał pierwszy telefon na numer alarmowy. Widok był dramatyczny – żona, będąca świeżo po ciężkim zabiegu zespolenia jelit, traciła krew, a każda sekunda zwłoki przybliżała ją do najgorszego. Czas w takich chwilach płynie inaczej, a oczekiwanie na syreny ambulansu staje się torturą. Gdy po pół godzinie karetki wciąż nie było, mężczyzna zadzwonił ponownie, tym razem nie kryjąc już ogromnych emocji i używając bardzo ostrych słów.
- Pierwszy telefon wykonałem o godzinie 11:19. Dyspozytor poinformował, że karetka przyjedzie do mojej żony, która wymiotowała krwią, cały zlew w niej pływał. Wiadomo, jak czas bardzo się dłuży, gdy oczekuje się na pomoc dla ukochanej osoby.
W tym samym czasie córka mężczyzny, pracująca w pobliskim Bytowie, postanowiła sprawdzić, co dzieje się pod szpitalem. Jej relacja rzuca na sprawę cień absurdu – o godzinie 12:06 przed budynkiem miały stać trzy karetki. Tymczasem pomoc do jej matki dotarła dopiero kwadrans później i to wcale nie z Bytowa, a z oddalonej o kilkanaście kilometrów Lipnicy. Mieszkaniec nie kryje oburzenia faktem, że system wysyła zespół z innej gminy, podczas gdy pod lokalnym szpitalem stoją wolne pojazdy.
- To jest absurd. Budują obiekty za 20 milionów złotych, a nie potrafią karetki do osoby chorej wysłać. Tu nic nie działa, jest tylko jedna wielka propaganda – komentuje rozżalony mężczyzna.
Kiedy zespół z Lipnicy w końcu dotarł do Sierzna, emocje nie opadły. Ratownicy sugerowali transport do Bytowa, czemu mąż pacjentki kategorycznie się sprzeciwił. Wiedział, że stan żony wymaga specjalistycznej pomocy, którą mogła zapewnić jedynie placówka o wyższym standardzie. Ostatecznie, po krótkiej wymianie zdań, kobieta trafiła do Kościerzyny, gdzie godzinę później była już na stole operacyjnym. Lekarze przyznają, że było blisko – gdyby pomoc nadeszła kilkanaście minut później, finał mógł być tragiczny.
Do sprawy odniosło się biuro prasowe Wojewody Pomorskiej. Anna Kowalewska wyjaśnia, że sytuacja była wyjątkowo trudna pod względem logistycznym. W momencie zgłoszenia jeden zespół z Bytowa był już zajęty, a drugi został przekierowany do innego pilnego wezwania, by uniknąć sytuacji, w której karetki mijają się na trasie. Wybór padł na Lipnicę, ale tamtejszy zespół... pomylił drogę.
- O fakcie zaistnienia pomyłki w dojeździe powiadomił kierowcę ZRM oraz wskazał mu poprawne miejsce docelowe i wytłumaczył drogę dojazdu – tłumaczy Anna Kowalewska.
Urzędnicy odpierają też zarzuty dotyczące karetek stojących pod szpitalem. Według ich wersji były to jedynie pojazdy transportowe lub rezerwowe, które nie mogą brać udziału w systemie Państwowego Ratownictwa Medycznego. Zapewniają również, że transport do Kościerzyny był sugestią samego dyspozytora, który dbał o wybór placówki o wyższej referencyjności.
Mieszkaniec Sierzna zapowiada jednak, że nie daruje tego zaniedbania. Złożył oficjalną skargę i żąda wyciągnięcia konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za to, co nazywa "porażką opieki medycznej". Obecnie trwa wnikliwa analiza logów systemowych i rozmów telefonicznych, a sprawa ma zostać rozstrzygnięta w ustawowym terminie.
::news{"type":"see-also","item":"21432"}
::addons{"type":"alert"}
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Mysliwy12:11, 08.02.2026
Dlaczego nie zadysponowano strażaków czy to z miejscowej jednostki czy z sąsiednich jak Ugoszcz czy Niezabyszewo? Przecież to przeszkoleni ratownicy nie tak to powinno działać jak nie ma na miejscu karetki?
Pozostałe komentarze
Gość 13:15, 08.02.2026
Burdel w tym uśmiechniętym kraju się powiększa
Driver 13:59, 08.02.2026
To się wyprowadź do innego kraju, najlepiej na Węgry ! Zostaniesz tam pucybutem tego ********* nazywanego ZERO !
Swiety13:54, 08.02.2026
I potem się dziwią że ktoś wpada x siekierą do szpitala
Gość14:03, 08.02.2026
Ostatnio też się przekonałam o bałaganie w służbie zdrowia. 11 godzin na SOR w Kościerzynie ze złamanymi kostkami do operacji. Odsyłanie od szpitala do szpitala, celem dostania się na oddział. W końcu po 2 tyg od wypadku operacja, gdzie ścięgna już poprzyrastały do kości. A najbardziej na tym chorym systemie cierpi pacjent.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ibytow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Pięć kilometrów, które mogły kosztować życie
Ostatnio też się przekonałam o bałaganie w służbie zdrowia. 11 godzin na SOR w Kościerzynie ze złamanymi kostkami do operacji. Odsyłanie od szpitala do szpitala, celem dostania się na oddział. W końcu po 2 tyg od wypadku operacja, gdzie ścięgna już poprzyrastały do kości. A najbardziej na tym chorym systemie cierpi pacjent.
Gość
14:03, 2026-02-08
Pięć kilometrów, które mogły kosztować życie
I potem się dziwią że ktoś wpada x siekierą do szpitala
Swiety
13:54, 2026-02-08
Pięć kilometrów, które mogły kosztować życie
Burdel w tym uśmiechniętym kraju się powiększa
Gość
13:15, 2026-02-08
Niezły “BIGOS” w OSP Półczno: Pijany strażak
Nic nie warta osp...200zl dodatku do emerytury a zapomnieli o OCHOTNICZEJ straży....pajacowanie w mundurach nic więcej...debilzm za dodatek 200 zł do emerytury....a gdzie Ta straż co była kiedyś OCHOTNICZA od serca....
Osp
12:40, 2026-02-08